Aktualności

Dzisiaj delikatna zmiana formuły i to nie taka, że coś zabieram. Wręcz przeciwnie. Dodaję. A właściwie nie ja, tylko parę osób z redakcji. Rzuciłem hasło, by odnieśli się do tematu, nad którym ja się rozwodzę, a że zawsze mają coś do powiedzenia, to dwa razy nie musiałem prosić. Zaznaczę, że większość poniższej treści powstało przed ostatnim meczem z Cracovią, stąd też parę spekulacji mogło się spełnić/nie spełnić.  Zapraszam!


***

Niedawne wieści na temat zainteresowania Kamilem Grosickim przypomniały mi, że taki temat pojawił się już jakiś czas temu. Było to dwa lata temu, również w przerwie zimowej, w momencie, gdy po raz pierwszy mogliśmy poczuć moc drzemiąca w Grupie Azoty. Wtedy to powstał pewien poglądowy rysunek, który posłuży mi dziś do swoistego podsumowania ówczesnego składu personalnego i porównania go z aktualną sytuacją.

- Wyobrażasz sobie z przodu: Aka, Małecki, Grosicki, Robak? – napisałem do Kłody na komunikatorze. Odpowiedział, że sobie nie wyobraża i przy okazji zapytał, po co nam 5 skrzydłowych. Po chwili dostałem maila o tytule „Tak to widzę”, a w załączniku wspomniany rysunek.

Powrotu Grosika się co prawda nie doczekaliśmy, jednak parę innych ciekawych rzeczy się działo. Przede wszystkim Małecki, który po Robaku był wyznacznikiem, że spora kasa wchodzi w grę i pomijając jego formę, możemy ściągać do siebie mocne nazwiska. A to było jeszcze przed zakontraktowaniem Murasia.

Faktycznie mieliśmy wtedy samych skrzydłowych i co ciekawe, żadnego z nich już nie ma. Oprócz totalnego niewypału, jakim był wspomniany Mały, pozbyto się także dobrze rokującego Kuna, który jednak nic wielkiego nie pokazał, chociaż nadal uważam, że decyzja była zbyt pochopna. W temacie Bąka wszystko zawiera się w wypowiedzi Rysia, mojego sąsiada z sektora, wygłoszona, gdy Kuba jeszcze biegał po naszej murawie: „dajcie mu laurkę za Koronę i niech sobie idzie” (wersja ugrzeczniona). Taku to najświeższe odejście i zarazem piłkarz, który dał nam najwięcej z wymienionych, szczególnie chwilę przed kontuzją z poprzedniego sezonu, kiedy to godnie zastępował Akę, zwiedzającego akurat rosyjskie ławki rezerwowych.

Nie ma również już Marcina Robaka. To był chyba jeden z najlepszych transferów w historii i mam tu na myśli oba kierunki transakcji (Chiny pomijam). Kupiony w momencie ujemnego stanu napastników w klubie, pozamiatał ligę, zdobył tytuł króla strzelców, postrzelał jeszcze sezon na spokojnie, po czym odszedł chwilę przed kontuzją i szukaniem formy, które trwają na zmianę już paręnaście miesięcy.

Czas na ostatniego nieobecnego. Wystawienie Radka Janukiewicza na listę transferową było pewnie dla wielu niemałym zaskoczeniem. Miewał występy bardzo dobre, sporo także przeciętnych, jednak sportowo na pewno się bronił, by chociaż zostać na ławce jako numer dwa.

Porównanie samego Aki wtedy i dziś, wypada mocno na niekorzyść aktualnej wersji. To był ten moment, gdy strzelał jak na zawołanie – 7 bramek, miliard asyst. On wtedy naprawdę sporo dawał tej drużynie. A potem wyjechał. Teraz pozostaje wiara w jego umiejętności, chociaż w tym sezonie ma już 5 bramek, z czego 4 z Ruchem.

Drugiego „powrotowicza”, Lewego, mogę ocenić odwrotnie, bo jednak przed wyjazdem rozpaczałem, że to tylko wypożyczenie i szybko się na nim poznają, po czym nam go zwrócą. Teraz w zachwytach nadal nie tonę, ale przynajmniej nie drżę o każdą piłkę, która leci w jego stronę, a i nawet przyznam, że jak się zapuści do przodu, to zwykle bywa groźnie.

Co ciekawe z tego zestawienia bez przerwy gra u nas jedynie Adam Frączczak i zarówno wtedy, jak i dziś jest dosyć znaczącą postacią. Czy ostał się jeszcze ktoś spoza „grafiki”? Głównie ówcześni rezerwowi lub juniorzy: Kudła, Walski, Kort (obaj w I zespole, ale bez większych szans na stałe występy, drugi po wypożyczeniu) i Rudol (wtedy jeszcze tak naprawdę z zaledwie kilkoma minutami w ekstraklasie). Plus Zwolak w Łęcznej.

