Aktualności

Kazimierz Moskal i Maciej Skorża nie zważali na to, że skrzydłowy z Węgier prezentuje kiepską formę i stawiali na Adama Gyurcso mecz w mecz. Teraz Węgier może mieć problem z regularną grą.


Po przyjściu do Pogoni Kosty Runjaicia nastały gorsze czasy dla Gyurcso. Skrzydłowy wyszedł w podstawowym składzie Pogoni na pierwszy mecz nowego trenera z Wisłą Kraków, ale po nim ugrzązł na ławce rezerwowych. Spotkanie z Piastem w całości obejrzał z wysokości ławki rezerwowych, a w Białymstoku pojawił się na boisku przez kontuzję Adama Frączczaka. Pojawił się, dostał bardzo dobre podanie i zepsuł doskonałą okazję do remisu w swoim stylu, trafiając w bramkarza.

Węgier do Pogoni trafił w styczniu 2016 roku. Przychodził jako gwiazda, która ma rozwiązać problemy Dumy Pomorza na skrzydle. Do składu wszedł przebojem ale ostatnią bramkę z gry strzelił ponad rok temu. Dyspozycja piłkarza pozostawia wiele do życzenia i z meczu na mecz kibice mieli do niego więcej pretensji.

Nie można się temu dziwić, bo Węgier na początku przygody z Pogonią pokazał, że potrafi wiele. Jednak jego słaba skuteczność zniechęciła już chyba wszystkich.

Pogoń dla Gyurcso miała być przystankiem. Miał nabić liczby i wypromować się do gry w lepszej lidze dając tym samym zarobić Pogoni. Na słabą formę piłkarza uwagę zwróciły już media Węgierskie. Kilka dni temu serwis csakafoci.hu napisał, że piłkarz ma problemy w swoim klubie. Problemy te jednak spowodował sam zawodnik, który od miesięcy zawodzi.

Kontrakt Gyurcso z Pogonią obowiązuje do czerwca 2019 roku. Jeśli piłkarz nie poprawi swojej dyspozycji w obecnym sezonie, to po zakończeniu umowy będzie mógł zapomnieć o możliwości gry w lepszej lidze i pozostanie mu jedynie powrót do ojczyzny.

Autor: Daniel Trzepacz
Żródło: własne
Wyświetleń: 5378

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...