Aktualności

  • Szukiełowicz dla GS24.pl: Moja ocena pracy Runjaica jest bardzo dodatnia

Na stronie Głosu Szczecińskiego znaleźć można bardzo ciekawą rozmowę redaktora Jakuba Lisowskiego z byłym trenerem Pogoni - Romualdem Szukiełowiczem. Poniżej fragment i link do całości.


Był Pan zaskoczony obrazem spotkania Pogoni ze Śląskiem?

Romuald Szukiełowicz, były trener Pogoni i Śląska: Tylko w takim sensie, że Śląsk dał się tak zdominować w I połowie w kwestii posiadania piłki. Pogoń grała w piłkę, szybko potrafiła ją odebrać. Potrafiła zaatakować wysokim pressingiem, ale i spokojnie i szybko sobie radziła z odbiorem piłki na swojej połowie. Pogoń oddała wiele strzałów, ale nie miała groźnych sytuacji bramkowych. To Śląsk stworzył najlepszą przed przerwą, mimo swojego pomysłu na grę. W ostatnich kilku kolejkach Śląsk tracił sporo bramek, więc w Szczecinie pewnie chciał bardziej zabezpieczyć tyły. Za to Pogoń w ostatnich tygodniach wyglądała lepiej. Po tym, jak sensacyjne odpadła z Pucharu Polski solidnie punktowała w lidze. Była porażka w Płocku, ale ta strata była szybko odrobiona. Ostatnio wrócili z punktem z Częstochowy. Uważam, że remis tam to wartość dodana. Znowu idą na puchary?

Aspiracje sięgają mistrzostwa. Pucharu to plan minimum. To realne założenie?

Nie podejmę się wróżenia, co się wydarzy. To polska liga – zespoły z dołu tabeli raptem łapią dobry wiatr i idą w górę, a ci, którym dobrze się układało, nieoczekiwanie zaczynają dołować. Weźmy ostatnią kolejkę – Lech miał więcej szczęścia niż dobrej gry, Lechia prowadziła 3:1 w Mielcu i dała sobie strzelić dwie bramki. Logika? W naszej lidze wszystko się może wydarzyć. Mam nadzieję, że Pogoń - którą darzę dużą sympatią - znów zobaczymy w europejskich pucharach. Będąc w Polsce na konferencjach trenerskich słyszę bardzo pozytywne opinie o akademii Pogoni i to widać też w ekstraklasie.

(...)

Znów triumfuje trener Runjaic. Jak Pan ocenia tego szkoleniowca? Za jego kadencji klub przeżywa systematyczny rozwój, ale Runjaic ma trudniejsze momenty i nawet jesienią rosła presja wokół trenera, czy zespół gra na miarę potencjału.

Fajnie, że są kibice, znawcy, dziennikarze i każdy lubi oceniać, ale to trener ma najwięcej informacji o zespole. Nie znam warsztatu trenera Runjaica, ale na pewno jest odpowiedni. Jakbyśmy podsumowali jego cztery lata w Pogoni to plusy przerastają błędy, które zresztą każdy z nas popełnia. Jeśli ktoś chce oceniać kadencję, zastanawia się, czy to odpowiedni trener to musi też wziąć pod uwagę, ilu młodych zawodników weszło do grania w ekstraklasie czy też ilu piłkarzy wyjechało z Pogoni do silniejszych lig. Dlatego moja ocena jest bardzo dodatnia, a to, że już pracuje cztery lata to ogromny szacunek dla prezesa Mroczka, że spokojnie znosi te wszystkie dobre rady. Jestem przekonany, że przy tym trenerze nawet akademia złapała przyspieszenie.

Na pewno o tym świadczy mistrzostwo Polski juniorów starszych z tego roku.

Nie miałem okazji obserwować, ale słyszałem o spotkaniach z mistrzem Hiszpanii w młodzieżowej Lidze Mistrzów. To prawo juniorów, że pierwszy mecz wygrywasz 3:0, a drugi przegrywasz 0:4. Ale sam fakt takiej wyrównanej rywalizacji dobrze świadczy o akademii Pogoni.

Jest Pan spokojny o to, że kolejna przygoda w Europie Portowców będzie dłuższa niż tylko jedna runda?

To znów wróżenie, bo nie wiemy z kim zagramy, w jakim składzie. Puchary mają swoje prawa. Na razie niech Pogoń osiągnie kolejny sukces w lidze.

Pytając o trenera Runjaica wspomniałem o presji, którą ma nad sobą. To jest jednak bez porównania z tym, pod jakim ciśnieniem Pan rozpoczynał pracę w Szczecinie.

Początek sezonu: porażka 0:3, porażka 0:3, remis 1:1, porażka 0:3, remis 1:1, porażka 0:3 lub 1:3. Dwie bramki zdobyte, 14 straconych. I trybuny, które kipiały złymi emocjami. Ale kto wtedy wiedział, że tydzień przed rozpoczęciem ligi kończyliśmy obóz w Wałczu i wszyscy złapaliśmy Salmonellę. Siedmiu zawodników leżało w szpitalu m.in. Majdan, Studziński, Stolarczyk czy Latała. Wszyscy pozostali pod kontrolą lekarzy i z zaleceniem, by pić 2 litry elektrolitów dziennie. W pierwszym meczu graliśmy z Ruchem Chorzów, a ja w składzie miałem chłopców, którzy ledwo szpital opuścili lub na treningach siatkonogą się zajmowali. To nie mogło się inaczej rozpocząć. Żal było patrzeć, jak chłopcy z niemocy przewracali się na boisku, ale nie było innych zawodników do grania. Dla kibiców nie liczyło się, że mieliśmy cały skład chory, ciężki stan zatrucia, a ci młodzi chłopcy potrzebowali 4-5 tygodni, by dojść do siebie. Trzeba było zawierzyć fizjologom i lekarzom. Na obozie załatwiły nas eklerki. W szpitalu w Wałczu leżeli też młodzi koszykarze z reprezentacji Polski, a szczęście mieli kajakarze, którzy przed śniadaniem opuścili obiekt i wyjechali na igrzyska, więc ominęła ich Salmonella. I my po tym zatruciu musieliśmy grać w lidze. Nie byłem cudotwórcą, ale wiedziałem, że jak ta ekipa odzyska moc, to nie będzie źle. I tak było. Doszliśmy do 7-8 miejsca w lidze, a wiosną meczu na wyjeździe nie przegraliśmy. Jak odchodziłem Pogoń była w czołówce tabeli. Gdybym został mogliśmy z tymi „dzieciakami Szczecina” powalczyć o europejskie puchary, bo to byli chłopcy z ogromnym potencjałem. Chwała dla prezesa Rynkiewicza, bo wtedy wytrzymał ciśnienie, obrzucanie ławki trenerskiej kamieniami, wywieszanie na płocie rysunków z szubienicą, wrzask z trybun „Szukiełowicz w…” i nie było to „wyjeżdżaj”. Presja była ogromna, ale emocji nie można było pokazać. I żaden trener tego robić nie może.

CAŁĄ ROZMOWĘ MOŻESZ PRZECZYTAĆ TUTAJ!

tekst alternatywny

Tu podaj tekst alternatywny

Autor: GS24.pl
Żródło: GS24.pl
Wyświetleń: 3146

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...