Pogoń Szczecin zakończyła sezon remisem 1:1 z GKS-em Katowice. Po meczu duże pretensje do sędziego Damian Sylwestrzaka miał trener Portowców Thomas Thomasberg.
Pogoń była pewna utrzymania, ale GKS miał o co grać. Katowiczanie niespodziewanie stanęli przed szansą awansu do europejskich pucharów. Wykorzystali ją w dramatycznych okolicznościach. Gola na wagę remisu strzelili w doliczonym czasie meczu.
Po meczu Thomasberg miał pretensje do sędziów o anulowanie gola Kamila Grosickiego na 2:0. Bramkarz Rafał Strączek odbił piłkę, która następnie trafiła w Adriana Błąda. Grosicki, który wcześniej znajdował się na pozycji spalonej, dopadł do piłki i umieścił ją w bramce. Sędziowie uznali, że miejsce, które na boisku zajmował piłkarz Pogoni, było wystarczajacą przesłanką do interwencji. Duńczyk nie zgadza się z taką interpretacją.
- Oczywiście można popełniać błędy, jednak możesz je potem skorygować na VAR. Sędziowie przyjęli, że odbicie piłki przez zawodnika GKS-u było przypadkowe, ale w powtórkach widać, że to był błąd techniczny. Nie powinno więc tam być spalonego. Uważam, że okradziono nas w tamtej sytuacji z bramki - powiedział Thomasberg.
Duńczyk nie miał za to uwag do drugiej istotnej decyzji sędziego. W końcówce z boiska wyleciał bramkarz Krzysztof Kamiński, który zagrał ręką poza polem karnym. W bramce zastąpił go napastnik Filp Cuić. Pogoń wcześniej wykorzystała komplet zmian.
- Oczywiście czerwona kartka dla naszego bramkarza była zasłużona. Rywale potem oddali jeden strzał i zdobyli gola. Ogólnie zagraliśmy przyzwoity mecz i będziemy chcieli na nim dalej budować. Będziemy chcieli wykorzystać pozytywy z tego meczu podczas przygotowań przed nowym sezonem - podsumował Thomasberg.
Uwaga!
Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.