Jean-Pierre Nsame, nowy napastnik Pogoni Szczecin, w rozmowie z Jakubem Kłyszejko dla TVP Sport opowiedział o pierwszych tygodniach w Szczecinie, kulisach odejścia z Legii Warszawa, powrocie po długiej kontuzji, karierze w Young Boys Berno oraz o tym, jak zapatruje się na nadchodzący mecz z byłym klubem.
Pierwsze wrażenia ze Szczecina
Kameruński napastnik przyznał, że od pierwszego dnia poczuł się w nowym środowisku bardzo dobrze.
„Od pierwszego dnia czułem, że trafiłem do miejsca, w którym wszyscy naprawdę cieszą się z mojego przyjścia. Tutaj od razu poczułem się swobodnie. Szczecin zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie – nie jest ogromne, dzięki czemu wszystko znajduje się blisko. Dla piłkarza to naprawdę ważne, bo codzienność staje się znacznie prostsza. Od pierwszej wizyty spodobał mi się również stadion – widać, że żyje piłką, a kibice są bardzo zaangażowani. Mam bardzo dobre przeczucia" – powiedział.
Dlaczego Pogoń
Nsame wyjaśnił, że o wyborze Szczecina zdecydowały przede wszystkim rozmowy z klubem, a nie tylko warunki finansowe.
„Przede wszystkim ludzie. Rozmowy z prezesem i przedstawicielami klubu od początku wyglądały bardzo konkretnie – nie mówiliśmy tylko o kontrakcie, ale o projekcie sportowym, ambicjach klubu i mojej roli w drużynie. Klub bardzo jasno pokazał, że zależy mu na moim transferze i że widzi we mnie ważny element zespołu. Jestem już na takim etapie kariery, że nie patrzę wyłącznie na nazwę klubu. Chcę trafiać do miejsc, w których będę mógł cieszyć się piłką, rozwijać i pomagać drużynie" – ocenił.
Odejście z Legii bez konfliktu
Napastnik po raz pierwszy tak szczegółowo wyjaśnił kulisy rozstania z warszawskim klubem, dementując doniesienia o rzekomym sporze.
„Nigdy nie otrzymałem oficjalnej propozycji przedłużenia kontraktu z Legią. To najważniejszy fakt. Przez długi czas nie było konkretnej oferty, a w piłce nie można czekać bez końca. Nie było żadnego konfliktu z trenerem, z szatnią czy z władzami klubu. Po prostu nie pojawiła się propozycja, która pozwoliłaby mi zostać w Legii" – powiedział.
Zapytany, czy obie strony mogły zrobić więcej, by dojść do porozumienia, Nsame podkreślił, że nie ma do nikogo pretensji.
„Ja nie mam do nikogo pretensji. Każdy podejmuje decyzje, które w danym momencie uważa za najlepsze. Legia miała swoją wizję, ja musiałem myśleć o swojej przyszłości. Najważniejsze jest to, że rozstaliśmy się z szacunkiem. Dzisiaj jestem zawodnikiem Pogoni i całą energię poświęcam temu klubowi" – dodał.
O samym pobycie w Warszawie mówi wyłącznie w dobrym tonie.
„Nigdy nie będę mówił o Legii źle, bo nie mam do tego powodów. Poznałem tam wielu świetnych ludzi, zarówno w szatni, jak i poza nią. Kibice również okazywali mi wsparcie i chciałbym im za to podziękować" – powiedział.
Powrót po długiej kontuzji
Napastnik przyznał, że najtrudniejszym elementem powrotu do gry po poważnym urazie była psychika, a nie sama forma fizyczna.
„Po tak długiej przerwie największym wyzwaniem nie jest przygotowanie fizyczne, tylko głowa. Musisz znowu zaufać swojemu organizmowi, przestać myśleć o kontuzji i odzyskać automatyzmy, które wcześniej przychodziły naturalnie. Fizycznie czułem się coraz lepiej, ale najtrudniejsze było odzyskanie rytmu meczowego i pewności siebie – tego nie da się wypracować na siłowni, potrzebujesz minut na boisku" – wyjaśnił.
Zapytany, co najbardziej pomogło mu przejść przez ten okres, wskazał na najbliższych.
