Aktualności

Wybrać klub. Wybrać pozycję na boisku. Wybrać numer na koszulce. Wybrać miejsce w szatni. Wybrać buty i ich kolor. Wybrać ulubiony zwód. Wybrać popisowy strzał. Wybrać kolegów. Wybrać autograf. Wybrać menadżera. Wybrać klauzulę w kontrakcie. Wybrać samochód. Wybrać dyskotekę. Wybrać dziewczynę. Wybrać dom. Wybrać śledzenie internetów. Jeśli masz wybierać,  wybierz futbol.


Widziałem kiedyś Maradonę. Miałem wtedy chyba z 9 lat i naprawdę gość potrafił zrobić z piłką wszystko. Wszystko tzn. np. kapkował sobie piłką nad głową za plecy, a ta wracała po uderzeniu piętą. Balans jego ciała był tak fenomenalny, że chłopaki na boisku nie tylko robili za tyczki, ale byli niczym kolumny podtrzymujące most. Chęci strzelania bramek nie odbierał mu ani końcowy gwizdek, ani przegrywanie różnicą kilku goli. Po prostu brał piłkę i ruszał z nią na przeciwników. Kopali go, popychali, latały łokcie, a on odbijał się od nich i za nic nie chciał stracić biedrony. Ponad 20 lat później spotkałem go znów. Siedział na ławce w parku przed kościołem i jadł dwa lody. Wzrok spoglądał w słodycze, a później w ziemię. Zjadł, wstał i odszedł. O Maradonie ze szczecińskich Podjuch powinien usłyszeć świat, a nie usłyszał nikt. Czy przesadzam? Myślę, że nie bo widząc 7 letniego Grosika zwanego wtedy Oplem, który jako rozgrywający robił z piłką niesamowite rzeczy, czy ok. 13 letniego Krychę, który dzielił w środku pola jak Marcel Desailly - widziałem coś lekko więcej niż sam talent. Tak samo było z Maradoną. Na taki pseudonim nie można było po prostu zasłużyć. Nie w tamtych czasach. Taka ksywa to był podwórkowy hołd złożony przez metali, skinów, depechów i wszystkich blokersów, których tak wtedy jeszcze nie nazywano. Nie zabrakło mu umiejętności, charakteru chyba też nie. Myślę, że zabrakło mu ojca, opiekuna, wychowawcy, trenera, życzliwego przyjaciela. Czy Opel i Krycha to mieli? Na pewno mieli jakiś trenerów, a to już coś. Były obok nich osoby, które miały na nich dobry wpływ. Maradony nikt nigdzie nie zaprowadził, chyba że pod sklep z piwem. 

Ze Stilonem widziałem totalne zaprzeczenie tego wszystkiego o czym było wcześniej. Znów. Te demony dalej tu są. Na boisku dominowała niedokładność, brak asekuracji, brak podpowiadania sobie i pomagania, nerwowość, irytacja, bezsilność, strach. Trener nie reagował, albo ignorował piłkarzy.  Kibice znów szydzili. I nie jest ważne, że jest po obozie, że rano był trening. Widziałem Oczy Jarosława Mroczka, nie wpatrywały się w murawę a w nieokreśloną nicość i pustkę. Oczy Macieja Stolarczyka nerwowo szukały bezpiecznej ucieczki ze stadionu. Tuż po gwizdku, szanowne grono uśmiechało się, oj gorzkie to były uśmiechy, ale można w nich było wyczytać przecież to nie nasza wina, to oni grają. W szczegóły nie będę wchodził. Tego doła, który wszyscy kopiemy od dłuższego czasu, ja już kopać nie chcę. Siedzące w nim osoby, piaskiem nie będę przysypywał. 

Tak, zostaliście sami. Jeśli ktoś ma teraz na Was jakiś wpływ, to tylko Wy. Maradona niestety nie miał kogo posłuchać. Jeśli jeszcze nie usiedliście do szczerej rozmowy, to zróbcie to. Była? Poszliście na to piwo? Obraziliście się jeszcze bardziej? Ech… Nie myślcie więcej o tym kto bardziej zawinił, kto ile zarabia, kto co gra, kto nie ma formy, kto jest pupilem trenera, komu menadżer kryje tyłek. Pomyślcie jak kupić szatnię by dała Wam dokładnie tego czego potrzebujecie, by grała dokładnie to co potraficie. Może złapiecie formę, może zyskacie kumpli.

Wybierzcie futbol, jest najlepszy na świecie.

Autor: PodjuchyFAN
Żródło: własne
Wyświetleń: 3059

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...