Wspomniałem, że to było jeszcze przed dołączeniem naszego obecnego kapitana. W środku pola dreptali Ława z Rogalskim, w środku obrony Dąbrowski z Gollą, z ławki kierował drużyną Dariusz Wdowczyk, a słynne 5:1 z Lechem miało dopiero nadejść. Co ciekawe, mimo zupełnie innego składu, miejsce w tabeli było nieznacznie gorsze, bo 6, a sezon zasadniczy skończyliśmy na 4 pozycji.

Wyjaśnię może jeszcze kwestię „jakiegoś murzyna”, by odegnać wszelkie rasistowskie skojarzenia. Układaliśmy wtedy składy do Fantasy Ligi Europy i jak to bywa jeszcze w fazie grupowej tych rozgrywek, sporo piłkarzy, o których nie miało się pojęcia, że istnieją. Kłoda usilnie szukał na swoją obronę kogoś z afrykańsko brzmiącym nazwiskiem, gdyż wyznawał teorię, że taki ktoś zagra na zero z tyłu, a i czasami jakąś bramkę strzeli. Jak widać przełożył to i na swoje spekulacje dotyczące Pogoni. Okazuje się, że wystarczyło szukać łysych.

Daniel T: Bąk to największa zagadka piłkarska XXI wieku. Gość, którego piłka w polu karnym szukała bardziej niż Messiego, a i tak nawet najprostsze sytuacje potrafił koncertowo spierdolić, aby później raz na ruski rok zrobić rajd przez pół boiska i strzelić gola w 90 minucie jak z Koroną czy Lechią.

Patryk B: Najśmieszniejsze jest to, że chyba najlepszy duet skrzydłowych (pod względem liczb) tworzyli Bąk z Murayamą. Na pewno zdobyli najwięcej punktów. Nie liczę tu Adama, z wiadomych względów. Gdyby mi ktoś to powiedział dwa lata temu stwierdził bym, że gorzej od nich się nie da. Później przyszli Małecki, Danielak, Tchami...

Daniel T: Trochę się obawiam, czy tą samą drogą nie podąży Gyurcso. Nie przez brak umiejętności, ale przez styl gry drużyny, która skupia się na defensywie.

Patryk B: To jest jedyny piłkarz, po którym naprawdę widzę, że potrzebuje czasu. Ma dziwny strach wypisany na twarzy.

Daniel T: W Lubinie po jego zejściu skończyło się jakiekolwiek zagrożenie ze strony Pogoni. Z meczu na mecz jest lepiej, ale ciężko powiedzieć teraz czy to jest transfer, który zbawi Pogoń.

Szczepan: Nie to żebym w niego wątpił, ale już go sprzedałem w Ustaw Ligę. Jak to zwykle bywa, teraz pewnie zacznie grać mecze życia.

Łukasz L: Jeśli chodzi o liczby Aki to wydaje mi się, że duże znaczenie ma ustawienie jego jak i całego zespołu. Za Wdowczyka graliśmy ofensywnie i ryzykownie. Na tym samym etapie sezonu, co teraz mieliśmy chyba z 10 bramek strzelonych więcej, więc gdzieś te liczby musiały się rozkładać. Bąka natomiast zweryfikowała I liga, w której jest tylko zmiennikiem. Na kontratak idealny, ale jak już jest w zespole, który częściej prowadzi grę to kolorowo nie jest.

Admin: Bąku ma coś w sobie, widać po poprzednich komentarzach. O "Bączku" znalazłem 3 zdania, które mógł wtedy przeczytać Smolny zanim go sprowadził: "Reprezentacja Polski do lat 19 (rocznik 1993) przegrała z Gruzją 1:3 (1:2) w swoim pierwszym spotkaniu w ramach turnieju eliminacyjnego do mistrzostw Europy rozgrywanego w Turcji. W kadrze Polski w wyjściowym składzie grał pomocnik Korony Jakub Bąk. Został zmieniony w 36 minucie". A tym murzynem z tyłu mógłby być Arboleda i jego "kryjący" palec.

Szczepan:  Właśnie, oprócz takich obrazków, często z Kłodą też ustalaliśmy najlepsze aktualne jedenastki ligi i Arboleda w tamtych czasach miał pewne miejsce.

Admin: Odstrzelenie Małego i opłacenie Adama Gyurcso, póki co jest ruchem transferowym numer dwa od wspomnianych czasów. Największy plus tamtych czasów to rzeczywiście transfery z Robakiem. Pamiętam, że Robak był marketingowo marką samą w sobie. Ciężko mi przypomnieć sobie drugą taką "gwiazdę" w Portowcach po powrocie na salony.

Patryk B: Murawski?

Daniel T: Murawski był określany mianem konia trojańskiego. Miał tu odcinać kupony i dorabiać. Na szczęście większość się myliła.

Autor: Szczepan
Żródło: własne
Wyświetleń: 3709

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...