„Rodzina. W takich momentach uświadamiasz sobie, jak ważni są ludzie wokół ciebie. Moja rodzina cały czas była przy mnie. Dużą rolę odegrał również sztab medyczny i trenerzy. Nigdy nie straciłem wiary, że wrócę do swojego poziomu" – powiedział.
Mecz z Legią bez celebracji
Nsame nie ukrywa, że inauguracja sezonu przeciwko byłej drużynie będzie dla niego wyjątkowa, choć zapowiedział, że w razie gola nie zamierza go świętować.
„Jeszcze kilka tygodni temu byłem zawodnikiem Legii, więc trudno powiedzieć, że będzie to zwykły mecz. Kiedy jednak sędzia rozpocznie spotkanie, wszystko przestaje mieć znaczenie. Przez dziewięćdziesiąt minut liczy się tylko Pogoń. Zrobię wszystko, żebyśmy wygrali" – powiedział.
Pytany wprost, czy uczci ewentualną bramkę, odpowiedział krótko.
„Nie będę go celebrował. Z szacunku – spędziłem w Legii ważny etap swojej kariery i nie widzę powodu, żeby wykonywać jakieś prowokacyjne gesty. Jeżeli zdobędę bramkę, oczywiście będę szczęśliwy, bo będzie to ważne dla Pogoni. Ale szacunek wobec byłego klubu nic mnie nie kosztuje. Ewentualnie, jak zdobędę drugą bramkę w tym meczu, to będę się z niej delikatnie cieszyć" – dodał z uśmiechem.
Najlepsze lata w Young Boys
Trzykrotny król strzelców ligi szwajcarskiej wspomina okres gry w Bernie jako najważniejszy w swojej karierze, podkreślając jednak, że liczyły się przede wszystkim sukcesy drużynowe.
„W Young Boys stworzyliśmy zespół, który przez kilka lat dominował w szwajcarskiej lidze. Regularnie zdobywaliśmy mistrzostwa, graliśmy w europejskich pucharach i mieliśmy mentalność zwycięzców. To właśnie ten okres wspominam najlepiej. Napastnik bez kolegów nie strzela trzydziestu bramek w sezonie, dlatego każdą z tych koron króla strzelców traktuję jako sukces całego zespołu. Spędziłem tam siedem lat i zostałem drugim najlepszym strzelcem w historii klubu – jestem z tego naprawdę dumny" – powiedział.
Napastnik zaznaczył jednak, że nie zamierza żyć wspomnieniami.
„Piłka nożna cały czas się zmienia. Nie można żyć przeszłością. Nadal czuję głód rywalizacji i wierzę, że przede mną jeszcze wiele dobrych sezonów. Nie przyjechałem do Polski wspominać dawnych sukcesów. Przyjechałem budować kolejne" – dodał.
Liga Mistrzów i najlepszy obrońca kariery
Nsame wspominał także mecze w Lidze Mistrzów przeciwko europejskim gigantom, w tym starcie z Manchesterem United oraz Juventusem.
„Bardzo dobrze pamiętam mecz z Manchesterem United. Przed pierwszym gwizdkiem zobaczyłem Jose Mourinho i Alexa Fergusona na Old Trafford. To jeden z tych momentów, kiedy myślisz: jeszcze kilka lat temu oglądałem tego zawodnika w telewizji, a teraz wychodzę z nim na to samo boisko. W meczu z Juventusem, w którym w składzie rywali był Cristiano Ronaldo, a bronił Wojciech Szczęsny, wygraliśmy nawet 2:1 u siebie. Ale kiedy rozpoczyna się mecz, wszystko znika, nazwiska przestają mieć znaczenie – koncentrujesz się wyłącznie na tym, żeby wygrać" – powiedział.
Zapytany o najtrudniejszego rywala w defensywie, bez wahania wskazał jedno nazwisko.
„Najlepszy obrońca, jakiego widziałem, to Leonardo Bonucci. To niezwykle inteligentny zawodnik – nie tylko świetnie broni, ale przede wszystkim doskonale czyta grę. Często masz wrażenie, że znalazłeś trochę wolnej przestrzeni, a on już tam jest" – ocenił.
O Ekstraklasie, kuchni i życiu prywatnym
Napastnik pozytywnie ocenił poziom polskiej ligi oraz atmosferę na trybunach.
