Aktualności

-  Takiego celu nie mogę stawiać, bo byłoby to nierozsądne i nieprawdziwe. Bardzo silnie trzeba walczyć o Puchar Polski. Po tylu latach on się Pogoni należy. On sam jednak nie przyjdzie. Trzeba wygrać rywalizację na boisku. Piłkarze mają tego świadomość - powiedział w obszernej rozmowie z naszym serwisem Prezes Pogoni, Jarosław Mroczek.


Bardzo mocno żałuje Pan słów wypowiedzianych w Radiu Szczecin między Świętami, a Nowym Rokiem?

- Nie. Myślę, że kontekst nie został właściwie odczytany. Ja mam prawo mieć takie marzenia i każdy kibic ma prawo mieć takie marzenia. To są jednak tylko marzenia.

Kibice odbierali Pana słowa jako cel postawiony przed klubem i drużyną.

- Takiego celu nie mogę stawiać, bo byłoby to nierozsądne i nieprawdziwe. Bardzo silnie trzeba walczyć o Puchar Polski. Po tylu latach on się Pogoni należy. On sam jednak nie przyjdzie. Trzeba wygrać rywalizację na boisku. Piłkarze mają tego świadomość. Niekiedy myślę nawet, że nie można przesadzić, aby nie doszło do przemotywowania. Wtedy może ich paraliżować sama odpowiedzialność za to, że jest to tak ważne. Nie możemy pompować tego balona, ale trzeba mówić o tym, że zależy nam wszystkim na tym, aby udało się nam w Pucharze.

W takim razie jaki jest ten cel stawiany przed drużyną?

- Zawsze będziemy dążyli do jak najlepszego wyniku. To jest istotą sportu. Chęć wygrywania i chęć dążenia do lepszych rezultatów. Prawdziwe poczucie zwycięstwa jest wtedy, gdy jest się na pierwszym miejscu. Na niższych jest go trochę mniej. Ja jestem przeciwnikiem takiego podejścia i mówienia, że "jeśli kupiłem do składu pięciu nowych ludzi, to teraz będziemy grali o drugie miejsce". W każdej sytuacji, w każdym sezonie, w każdej rundzie, w każdym meczu mamy starać się wygrywać. Wtedy odniesiemy sukces. Tego oczekuję od drużyny. Może nie powinienem, ale wrócę na chwilę do tego ostatniego meczu w Niecieczy. Tam tego właśnie nie było, ja tego nie widziałem i ten mecz był fatalny z punktu podejścia zawodników. Takiej drużyny nie oczekuję. Chcę drużyny takiej, jaka była w meczach z Legią czy Wisłą i kilku jeszcze innych. Gdybyśmy wtedy z Legią nie wygrali, tylko dla przykładu zremisowali, to żal byłby spory, ale piłkarzy i tak trzeba byłoby chwalić za sposób, w jaki zagrali. Tego oczekujemy, że będą tak grali nie tylko przeciwko Legii, ale i Termalice, Górnikowi Łęczna, czy Ruchowi Chorzów.

Nadzieje kibiców jednak zostały rozbudzone i są oni zawiedzeni brakiem transferów do klubu i jakością, jaką prezentuje obecna kadra. Według Pana jest ona duża?

- Ja chcę usilnie podreślić to, co mówiliśmy już wiele razy i ciągle to powtarzamy: robimy tylko takie transfery, które podniosą jakość zespołu. Nie robimy takich transferów, które mają tylko zatkać dziurę. To byłyby nieracjonalnie wydane pieniądze. To jeden element naszej aktywności na tym rynku piłkarskim. Jeśli będziemy pozyskiwać kogoś do klubu, to tylko takiego piłkarza, który podniesie jakość zespołu. Ogranego i dającego nam pewność, że możemy wprowadzić go do pierwszego zespołu. Równocześnie pozyskiwać będziemy dużo młodych talentów, chłopaków, których być może czeka jakaś kariera w piłce seniorskiej. Będziemy starali się ich ułożyć tak do grania, żeby pasowali do profilu klubu i naszej pierwszej drużyny. Jeśli tylko część z nich wypali, to i tak bardzo dobrze. Jeśli nie, to też jest normalne w świecie piłkarskim. Niewielu juniorów trafia do piłki seniorskiej na ten najwyższy poziom i tam się sprawdza. Ja wiem, że kibice mają uwagi do tego, że kilku młodych piłkarzy wyjechało ostatnio na testy. Oni nie są przez nas wypychani z klubu. Oni mają swoje marzenia o wielkich i bogatych klubach. Jednak mamy z nimi zawarte długie umowy i my ich nie oddamy ot tak, za darmo. Jeżeli ktoś chce takiego piłkarza od nas pozyskać i jest to klub, który też chce na takim piłkarzu kształtować swoją przyszłość albo promować go, aby później mówiąc brzydko "dobrze go sprzedać", to my z pewnością w takiej umowie zapewnimy sobie korzyści materialne na teraz i te przyszłe. Klub z tego rodzaju pieniędzy żyje. Idealnie byłoby, gdyby większa część środków klubu pochodziła z transferów piłkarzy i sukcesów na arenie krajowej, czy międzynarodowej. To jest taki idealny model klubu. Daleko nam jeszcze do niego. Ale myślę, że od kilku lat konsekwentnie pokazujemy, że w tą stronę właśnie zmierzamy.

