Aktualności

Najgorętsze nazwisko Pogoni Szczecin w ostatnich tygodniach? Z pewnością rozpalające myśli kibiców Dumy Pomorza, ale i nie tylko. Mieliśmy okazję porozmawiać dziś chwilę z Kacprem Kozłowskim, który w grudniu mocno zaznaczył swoją obecność w Pogoni i w PKO Ekstraklasie.


Dzwonię w pierwszej kolejności, aby sprawdzić czy przypadkiem nie czaisz się gdzieś za rogiem i za chwilę znów nie zaatakuje mnie nazwisko Kozłowski, bo tyle się ostatnio o tobie pisze i mówi.

- <śmiech> Nie, nie, spokojnie! Z przygotowaniami startujemy czwartego stycznia i mam nadzieję, że nazwisko słychać będzie w trakcie i po pierwszym meczu, który rozegramy wiosną. Teraz mamy chwilę czasu na regenerację, ale już teraz myślami jestem gdzieś tam przy przygotowaniach i tym, co nas czeka.

Grudzień był dla ciebie niezwykle udany, piłkarz miesiąca w portalu pogonsportnet.pl, piłkarz miesiąca na oficjalnej stronie klubu, młodzieżowiec miesiąca PKO Ekstraklasy. Jak to się robi?!

- Trzeba robić po prostu swoje! Nie podniecam się tymi wyróżnieniami typu "piłkarz miesiąca", bo to jest tylko na chwilę. Moim celem jest, aby na koniec sezonu być liderem Pogoni Szczecin, po tym jak zaliczę większą liczbę dobrych meczów i będę w stanie ciągnąć ten wózek. Także w tym momencie, to przyjemne wyróżnienia, ale nie robią na mnie wrażenia.

Masz już szofera, który będzie woził Cię Lexusem?

- <śmiech> Z tego co wiem, włodarze szykują dla mnie inną nagrodę, także chyba szofera szukać nie będzie trzeba. Ale fajnie by było!

Kacper, zejdźmy do poważnych tematów, chociaż od żartów pewnie nie uciekniemy. Ten rok to dla Ciebie prawdziwy rollercoaster. Pamiętasz co działo się w styczniu?

- Oczywiście, że pamiętam... Ten feralny w skutkach wypadek. W tym roku wydarzyło się chyba wszystko...

Czułeś, że przez wypadek coś ucieka ci przez palce?

- Nie, nie było takich myśli. W pierwszej kolejności skupiałem się nad tym, żeby jak najszybciej wrócić do zdrowia i to był dla mnie priorytet. Nie rozpamiętywałem tego co się wydarzyło i w jakim momencie. Myślę, że udało mi się to.

Zaraz po tym jak wróciłeś do pełnej sprawności to przypałętał się COVID-19...

- Tak, przyszedł w trudnym momencie. Jedni przeszli lepiej, drudzy gorzej. Ostatecznie jednak jesteśmy w tej chwili jako zespół na trzeciej pozycji i myślę, że mogło być lepiej, ale i mogło być gorzej.

Często słyszymy, że przejście z piłki juniorskiej do seniorów jest trudne. Podzielasz to zdanie?

- Wiadomo, że jest trudne. W seniorach jest znacznie mniej miejsca. Powiem tak, gra się dużo szybciej i trzeba to złapać. Nie jest to jednak aż taka różnica, żeby trudno było ją przeskoczyć. 

Redaktor Mateusz Janiak z Przeglądu Sportowego kilka miesięcy temu pisał, że na jednym z pierwszych treningów w seniorach poprosiłeś o podanie od Adama Frączczaka słowami "daj piłeczkę do wujaszka". Łatwo było wejść do szatni pełnej starszych kolegów "wujaszkowki Kacprowi"?

- <śmiech> No tak było! Co do pytania, to wejście do szatni seniorów dla juniora nie jest nigdy najłatwiejszą rzeczą. Pojawiają się myśli o tym jak się zachowywać, jak się przywitać ze wszystkimi. Nie wiedziałem czy do takiego Adama Frączczaka mówić na "pan" czy "Adam". Było trochę wątpliwości przed tymi pierwszymi wejściami do szatni i śmiechu z tym związanego, ale koniec końców myślę, że wszystko wyszło dobrze.

