Aktualności

Raz na parę lat trafia się w piłce nożnej coś, co nazywam dziwnym sezonem. Jest to oczywiście określenie bardzo delikatne, gdyż podczas takich rozgrywek dzieją się rzeczy, które w normalnych warunkach trudno sobie wyobrazić. Jednak bez narzekania, bo wszystko to zalicza się do podkreślanego na każdym kroku piękna futbolu.


Uściślając, nie chodzi tu o jakieś pojedyncze wybryki, kiedy to Termalica remisuje z Legią, ale o coś bardziej powtarzalnego, co utrzymuje się przez dłuższy czas. Są to sezony, w których ci wielcy robią sobie przerwę, z czego korzystają zazwyczaj średniacy. Wróćmy zatem do sezonu 2003/04. Z obowiązku przypomnę, że dla naszej Pogoni był to pierwszy sezon pod skrzydłami (nomen omen) Antoniego Ptaka, po spadku z dorobkiem ledwo 9 punktów. Ale nie do Pogoni chciałem tu nawiązywać. Mierzymy wyżej. Liga Mistrzów. AS Monaco demoluje w grupie Deportivo 8:3, po czym w ćwierćfinałowym dwumeczu odprawia Real Madryt, a w kolejnej rundzie Chelsea, ładując za każdym razem po 5 bramek. W finale trafia na Porto, które zdążyło już wyeliminować wielki Manchester United. Zwycięża zespół z Portugalii, ale jak wygląda na tle wcześniejszych i późniejszych triumfatorów? Gdzie mu do Barcelony, Realu Madryt, Bayernu Monachium, Manchesteru United czy Milanu? Owszem, w składach obu finalistów znalazło się wielu zawodników, którzy później zrobili niemałe kariery. Deco, Patrice Evra, Ricardo Carvalho czy będący już dosyć rozpoznawalnym Fernando Morientes. Co ciekawe najlepszym strzelcem AS Monaco był wtedy Dado Pršo, który po tym sezonie wylądował jedynie w Glasgow Rangers, ale on w momencie występowania w finale miał już 30 lat.

Możecie powiedzieć teraz: no dobra, ale co w tym dziwnego, zdarza się, a jedna jaskółka wiosny nie czyni. To przenieśmy się miesiąc później. Finały Euro 2004 w Portugalii i reprezentacja Grecji. Wygrana z gospodarzami w meczu otwarcia, później remis z Hiszpanami, a w fazie pucharowej pomachali na do widzenia Francuzom i Czechom, by w finale ponownie ograć Portugalię.

Kolejny przykład, bardziej z naszego podwórka. Sezon 2006/2007. Co prawda my wtedy spadaliśmy z hukiem po wprowadzeniu w życie genialnego pomysłu z brazylijskim zaciągiem, autorstwa biznesmena wspomnianego wcześniej, za to na górze tabeli działy się cuda. Zagłębie Lubin mistrzem Polski, drugie miejsce dla GKSu Bełchatów. Legia dopiero na najniższym stopniu podium, a będąca w tamtych latach w swoim najlepszym okresie Wisła Kraków dopiero ósma.

Do czego zmierzam? Teraz znowu mamy taki sezon! Piast Gliwice od samego początku tworzy sporą przewagę, a aktualny mistrz Polski przez długi czas tułał się w strefie spadkowej. Mało dowodów? To nie tylko w Ekstraklasie. Spójrzcie na Premier League i liderujące mu Leicester.

Gdzieś tam w czołówce na szczęście tym razem znajdujemy się i my. I wiecie co? Takie wariackie sezony trzeba wykorzystywać, bo prawdopodobnie w kolejnym wszystko już wróci do normy. Równowaga sił nie zaburza się na dłużej, a wpłynięcie na nią w sposób bardziej naturalny, wymaga konsekwencji i nakładów finansowych. Jedno i drugie powoli staje się u nas normą, zaczyna być naprawdę dobrze i wierzę, że za kilka lat będziemy wymieniani w gronie faworytów już na starcie sezonu jednym tchem obok Legii i Lecha. Ale to za kilka lat.

A teraz utworzę jeden z najbardziej naciąganych dowodów w życiu. Wiecie kto był trenerem FC Porto w 2004 roku? José Mourinho. A kto prowadził Zagłębie w 2007 roku do mistrzostwa? Oczywiście Czesław Michniewicz. A doskonale wiemy, że nasz trener jest często porównywany do portugalskiego szkoleniowca. Jak widać mamy u siebie specjalistę od wykorzystywania tych dziwnych sezonów. 

Zastanawiam się tylko, czy to już odpowiedni czas, bo z jednej strony miło by było, aby nasz aktualny skansen, zwany stadionem, był świadkiem tego pierwszego mistrzostwa. Z drugiej jednak, wolałbym na mecze pucharowe chodzić tu, na miejscu. Na pewno nie wyobrażam sobie rozgrywania ich na stadionie w Poznaniu, a i takie pomysły pewnie były, ze względu na nasza niefortunną lokalizację.

***

Wybaczcie, ale zapomniałem się przedstawić. Jestem Dawid, znacznie częściej zwany Szczepanem. Większości z was pewnie nic to nie mówi, ale gdy dodam, że jestem autorem Pogoń Szczecin Trolls, to mam nadzieję, że sprawa się trochę rozjaśni. Oho, już pograne! będzie w założeniu cyklem, w którym będę mógł z przymrużeniem oka rozpisać się na tematy związane z Pogonią, które siedzą mi w głowie. Mogą to być kwestie, niekoniecznie nadające się na Trollsy, albo wręcz takie, które będą się z nimi sprytnie uzupełniać. Regularność losowa, moja wena nie prowadzi się zbyt obyczajnie ;)

tekst alternatywny

Tu podaj tekst alternatywny

Autor: Szczepan
Żródło: własne
Wyświetleń: 5319
tekst alternatywny

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...