Jednym z takich młodych piłkarzy, który wyjechali ostatnio na testy, jest Marcin Listkowski. Czy przedstawiciele duńskiego klubu określili się już co do dalszego zainteresowania? Złożyli za Marcina ofertę?

- Nie było jeszcze żadnej oferty do tej pory. My z tym klubem jesteśmy w stałym kontakcie. Obserwują Marcina od około dwóch lat i co pół roku dzwoni ktoś z tego klubu czy to do mnie, czy do dyrektora sportowego i pyta o niego, ale bez konkretów. Wiemy, że cały czas go obserwują, wiedzą, że jest to utalentowany chłopak. Pierwszy raz zaprosili go na takie testy, ale czy będą tego efekty? Tego nie wiemy. My mamy z Marcinem długi i ważny kontrakt i z pewnością za "dziękuję" go nie oddamy.

Jeśli chodzi o ruchy w kierunku "do klubu", kibice mogą się jeszcze czegoś spodziewać w najbliższym czasie?

- Ja chcę powiedzieć i przypomnieć szanownym kibicom, żeby tak emocjonalnie do tego nie podchodzili, bo oficjalnie okienko transferowe w naszym kraju otwiera się 29 stycznia. System ESA37 spowodował, że rozgrywki muszą się zaczynać wcześniej. Jeśli trafi się jakaś okazja, to z niej skorzystamy. Ja też nie ukrywam, że musimy mieć zbilansowany budżet. Muszą się pojawić jakieś dodatkowe dochody. Na przykład z jakiegoś transferu, abyśmy mogli kogoś transferować do nas. Po to mamy dział scoutingu i po to płacimy im pieniądze, aby przygotowywali nam szereg propozycji na wszystkie pozycje. Jednak z niektórych pozycji, nie będę mówił konkretnie których, świadomie rezygnujemy w tym okienku. Dlaczego? Dlatego, że mamy świadomość, że jakość piłkarzy oferowanych w tym okienku, a zimowe zawsze jest słabe z punktu widzenia piłkarskiego, jest niewystarczająca i nie jesteśmy zainteresowani, aby zrobić transfer tylko dla samego transferu. Niedawno w "Przeglądzie Sportowym" było takie zestawienie transferów dokonanych przez kluby Ekstraklasy w zimowym okienku. Poza Legią i może Lechem, nie było tam klubów, które dokonały więcej, niż dwa transfery. Trzeba też spojrzeć na ich jakość i części z nich my byśmy nie przeprowadzili.

Najwięcej komentarzy kibice poświęcają pozycji bramkarza, która według nich i wielu obserwatorów jest obsadzona w kiepski sposób. Jednak klub ma na kontraktach czterech piłkarzy na tę pozycję. Trzech w pierwszym zespole i Radka Janukiewicza w rezerwach.

