Aktualności

  • Jarosław Mroczek: Sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna

- Nie spodziewałem się tego, że ta sytuacja doprowadzi do tego, że tej pracy jest więcej. Czasami mam dosyć, gdy siedzisz dwie lub trzy godziny przed komputerem na wideokonferencji. To jest fajny sposób pracy i można działać, ale tych problemów narosło mnóstwo - mówi w rozmowie z naszym serwisem prezes Jarosław Mroczek.


Jak Pan radzi sobie w tym trudnym okresie, bo ja znam Pana jako osobę aktywną, której ciężko usiedzieć na miejscu?

- Powiem szczerze, że jednak usiadłbym w miejscu. Nie spodziewałem się tego, że ta sytuacja doprowadzi do tego, że tej pracy jest więcej. Czasami mam dosyć, gdy siedzisz dwie lub trzy godziny przed komputerem na wideokonferencji. To jest fajny sposób pracy i można działać, ale tych problemów narosło mnóstwo. Ja wiem, że niektórzy robią sobie z tego żarty, ale to są często bardzo trudne decyzje, trudne sprawy do podjęcia decyzji. Trzeba tu wspomnieć o temacie, którego bardzo nie lubię czyli o finansowaniu. Te źródła się wszystkie poprzymykały. Dzięki temu, że jakieś środki mamy i możemy nimi dysponować, to nie jesteśmy w jakimś beznadziejnym położeniu. Musimy podejmować decyzje takie, których nie chcemy podejmować i pewnie nie będziemy podejmować. Słyszę, że w innych zakładach jest mowa o zwalnianiu ludzi, a my tego nie robimy i nie będziemy robić. Musimy myśleć dwutorowo. Po pierwsze o dokończeniu tego sezonu i nie ważne, czy zagramy mecze czy też nie. Ja bym chciał aby zagrać je wszystkie, to byłby ten najbardziej pożądany wariant, ale pewnie tak nie będzie, nie czarujmy się. To będzie miało określone skutki. Druga sprawa to przyszły sezon. Zanim to wszystko minie, zanim się wszystko podniesie to też będzie miało swoje skutki i trzeba mieć inny pomysł i inne rozwiązanie na funkcjonowanie klubu. To jest trudna sprawa, nie chcę wchodzić w szczegóły. Wiem, że zaraz spotkam się z zarzutem, że prezes mówi na około, ale póki nie ma decyzji jednoznacznych, to opowiadanie jak chcielibyśmy to zrobić, mija się z celem.

Jak w tej chwili funkcjonuje klub? Wiemy, że piłkarze trenują indywidualnie, ale jest jeszcze część administracyjna. Tej pracy jak Pan powiedział jest sporo i przekonałem się o tym wczoraj gdy prosiłem Pana o możliwość wywiadu, a Pan przesłał mi listę zaplanowanych spotkań i wideokonferencji i jedyną możliwością było umówienie się na telefon na dzisiaj.

