Aktualności

  • Grosicki dla weszlo.com: Ta Pogoń mocno różni się od tej z której odchodziłem

- Samo jedzenie i wszystkie inne detale – różnica jest ogromna. W tamtych czasach dostawałeś na talerzu słaby obiad, a teraz dostaję szwedzkie stoły z tym samym jedzeniem, które miałem przez lata zagranicą. Boiska treningowe? Super, pod balonem. Wszystko się rozwinęło. Po ludziach, którzy rządzą klubem – prezesie Mroczku, dyrektorze Adamczuku – widać, że im bardzo zależy na klubie i mają go w sercu - mówi w rozmowie z portalem weszlo.com Kamil Grosicki. Poniżej fragment rozmowy i link do całości.


Twój powrót do Pogoni jest bardzo sentymentalny, ale mało kto pamięta, w jakim ty zespole w ogóle zaczynałeś. Trafiłeś na końcowy moment brazylijskiej wizji Antoniego Ptaka. Szalony zespół, pewnie niełatwy dla młodego, zdolnego zawodnika.

Dla wychowanka Pogoni już sam fakt, że przechodził te wszystkie szczeble, był spełnieniem marzeń z dzieciństwa. Nie patrzyłem na to, że grają tam zawodnicy z Brazylii i jakie to czasy. Ważne było, że trafiłem do pierwszego zespołu. W młodym wieku, miałem 16 lat, dostałem zaproszenie na zgrupowanie na obóz do Brazylii. Wielkie wydarzenie i duma. Nie dość, że z pierwszym zespołem, to jeszcze ta Brazylia.

Byłem łącznie na dwóch obozach w Brazylii. Za pierwszym razem pojechało dwóch-trzech wychowanków i kilku starszych zawodników jak Artur Bugaj, Grzegorz Matlak, Bartek Fabiniak. Czułem się na tym obozie, jakbym był tam tylko od podawania piłek. Nie chcieli dać mi żadnej szansy. Stałem z boku, nie brałem udziału nawet w taktycznych zajęciach. Trenował nas wtedy Brazylijczyk Serrao.

Po jednym z treningów głowa się zagotowała. Wziąłem piłkę i wykopałem do góry, mówiąc, że chcę wracać do domu. Przyjechałem trenować, pokazać się, nie chciałem czekać przez miesiąc na powrót jako podawacz piłek.

Wróciliśmy wcześniej z Grześkiem Matlakiem, któremu też było nie po drodze. Trenowałem w rezerwach. Później byli już nowi trenerzy – najpierw Panik, potem Pala, w międzyczasie Kuras, u którego zadebiutowałem. Na drugim obozie w Brazylii trenowałem już więcej z zespołem, ale szans za dużo nie było, tyle co w Pucharze Ekstraklasy. Od razu chciałem więcej. Młody ze Szczecina, tu miałem wszystkich znajomych. Chciałem się pokazać, żeby mówiło się o mnie, że gram już w pierwszym zespole. Postawił na mnie dopiero trener Baniak.

Mieszkaliście w Gutowie Małym, niewielkiej wiosce pod Łodzią, praktycznie w zamknięciu, jeżdżąc przez pół Polski do Szczecina na mecze domowe. Brazylijczycy narzekali, że nie mają życia. To był szalony projekt.

W wolnym czasie mogliśmy jechać co najwyżej do Łodzi do jakiejś galerii. Trzeba było zorganizować sobie jakiegoś busa. Czasem zabierali nas starsi, którzy mieli swoje samochody, więc chodziliśmy z chłopakami po mieście.

Ten Gutów nie dobijał?

Było takie uczucie, jakbyś był cały czas na obozie. Radek Majdan też wtedy z nami mieszkał. Dla młodego zawodnika to była wtedy frajda mieć za kumpla Radka Majdana. Zwłaszcza, że sporo pomagał. To w Gutowie podpisałem swój pierwszy kontrakt. Za trenera Panika Pogoń była jeszcze, można powiedzieć, normalna, dużo było w niej Polaków. Jak przyjeżdżaliśmy na mecz do Szczecina, dostawaliśmy dwa dni wolnego. Wiadomo, że szło się do znajomych odreagować to życie w zamknięciu.

Masz sporo kumpli z kibicowskiego środowiska. Której Pogoni kibicowali? Tej brazylijskiej, czy Nowej Pogoni, która pod rządami między innymi Dariusza Adamczuka startowała od B-klasy? Czasem zdarzało się, że więcej kibiców przychodziło na B-klasę.

