Aktualności

  • Akahoshi: Gdy skończę z piłką, wracam do Szczecina

Takafumi Akahoshi to obcokrajowiec z największą liczbą oficjalnych spotkań rozegranych w Pogoni. Po dwóch latach, korzystając z wakacji przyjechał do Szczecina aby odwiedzić przyjaciół i znalazł też chwilę na rozmowę z naszym serwisem.


Aka, od dwóch lat grasz w Tajlandii, a w październiku przyjeżdżasz do Polski? Dlaczego?!

- <śmiech> Zakończyliśmy rozgrywki i mamy teraz dwa miesiące wolnego. Chcieliśmy odwiedzić z rodziną Szczecin. Nie miałem takiej okazji przez dwa lata. Moja żona też chciała przyjechać do Szczecina i postanowiliśmy odwiedzić przyjaciół. Później polecimy do Japonii. Przed Świętami muszę stawić się w klubie. Rozpoczynamy krótki okres dochodzeniowy, ale na okreś Świąt i Nowego Roku znów będziemy mieli wolne.

Co działo się z Tobą przez ostatnie dwa lata? Dasz radę streścić?

- Zacząłem grać w Ratchaburi Mitr Phol FC. Zagrałem tam w 33 meczach, strzeliłem trzy gole. Następnie przeniosłem się do Suphanburi FC. To klub trochę lepiej zorganizowany i z większymi ambicjami. To główne powody zmiany. Co do samej Tajlandii to w porównaniu z Polską jest tam bardzo gorąco. Gramy też innym systemem. W Polsce sezon zaczynasz latem, a tam na początku roku i kończysz w październiku lub listopadzie.

Z tego co widziałem to pełnisz rolę kapitana w swoim zespole.

- Tak, w trakcie sezonu zostałem kapitanem. Mam dobry kontakt z zawodnikami. Do tego właściciel klubu bardzo mnie lubi i we mnie wierzy, a właściciele w Tajlandii mają moc i mogą wszystko, nawet ustawiać zespół <śmiech>. To trochę inny styl zarządzania. W Polsce nigdy nie spotkałem się z takimi właścicielami.

Czyli system rozgrywek jest inny, zarządzanie klubami wygląda inaczej, a jakie różnice są na boisku?

- W Polsce jest więcej siły fizycznej i siły. Myślę, że też podejście mentalne jest inne. Futbol w Azji jest inny. Gra się więcej piłką, ale ten poziom nie jest tak wysoki jak w Ekstraklasie.

Kilka miesięcy temu do Polski dotarły drastyczne zdjęcia rany na Twojej głowie. Co się stało?

- To było szalone! Rywal rozciał mi butem skórę na głowie. Więcej krwi niż bólu, w zasadzie nic wielkiego się nie stało. Zniesiono mnie z boiska a tam... 25 osób robiło mi zdjęcia! Zastanawiałem się, czy pojedziemy do szpitala, a oni trzaskali zdjęcia! Ludzie tam uwielbiają takie sytuacje z wypadkami, ranami, krwią. Pstryk i na Facebooka. Ktoś umrze na ulicy? Pstryk i na Facebooka. Oni to kochają!

Wczoraj napisałeś na Facebooku, że wróciłeś do domu, do Szczecina. Tak traktujesz to miasto?

- Tak, Szczecin jest dla mnie jak dom. Mieszkałem tu przez sześć lat. Teraz czuję się tu bardziej konfortowo niż jak jadę do Japonii. To też powód dla którego tu przyjechałem.

Tu też poznałeś swoją żonę prawda?

- Tak!

Pamiętam Twoje początki w Pogoni. Nie miałeś pewności, że chcesz tu zostać. Namawiał Cię jednak trener Płatek.