- Tak to wygląda każdego dnia. Nawet dzisiaj mieliśmy rano wideokonferencję, a w trakcie zadzwonił prezes Boniek. Wtedy muszę tam przerwać, bo wypada mi jednak odebrać od prezesa PZPN-u z którym rozmawiałem prawie godzinę. W trakcie wideokonferencji koleżanki i koledzy coś tam ustalili, później musieli mi o tym opowiedzieć, później musimy porozmawiać o innych rzeczach i to się tak przeciąga do dwóch-trzech godzin. Ja nie narzekam. Lubię atmosferę pracy. Trochę mi przeszkadza brak szybszych decyzji na poziomie wyższym jak FIFA czy UEFA, PZPN, Ekstraklasie czy wśród klubów. Wśród klubów jest strasznie trudno osiągnąć konsensus dla jakiegoś rozwiązania. Każdy klub patrzy troszeczkę na siebie. Spojrzenie musi być siłą rzeczy różne i ja to rozumiem. Znaleźliśmy się jednak w takiej sytuacji, że z niektórych rzeczy musimy umieć zrezygnować i ja do tego kolegów namawiam. Podam jeden przykład. Dopiero po długich dyskusjach udało mi się wyegzekwować od wszystkich prezesów Ekstraklasy, żeby dla świętego spokoju każdy zadeklarował się na piśmie, że do 31 marca zawodnicy jego klubu będą prowadzili indywidualne treningi. Chodziło nam o to, aby nikt nie zdobywał przewagi, gdy nagle stworzą się możliwości grania i ktoś będzie już w treningu. Przepisy, które mamy nie są do końca jasne, są różne interpretacje, różne zachowania wojewodów i inne ich decyzje w tych sprawach. W jednym województwie okazuje się, że godzą się na wnioski klubów, żeby zawodnicy mogli przebywać na obiekcie sportowym, a w innych absolutnie nie ma o tym mowy. Jeszcze inni mówią, że to nie leży w ich kompetencjach. W każdej najdrobniejszej sprawie jest problem z decyzyjnością. Bierze się to stąd, że jest to ogromna odpowiedzialność i osoby, które powinny podejmować decyzję obawiają się brać to na siebie. Dzisiaj to nie jest normalny świat, mamy stan wojny z wirusem. Myślę, że w takiej sytuacji, chociaż nie cierpię takiej instytucji jaką jest wojsko, trzeba generałów i zarządzających, którzy będą podejmowali decyzje. Lepsze lub gorsze, ale podejmujące decyzje. Jeżeli zadecydowaliśmy, że taka tabela będzie obowiązywać po ostatniej rozegranej kolejce, to już dziś o tym nie dyskutujmy, bo tak ma być. Może uchwała PZPN-u nie jest najlepsza, ale taka jest. Można dyskutować tylko, czy zespół, który zajął pierwsze miejsce po dwunastu, szesnastu czy siedmiu kolejkach, może nazywać siebie Mistrzem Polski. Wiem, że na ten temat są różne poglądy i kluby mają różne podejścia.

Wszyscy mówią teraz o stratach finansowych. Czy te straty można już jakoś oszacować i czy zamierzacie poprosić o pomoc kibiców do zakupu wirtualnych biletów, czy cegiełek jak robią to już inne kluby? 

- Trochę niezręcznie jest mi o tym mówić, bo nie mam takiego upoważnienia od drugiej strony, ale mogę powiedzieć, że od jednego z partnerów nie otrzymujemy nic, a od drugiego pięćdziesiąt procent. Ja to rozumiem. Do jednego nawet wystąpiliśmy z taką sugestią, bo ciążą na nim duże odpowiedzialności i obowiązków, jest zmuszony pomagać innym, żeby zdjąć nam te pieniądze. Mimo, iż spowoduje to u nas jakiś tam kryzys finansowy. Natomiast czy będziemy oczekiwali od kibiców? Twierdzę, że musimy poradzić sobie sami. Mi jest bardzo trudno wyciągać rękę po pieniądze. Wiem jaka jest sytuacja, ludzie mają ciężko w swoich zakładach pracy. Trafiają na postojowe, jak prowadzą własną działalność to nie dostają żadnych pieniędzy. Dziś mam mówić "kibice pomóżcie?". Nie mam sumienia teraz tego zrobić. Nie chcę na razie mówić o wielkościach, ale to nie będzie 5% tylko więcej. Rozważamy i rozmawiamy z piłkarzami i trenerami na ten temat. Jeżeli nie chcemy zwalniać ludzi, a taką mamy intencję, bo nie chcę nikogo zwalniać, to taką radykalną decyzję musimy podjąć aby zredukować koszty.

Czy zawodnikom już to komunikowaliście?

- Rozmawiamy o tym. Na razie ustalamy, aby ten system był w miarę sprawiedliwy. On nigdy nie będzie sprawiedliwy dla wszystkich. Podejście jest raczej pozytywne. Ludzie to doskonale rozumieją i że tak trzeba. Wielokrotnie to mówiłem i często spotykało się to z kpiną, że przesadzam - ci, którzy są w Pogoni, pracują w niej i się poświęcają - kochają to miejsce i klub. Zależy im nie tylko na tym aby utrzymać miejsce pracy, ale też, żeby klub funkcjonował dalej.

Ten czas bez gry, jest dla Was problematyczny w związku z piłkarzami, którym kończą się kontrakty. Jak postąpicie ze Zvonimirem Kozuljem?

- Powiemy o tym, gdy ten termin zapadnie. Musimy poczekać na rozwiązania z UEFY. Mają oni w piątek ogłosić zasady w związku z kontraktami. Musimy postępować zgodnie z tym prawem i nie spieszymy się z tymi deklaracjami.