- Tak, to prawda i to są określone koszty. Mamy świadomość, jak ta sytuacja wygląda i będziemy bardzo ostrożnie do tego podchodzili. Te kandydatury, które pojawiają się w tym okienku, nie są zbyt interesujące z punktu widzenia klubu. Proszę o cierpliwość i spokój. Proszę też o pewną dozę zaufania, bo wiem, że większość kibiców została zawiedziona przez naszych bramkarzy w poprzedniej rundzie. To może się przecież zmienić i tak czarno bym tego nie widział. Rolą sztabu jest wybranie bramkarza numer jeden. Zobaczymy, jak będzie wyglądała sprawa Radka, czy on nie znajdzie klubu. On dostał jedną propozycję z GKS-u, ale nie chce grać w pierwszej lidze. My chcielibyśmy oczywiście rozwiązać kontrakt, bo są to spore koszty. Chcielibyśmy się godnie z nim pożegnać, bo jest to kawał historii klubu. On cały czas uważa, że ma szansę na znalezienie pracodawcy w Ekstraklasie albo w innym kraju. Nam się wydaje, że szansa jest na to mała i obawiamy się, że będziemy musieli ponosić te koszty do końca sezonu. Trudno, zawarliśmy taki kontrakt, musimy się wywiązać i z tego powodu cierpieć. Uważam, że Radek robi źle. Niestety, w ten sposób niszczy swoją karierę. Propozycja gry w pierwszoligowym zespole, szczególnie takim, który bije się o awans, nie jest zła i nie jest ujmą. Wielu piłkarzy w ten sposób wracało z powrotem do Ekstraklasy. Jeśli awansowałby z taką drużyną, przed nim byłoby jeszcze wiele lat grania. Wiem, że kibice pytają też dlaczego go nie sprawdzimy. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jeśli podjęliśmy taką decyzję z kilku powodów, od razu podkreślę - czysto sportowych, to nie ma szans, aby taką decyzję zmienić. My nie tworzymy dla niego jakiegoś klubu kokosa. Ma możliwość trenowania zgodnie z przepisami. Mamy jednak odpowiednią wiedzę i doświadczenie, aby stwierdzić, że nawet najlepszy trening nie pozwala myśleć, że on może gdzieś wejść do bramki z marszu. Na to potrzeba czasu. My sobie na ten czas pozwolić nie możemy i już nie chcemy. Niedawno rozmawialiśmy z Radkiem i ja go namawiałem gorąco, aby wziął sprawy w swoje ręce w innym klubie, nawet z niższej klasy rozgrywkowej. On wyraźnie powiedział, że nie. To bezpieczeństwo finansowe, bo dostaje tutaj bardzo poważne pieniądze, jest istotniejsze dla niego, niż podjęcie tego ryzyka. Z punktu widzenia swojego, swojej rodziny i dalszych planów na przyszłość. Trudno, musimy z tym żyć.

Odbiegając już od spraw kadrowych i drużynowych, jesteśmy na półmetku akcji "W pogoni za stadionem". Na koncie mamy 100 tysięcy złotych. Jednak chyba wszyscy liczyliśmy na więcej, prawda?

- Odpowiem inaczej. Ja wszystkim tym, którzy wpłacili już pieniądze, około 600 osobom, jestem szalenie wdzięczny i zobowiązany. Uważam, że pokazują kim są, a są kibicami Pogoni. Pokazują, że rozumieją o co gramy, czym jest klub i wiedzą, jak pomóc. Są na drugim biegunie od tych, którzy nawet u Ciebie na portalu sa dyżurnymi malkontentami. Ci o ksywkach typu "krótki" czy "średni", "mroczny krawiec" i mógłbym tak wymienić jeszcze kilku. Ja nie ukrywam, że czytam często te wypowiedzi. Staram się tego nie robić, bo ilość niechęci w stosunku do klubu stawia tych ludzi zupełnie nie po stronie kibiców Pogoni. To jest jednak niewielka grupa. W porównaniu z tymi 600 jest to niewielka grupa, która nie lubi tego naszego klubu i nie wiem czemu wzięła sobie do serca pisanie na portalu pogonsportnet.pl. Te 600 osób, które wpłaciło, to jest awangarda naszych kibiców. Ja wierzę gorąco, że zdołamy jeszcze przekonać dużo większą rzeszę do wsparcia tej akcji, abyśmy razem budowali klub. My od początku graliśmy w otwarte karty. Waliczyliśmy o czwartą trybunę dla klubu i kibiców, bo chcemy mieć fajny stadion. Podjęliśmy to zobowiązanie i zapłacimy - bo ktoś to musiał zrobić formalnie. Chcieliśmy poprosić o to, aby kibice się do tego dołożyli, ale jak tego nie zrobią, to my będziemy musieli zapłacić. Nie ma innego wyjścia. Z bólem będziemy musieli zapłacić. Natomiast jeśli to kogoś powstrzymuje, bo ma świadomość, że my i tak zapłacimy - to niech też pomyśli o tym, że jeśli zapłacimy, to bedziemy mieli mniej środków, aby nawet myśleć o transferach. To jest przykład. Innym może być rozbudowa grup młodzieżowych. Tych celów jest mnóstwo i tych wyzwań przed nami jest bardzo dużo. Nie lubię tych porównań, ale one same cisną się na usta. W jednej akcji Wisły bierze udział 14 tysięcy kibiców. To jest dla mnie szok. Tam jest 14 tysięcy ludzi, którzy patrzą na swój klub. Wierzę, że u nas jest ich niewiele mniej. Tylko nadal zwlekają. Mocno zachęcam do tego, aby pokazać, że Pogoń mocno stoi swoimi sympatykami. Pokażmy, że Szczecin ma fajną grupę dopingujących ludzi, że są z klubem na dobre i na złe.

Autor: Daniel Trzepacz
Żródło: własne
Wyświetleń: 7306

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...