- Po 2-3 dniach treningów przeszedłem testy medyczne i trener Płatek chciał, żebym został. Rozpoczęliśmy negocjacje i ostatecznie doszliśmy do porozumienia. To był szalony czas. Pamiętasz? To Ty jechałeś ze mną do Gdańska na testy medyczne. Nie miałem jeszcze swoich dresów i biegałem tam w takich trochę zbyt dużych, które mi spadały, ale zrobiłem cały beeptest! <śmiech>. Test robili mi z zawodnikami jakiegoś klubu z Gdańska i miałem tam najlepsze wyniki, a oni patrzyli co to za dziwny gość z Japonii z nimi biega. Po dwóch latach ten sam gość robił nam testy i pamiętał mnie. To było szalone. Jechaliśmy do Gdańska pociągiem przez 5-6 godzin abym zrobił test i znów tyle samo wracaliśmy.

Twoje nazwisko jednak zapisało się w historii Pogoni. Wiesz dlaczego?

- Tak, wiem.

Dlaczego?

- Rozegrałem najwięcej spotkań z obcokrajowców. Trochę wstyd, że po czasie dowiedziałem się o tym od kogoś innego, bo sam tego nie wiedziałem. Gdy przyszedłem do Pogoni zacząłem dojrzewać mentalnie. Zmieniło się ośmiu lub dziewięciu trenerów. Zrobiliśmy awans do Ekstraklasy. Wiele fajnych wspomnień, świetny czas.

Do tego ten sezon gdy zostałeś najlepszym asystentem ligi.

- Tak, mieliśmy fajny zespół. Dużo asystowałem Marcinowi Robakowi, ale i Maćkowi Dąbrowskiemu. "Dąbek" miał ten talent do główek.

Po tym sezonie wyjechałeś do Rosji. To była dobra decyzja?

- Wiesz, trudno powiedzieć, bo miałem tam sporo kontuzji, które nie pozwoliły mi grać. Ufa była świeżo po awansie i to zaplecze medyczne nie było dobre. Kostka cały czas przeszkadzała. Moja żona tęskniła za Szczecinem i podjęliśmy decyzję po powrocie.

Do Ufy przeszedłeś po najlepszym swoim sezonie w Pogoni. To była jedyna oferta?

- Nie, było ich więcej. Było wiele zapytań. Były oferty z Azji, Kataru, Arabii Saudyjskiej czy Chin. Nawet po tym okresie w Ufie, ale chciałem wrócić do Pogoni. Miałem 28 lat i czułem, że to ostatnia szansa aby spróbować sił w mocniejszej lidze dlatego zdecydowałem się na Ufę.

Teraz od dwóch lat grasz w Tajlandii. Tam planujesz swoją przyszłość?

- Z obecnym klubem mam kontrakt ważny na kolejny rok. Co będzie później? Nie wiem. Po zakończeniu gry w piłkę chcę przyjechać na stałe do Szczecina.

Poważnie?

- Tak! Mam wiele pomysłów na to, co będę chciał robić po zakończeniu gry w piłkę. Chyba nawet zbyt wiele <śmiech>. Nie wiem jeszcze czy zostanę trenerem, czy zajmę się czymś innym, ale chcemy wrócić na stałe do Szczecina.

Życie w Polsce zatem mocno przypadło Ci do gustu.

- Tak! Wyobraź sobie, że na boisku cały czas używam przekleństw z Polski! To już weszło mi w krew <śmiech>.

Masz kontakt z kolegami z którymi grałeś w Pogoni?

- Tak, cały czas jestem w kontakcie z Murayamą. Rozwiązał kilka tygodni temu kontrakt w Serbii i wrócił do Japonii. Z obecnych piłkarzy Pogoni? Z Ricardo Nunesem. Dzięki Facebookowi czy Instagramowi jestem też w kontakcie z Wojtkiem Gollą, Mateuszem Lewandowskim czy Łukaszem Zwolińskim.

Śledzisz losy Pogoni?

- Tak, znam wszystkie wyniki i jestem na bieżąco. W Tajlandii nie mam jednak możliwości oglądania spotkań. Sprawdzam jednak wszystkie wyniki i wiadomości z klubu.

Autor: Daniel Trzepacz
Żródło: własne
Wyświetleń: 8021

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zarejestruj się lub zaloguj tutaj.


Trwa ładowanie komentarzy...