Aktualności

- Można powiedzieć o dużym pechu. Z badań, które przeprowadziliśmy razem z doktorem, wyszło, że te więzadło, które miałem po pierwszej operacji nie przyjęło się. Ten przeszczep, który miałem, był martwy - tak można to nazwać - mówi Kacper Smoliński w rozmowie z Głosem Szczecińskim.


Najgorszy moment już za Panem, czy wciąż Pan nie zaakceptował tego, co się stało?

- Najgorsze zdecydowanie jest za mną.

Co się stało? Jak Pan do tej sytuacji podchodzi?

Można powiedzieć o dużym pechu. Z badań, które przeprowadziliśmy razem z doktorem, wyszło, że te więzadło, które miałem po pierwszej operacji nie przyjęło się. Ten przeszczep, który miałem, był martwy - tak można to nazwać.

W tygodniach poprzedzających coś sygnalizowało, że mogą być kłopoty?

Nie, nie, nie. Nie miałem żadnych dolegliwości. W trakcie spotkania pechowo nogę postawiłem. Stopę tak ustawiłem, że kolano tak jakby mi uciekło i niestety ten przeszczep tego nie wytrzymał. Stało się, ale to po prostu kwestia pecha.

Pierwsza reakcja – kilka mocniejszych słów, ale w takiej sytuacji chyba trudno o inną reakcję?

Niestety, ale wtedy nie kontrolowałem swoich reakcji, bo obawiałem się najgorszego. I niestety się to później sprawdziło i było mi z tego powodu przykro.

Pan zaraz po pierwszej interwencji lekarzy czuł, że to właśnie może być kwestia więzadeł w kolanie?

Tak. Szybko zobaczyłem jak doktor sprawdzał takim popularnym chwytem, czy więzadło jest całe. Widziałem, jak kolano zaczęło tak jakby latać i wtedy do mnie dotarło, że to może być najgorsze. Bolało, że ta kontuzja znów mi się odnowiła.

W komentarzach w mediach społecznościowych wylało się sporo złości pod adresem lekarzy Pogoni, że za wcześnie lub zbyt pochopnie Pan wrócił do grania. Trudno jednak wierzyć w to, że ktoś mógł narazić Pana zdrowie.

To nie była kwestia błędu lekarzy czy trenerów. Ja mam do naszego sztabu pełne zaufanie, bo wiem, że to była bardzo pechowa sytuacja. Przed powrotem na boisko przechodziłem przez naprawdę masę kontroli pod okiem doktora. To były zarówno badania, jak i różnego rodzaju testy. Wszystko było dobrze i byłem w 100 procentach gotowy do powrotu na boisko. Systematycznie wracałem do normalnych obciążeń treningowych. I na początku rozegrałem dużo spotkań w zespole rezerw. Później byłem na obozie z pierwszą drużyną, a tam były bardzo ciężkie treningi, obciążenia były bardzo wysokie i wszystko się dobrze układało. To, że ten przeszczep się nie przyjął i tak naprawdę wyszło dopiero podczas meczu z Lechem. Szybko przeprowadzono mi rezonans, który wykazał, że przeszczep jest martwy, a mimo to kolano w ogóle mi nie puchło. Doktor miał więc konkretne podejrzenia, które potwierdziły się w trakcie operacji. Jeszcze raz podkreślę – to nie jest żadna wina doktorów, trenerów czy rehabilitantów. To mój organizm nie przyjął tego przeszczepu.

12 km przebiegniętych w Kielcach i nic. Minuta w meczu z Lechem i kontuzja. Nieprawdopodobne.

Fakt, ale rozmawiałem z lekarzami i dowiedziałem się, że to mogło się stać za pół roku, ale też mogło dwa miesiące temu. Pech.

Bogatszy w doświadczenie nabyte przy pierwszej kontuzji jest Pan świadomy, co Pana czeka i jest więcej spokoju, jak to będzie przebiegało?

Jestem zdecydowanie spokojniejszy, bo wiem co mnie czeka. Powoli będę wkraczał na właściwe tory rehabilitacji. Na spokojnie.

Dużo osób pocieszało? Może Pan sam chciał z kimś porozmawiać, by się dodatkowo uspokoić i zmotywować?

Dostałem bardzo dużo telefonów, czy to od rodziny, czy znajomych, nawet piłkarzy. Takie wsparcie dużo mi dało, ale też sam musiałem sobie w głowie poukładać, że tak musiało widocznie się stać, że to już za mną. Tego nie obrócę i muszę patrzeć w przyszłość. Wiem, że teraz przede mną jest długa rehabilitacja i tylko na tym się skupiam. Nie myślę już o tym, co było i co mogło być lepiej, tylko co będzie w przyszłości i co chcę zrobić.

CAŁĄ ROZMOWĘ MOŻESZ PRZECZYTAĆ TUTAJ!

tekst alternatywny Advertisement
Autor: GS24.pl
Żródło: własne
Wyświetleń: 3107

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...