„Liga rozwija się z każdym rokiem. Jest coraz więcej jakościowych piłkarzy i drużyn, które chcą grać odważny futbol. Najbardziej zaskoczyli mnie kibice – uwielbiają piłkę nożną. Nieważne, czy grasz u siebie, czy na wyjeździe, atmosfera na stadionach robi naprawdę duże wrażenie" – powiedział.
Zdradził też, że zdążył już polubić polską kuchnię.
„Moim ulubionym daniem są pierogi z mięsem. Mógłbym jeść pierogi codziennie, niestety nie mogę tego robić" – przyznał ze śmiechem.
Współczesny napastnik, cele i rola lidera
Nsame podkreślił, że rola napastnika mocno ewoluowała na przestrzeni lat.
„Dzisiaj nie wystarczy tylko czekać na piłkę w polu karnym. Napastnik musi pracować dla całej drużyny – pressować, pomagać w rozegraniu, tworzyć przestrzeń dla partnerów i oczywiście zdobywać gole. Dobrego napastnika poznaje się również po tym, ile daje zespołowi wtedy, gdy akurat nie strzela" – ocenił.
Pytany o cele w nowym klubie, nie chciał deklarować konkretnej liczby bramek.
„Najważniejsze są cele drużyny. Nie przyjechałem tutaj z konkretną liczbą bramek zapisaną w głowie. Jeżeli będziemy wygrywać mecze, gole również przyjdą. Chcę pomagać drużynie w każdym spotkaniu i zrobić wszystko, żeby Pogoń osiągnęła jak najlepszy wynik" – powiedział.
Odniósł się też do możliwej roli lidera zespołu.
„Liderem nie zostaje się dlatego, że zdobyło się dużo bramek albo grało w Lidze Mistrzów. Dla mnie lider to człowiek, który każdego dnia bierze odpowiedzialność za drużynę – na treningu, w meczu, w szatni. Mam doświadczenie, którym mogę podzielić się z młodszymi zawodnikami, ale przede wszystkim chcę być przykładem poprzez pracę" – dodał.
Pierwsze wrażenie po Oscarze Garcii
Napastnik bardzo pozytywnie ocenił nowego trenera Pogoni.
„To trener, który ma jasno określoną wizję futbolu. Wie, czego oczekuje od zawodników i potrafi to przekazać. Ogólnie bardzo cenię hiszpańskich trenerów i cieszę się, że będziemy mogli razem pracować. Miał okazję prowadzić naprawdę mocne europejskie kluby, ma ogromną wiedzę. Od początku widzieliśmy, że nadajemy na tych samych falach" – powiedział.
Pierwsze trofeum dla klubu
Na koniec Nsame odniósł się do faktu, że Pogoń wciąż czeka na pierwsze trofeum w swojej historii.
„To dla mnie bardzo duża motywacja, ponieważ lubię wyzwania. Gdyby wszystko było już wygrane, nie byłoby w tym nic wyjątkowego. Wiem, jak smakuje walka o trofea i chciałbym wykorzystać swoje doświadczenie, żeby pomóc Pogoni zrobić kolejny krok" – powiedział.
Zapytany, jak chciałby zostać zapamiętany przez kibiców, odpowiedział bez wahania.
„Jako człowiek, który oddał temu klubowi wszystko. Oczywiście chcę zdobywać bramki, bo napastników zawsze rozlicza się z goli. Ale równie ważne jest dla mnie to, żeby kibice po każdym meczu mogli powiedzieć, że Jean-Pierre Nsame zostawił na boisku całe serce" – podsumował.
Rozmowę z Jean-Pierre'em Nsame przeprowadził Jakub Kłyszejko dla TVP Sport. Całą znajdziesz TUTAJ!

* Komentarze w serwisie www.PogonSportNet.pl zamieszczane przez jego użytkowników są ich prywatną opinią. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeśli jednak administratorzy dostrzegą naruszanie dóbr osobistych, zmuszeni będą do usunięcia komentarza, a w przypadku powtarzania się sytuacji, zablokowania konta użytkownika.
Komentarze (6)
Jarzyna ze Szczecina
Krajan from Lund
Caducus
Lobo
Pogoń Fan fo'Life
Dawid84