Trener Kosta Runjaic to trener u którego możesz mocno rozwijać swoje umiejętności? 

- Myślę, że tak, to dobry trener zarówno dla młodych i starszych zawodników. Nie ma u niego grania "za darmo". Jesteś młody, to musisz pokazać się na treningu, w gierkach i w ten sposób zasłużyć na szansę. To jest dobre, bo nikt z młodych nie jest z miejsca rzucany na głęboką wodę. Ja na debiut i takie poważniejsze granie czekać musiałem 7-8 miesięcy. Przez ten czas musiałem starać się i pokazać trenerowi z jak najlepszej strony aby dostać te pierwsze kilkanaście minut. Dziś wiem, że było warto i uważam, że Kosta Runjaic odpowiednio wprowadza młodych piłkarzy.

Wiem, że na równi traktuje i starszych i młodszych i nie miałeś z nim łatwo. Wiem, że był na ciebie zły za jazdę na skuterze.

- <śmiech> Tak, jest sprawiedliwy, to prawda. Co do sytuacji ze skuterem to na szczęście nie było poważniejszych konsekwencji. Było, minęło i nie ma co do tego wracać! <śmiech>.

Wróćmy do ogromnego zainteresowania Twoją osobą. Już teraz wymienia się kluby, które chętnie widziałyby Cię w swoich barwach, a najgłośniej było chyba o Legii Warszawa. Temat szybko został zamknięty, a Ty w rozmowie z Jerzym Chwałkiem z Super Expressu powiedziałeś, że z Pogoni to tylko do zagranicznego klubu. Podtrzymujesz to?

- Oczywiście, że podtrzymuję! Nie widzę sensu, aby gdzieś odchodzić, bo mam teraz przed sobą dobry okres, który czeka mnie w Pogoni. W przyszłości, tak jak już powiedziałem, tylko do zagranicznego klubu.

Pogoń to klub w którym rozwijasz się już od kilku lat. W którym momencie poczułeś, że faktycznie zaraz możesz zostać profesjonalnym piłkarzem?

- Pierwszy raz poczułem to w momencie gdy trener Andrzej Tychowski wziął mnie na obóz z trzecioligowymi rezerwami. Później, takie poważniejsze myśli były w momencie gdy zostałem zaproszony na kilka treningów z pierwszym zespołem. Wtedy zobaczyłem takie światełko w tunelu, że coś może być ciekawego dalej. Wtedy wiedziałem już, że nie można zwątpić tylko robić kolejne kroki do przodu.

Po jesieni zajmujecie wysokie trzecie miejsce. Apetyty rozbudzone?

- Każdy chciałby coś wygrać i z takim celem wychodzimy na każdy mecz, ale czasami się tak nie da. Chcemy skończyć na podium, może nawet uda się na najwyższym stopniu. Obiecać niczego nie można, ale zrobimy wszystko, żeby w maju humory w Szczecinie były jak najlepsze.

Masz jakieś swoje cele na rok 2021?

- Chcemy jako drużyna grać o wszystko, co tylko możemy mieć. Ja mam takie ambicje, że zawsze chcę być najlepszy. Chcę aby tak było jako drużyna i jako ja sam. Chcę osiągnąć coś z Pogonią. Szkoda tego wypadku i czasu rehabilitacji, bo mogłem dać więcej i szybciej, ale myślę, że wszystko to wyjdzie jednak na dobre.

Pierwszy mecz wiosny w Bełchatowie z Rakowem. Gdybyś miał do wyboru, strzelić bramkę, albo zaliczyć asystę, to co byś wybrał?

- Nie mam takich myśli. Wiadomo, że fajnie byłoby strzelić bramkę bo czekam na nią i ja i kibice. Ale jak mogę podać, to też fajnie to zrobić i cieszyć się z kolegami z wypracowanych goli.

Autor: Daniel Trzepacz
Żródło: własne
Wyświetleń: 8621

Trwa ładowanie komentarzy...