Aktualności

Od ostatniego tekstu w rubryce #ObokKlubu minęło kilka dobrych tygodni. Najpierw natłok meczów, a ostatnio sytacja z Koronawirusem spowodowała, że czasu na pisanie nie jest wiele.


No właśnie, Koronawirus i zawieszenie rozgrywek. W swoim kibicowskim życiu starałem się znaleźć podnobne sytuacje. Jedyne co przyszło mi do głowy to zawieszenie rozgrywek przez żałobę narodową po tragedii w Smoleńsku. To jednak dwie zupełnie inne sytuacje, bo dziś nie gra cały świat, a wtedy czas wypełnić mogliśmy sobie meczami innych lig i rozgrywek. Jak pamiętam tamten czas? W pamięć zapadł mi sam dzień katastrofy. Pogoń tego dnia miała grać w Pruszkowie ze Zniczem w ramach rozgrywek I ligi. Jechałem na ten mecz pociągiem w kierunku Warszawy. Jako pracownik klubu miałem nie tylko zdać relację z samego pojedynku, ale i dostarczyć pieniądze za bilety na sektor gości. Pierwsze informacje o tragedii zaczęły docierać do mnie gdy byłem już w Poznaniu. Kilka szybkich telefonów do ludzi z klubu, do kierownika Mizaka i było już wiadomo, że mecz się nie odbędzie. W Kutnie wysiadłem i czekałem na pociąg powrotny do Szczecina.

To zupełnie inne sytuacje, ale to co mam w pamięci to twarze zwykłych ludzi których mijało się tego dnia. Wszyscy jakby zawieszeni, myślami zupełnie gdzie indziej. Po trzech tygodniach wszystko jednak wróciło do normalnego życia, w tym i rozgrywki piłkarskie. Teraz sytuacja jest diametralnie inna i w strachu żyje cały świat.

-----

Odbiegając już od tematu pandemii, pamiętacie czasy gdy piłkarze byli dla Was "ludźmi z obrazka"? Wzorami do naśladowania? Osobami nieskazitelnymi? Z wiekiem dostrzega się jednak, że to są tacy sami ludzie jak my, którzy żyją normalnie i też popełniają błędy. U mnie stan takiego "wzorowego" myślenia u piłkarzach trwał bardzo długo. Nigdy nie byłem w stanie sobie wyobrazić, że czynny piłkarz na przykład pali papierosy. No bo jak to tak? Przecież obniża swoje możliwości! Nie będzie biegał tak szybko i tak dużo! W końcu musiało przyjść zderzenie ze ścianą.

To były moje początki pracy w klubie, jeszcze jako wolontariusz. Jechałem z drużyną na zimowy sparing do Trzebiatowa z Kotwicą Kołobrzeg. Pogoń była wtedy czwartoligowcem, a Kotwica grała w wyższej klasie rozgrywkowej.

Gdzieś po drodze zatrzymaliśmy się "na siku". Autokar stanął na sypiącym się przystanku PKS gdzieś w polu i kto potrzebował biegłw las, bo zimno było niesamowicie. Też skorzystałem z tej opcji, a wracając, za przystankiem spotkałem piłkarza, który ściągał z papierosa "jedną chmurę za drugą". Mam nadzieję, że ta osoba nie obrazi się, ale był to Grzegorz Matlak z którym później miałem jeszcze okazję współpracować w zupełnie innych tematach. Grzesiek spojrzał na mnie i powiedział tylko: ani słowa trenerowi Kurasowi.

Kurde, głupia i błacha sytuacja, ale mi nie chciałą ona wyjść z głowy przez kilka dni! Nie byłem w stanie uwierzyć, że gość, który jeszcze 2-3 lata temu ładował gole w Ekstraklasie między innymi Legii Warszawa, jest zwykłym człowiekiem, który też ma swoje słabości. Także Grzesiu, to właśnie Ty skasowałeś w mojej głowie obraz nieskazitelnego piłkarza ;)

-----

Jedną z najbarwniejszych postaci w mojej przygodzie z Pogonią z pewnością był Ryszard Mizak. Popularny "kiero" zajmował biuro obok tego, które my zajmowaliśmy z Adamem Wosikiem, a później Przemkiem Kłosińskim. Kiero często w swoim biurze przebywał dopiero w godzinach popołudniowych. Lubiłem iść do niego i słuchać opowieści z przeszłości. On miał ten dar, że zawsze opowiadał ciekawie i z humorem. Kiedyś zapytałem go, czy Kamil Grosicki faktycznie był tak trudnym piłkarzem do upilnowania. Kiero powiedział.

"To jest chłopak fantastyczny na boisku i poza nim. Potrafi "czarować". Pamiętam sytuację, że Kamil miał problem ze szkołą. Musiał do niej chodzić, bo nie był pełnoletni. Zapisaliśmy go do nowej, pojechałem tam z nim w pierwszy dzień i widziałem jak wchodzi do klasy z innymi uczniami. Ja w tym czasie zamieniłem kilka słów z nauczycielką. Ze szkoły wracałem prosto do klubu, zatrzymałem się jedynie na 2 minuty przy cukierni po drożdżówkę. Wchodzę do klubu, a tam... Kamil! Pytam go, co on tu robi, dlaczego nie jest na lekcjach, na co z pełnym luzem odpowiedział. "Kiero, spokojnie, odwołali lekcje". Nie odwołali, miałem kilka nieodebranych połączeń od wychowawcy i dowiedziałem się, że on nawet tej 1 lekcji nie wysiedział".

Autor: Daniel Trzepacz
Żródło: własne
Wyświetleń: 1389

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...