Jak Pan podchodzi do pomysłu Michała Świerczewskiego, prezesa Rakowa Częstochowa co do dalszej części rozegrania sezonu?

- Mi się bardzo podoba zapał prezesa Michała. Bardzo go lubię, uważam, że to jeden z tych prezesów, którzy prezentują bardzo aktywną postawę, chcą coś zrobić w wielu elementach działania Ekstraklasy. Myślę jednak, że ten pomysł jest nierealny w naszych warunkach. Można wyobrazić sobie go w krajach zdecydowanie bogatszych, gdzie infrastruktura jest znacznie lepsza. My takich ośrodków, w których moglibyśmy skoszarować po cztery drużyny, czy po osiem, nie mamy i do tego rozgrywać w nich mecze. To jest niemożliwe, bo te boiska nie mają wystarczającego oświetlenia aby na nich rozgrywać pojedynki na potrzeby telewizji. Wtedy pojawiła się koncepcja, aby grać na stadionach, które nie są daleko. Jest tak dużo problemów logistycznych, z przewożeniem, z telewizją. Nawet gdyby się udało i wszyscy podeszli do tego z entuzjazmem, to nawet sam Michał podnosi kwestie takie, co się stanie gdy jeden z piłkarzy będzie zarażony? Wtedy taki system się sypie. Wcześniej trzeba byłoby zdecydować, że wynajmujemy taki ośrodek na cztery tygodnie. To się najczęściej wiąże z opłatą z góry i trudno później powiedzieć "my rezygnujemy". Trzeba byłoby ściągnąć ludzi do pracy, trzeba ich zmusić do mieszkania też w tym ośrodku. Jest to strasznie trudne do wyobrażenia. Ja nie daję wielkich nadziei na to, że to rozwiązanie się przebije i zostanie zaakceptowane.

Panie prezesie, na koniec zapytam o opóźnienia w sprawie stadionu o których mówił Pan w poniedziałek w stacji Canal+. Duże one będą?

- Najpierw powiem o innej rzeczy. Strasznie mi się przykro dziś zrobiło, gdy zobaczyłem informację w Kurierze Szczecińskim, gdzie wypaczono całą moją wypowiedź. Niby przytoczono ją z detalami, gdy mówiłem o opóźnieniach. Redaktor Parada tezę postawił do tego taką, że "Mroczek wspiera jego informacje już ze stycznia, że są opóźnienia". Ja wczoraj zacząłem tą opowieść o stadionie od tego, że harmonogram był do tej pory przestrzegany i realizowany. Wszystko przebiegało bardzo dobrze. Gdzieś to Panu redaktorowi "uciekło" i wyszło z tego, że Mroczek fatalnie się wypowiada o stadionie i opóźnieniach. To nie jest prawdą. Mówiłem tylko o sytuacji w której znaleźliśmy się dzisiaj i której przyczyny nikt nie mógł przewidzieć. Nie mamy na to wpływu. To, że opóźniają się dostawy wie każde dziecko. Jest tak na całym świecie. Większość zakładów pracy działa w innym systemie obecnie i w zwolnionym tempie. Podobnie na budowie. Każdy z podwykonawców ma swoje zasady, musi przestrzegać rekomendacji z ministerstwa, a części pracowników nie ma na budowie. Wobec tego to tempo musiało spaść. To będzie musiało mieć wpływ na to czy uda się dokończyć to w terminie do końca czerwca. Pewnie się to nie uda, ale to nie obarcza nikogo winą. Ani wykonawcy, ani dostawców materiałów, tylko sytuacji w której się znaleźliśmy. Robienie z tego czegoś takiego, że ktoś jest winny jest obrzydliwe. Tym bardziej, że dotyczy to ludzi, którzy żyją w tym mieście i mówią o inwestycji, która jest nam wszystkim potrzebna. Dziś są jednak rzeczy zdecydowanie ważniejsze. Jednak gdy dziś patrzę na stadion, który już inaczej wygląda, to ja wiem, że jeśli otrzymamy trybuny miesiąc czy dwa później - nic się wielkiego nie stanie.

Autor: Daniel Trzepacz
Żródło: własne
Wyświetleń: 4229

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...