Kibice zawsze wspierali swoich chłopaków, czy było gorzej, czy lepiej. Później Pogoń się podzieliła na dwie grupy. Chcieli budować klub od nowa, w co inwestowali biznesmeni ze Szczecina. Gdy odchodziłem do Legii, Pogoń Ptaka była degradowana. Od tamtej pory wszystko powstawało na nowo. Została tylko święta nazwa „Pogoń Szczecin”.

Mieliście momentami gorsze warunki niż ta B-klasowa Pogoń.

Cały czas Gutów i autokary na mecze. Warunki, hotele, posiłki… Słabe to wszystko było, takie wiesz, z niskiej półki. Nie da się tego porównywać do dzisiejszej Ekstraklasy. Ale o Antonim Ptaku muszę powiedzieć, że u niego pieniążki były zawsze na czas. Dostałeś to, co miałeś zapisane w kontrakcie. Miał swoją wizję, ośrodki w Brazylii… Miał pieniądze, to robił, co chciał. Może jakby były wyniki, to kibice by to zaakceptowali. Ale spadliśmy z Ekstraklasy i pan Ptak zarobił pieniądze praktycznie tylko na nas – Polakach.

Edi Andradina to legenda w Szczecinie. Julcimar? Super kapitan i świetny kolega. Podobnie jak Sergio Batata. Pojedyncze nazwiska z Brazylii były naprawdę mocne. Ale zwykle byli to zawodnicy, którzy przyszli już wcześniej, a nie w tym ostatnim rzucie, z którego… nazwisk połowy piłkarzy nawet nie pamiętam. To też jakieś doświadczenie. Bardzo lubiłem tych wszystkich chłopaków i z każdym miałem dobry kontakt, ale sportowo – nie wypaliło. Mój drugi sezon w Ekstraklasie, spadek, upadek Pogoni. Musiałem jako młody chłopak iść dalej, dlatego wybrałem Legię.

(...)

Patrząc na dzisiejszą Pogoń – zgodzisz się z opinią, że personalnie ma najlepszą drużynę w historii?

Można tak powiedzieć. Mamy dużo młodych zawodników, za moich czasów na pewno takiej młodzieży nie było i nigdy wcześniej chyba też. Jak na Ekstraklasę to bardzo mocny zespół. Widać to po ostatnich latach. W tamtym roku trzecie miejsce, Pogoń systematyczne stawia kroki do przodu. Wcześniej zawsze była ta nieszczęsna ósemka – w fazie zasadniczej Pogoń zawsze była wysoko, a w tej finałowej forma spadała. Ale piąte-szóste-siódme miejsce udawało się zdobyć. W ostatnim sezonie była walka o mistrza. Na kilka kolejek przed końcem Pogoń miała zapewnioną trójkę. W tym sezonie też dobrze to wygląda. Widać, że klub rozwija się pod każdym względem. Rośnie piękny stadion. Organizacja jest dobrze prowadzona. Jak jeździmy gdzieś po hotelach, to widać, że są…

Nie takie jak wtedy, za Ptaka?

Dokładnie. Samo jedzenie i wszystkie inne detale – różnica jest ogromna. W tamtych czasach dostawałeś na talerzu słaby obiad, a teraz dostaję szwedzkie stoły z tym samym jedzeniem, które miałem przez lata zagranicą. Boiska treningowe? Super, pod balonem. Wszystko się rozwinęło. Po ludziach, którzy rządzą klubem – prezesie Mroczku, dyrektorze Adamczuku – widać, że im bardzo zależy na klubie i mają go w sercu. Prezes Mroczek wzruszył się podpisując ze mną kontrakt… Zobaczyłem to dopiero w domu. Widać, jak prezesowi na tym klubie zależy. Walczył o zawodnika, który w Polsce jest rozpoznawalny, grał w reprezentacji, w zagranicznych klubach, wraca w dobrym wieku do Ekstraklasy. Widać, że Pogoń chce grać o najwyższe cele. Nasz trener też jest cały czas głodny sukcesu. Chce zrobić wynik, jego marzeniem jest pewnie praca w Bundeslidze, to normalna kolej rzeczy. Gdy osiągnie dobre wyniki w Polsce, jego kariera na pewno pójdzie do przodu. Jestem bardzo zadowolony z tego powrotu. Po każdym zwycięstwie – czy z Legią, czy Górnikiem Łęczna – jest ta sama radość w szatni. Mamy swoje przyśpiewki, robimy sobie zdjęcia. Atmosfera buduje formę na boisku.

CAŁĄ ROZMOWĘ MOŻESZ PRZECZYTAĆ TUTAJ!

V-KOWY MŁYN - MIEJSCE DO ROZMÓW O WSZYSTKIM

Tu podaj tekst alternatywny

Autor: Daniel Trzepacz
Żródło: weszlo.com
Wyświetleń: 4470

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...