To że Pogoń gra słabo na wiosnę wiedzą wszyscy, którzy od kilku lat śledzą jej poczynania. Jeszcze nawet w ostatnim sezonie w I lidze mieliśmy problemy ze zdobywaniem punktów, co skończyło się ówczesną zmianą trenera. Od czasu jednak jak wprowadzona podział na grupę spadkową i mistrzowską, to zawsze udawało nam się kończyć w tej drugiej. Gorąco było dwa sezony temu, ale w ostatniej chwili uratował ją Czesław Michniewicz wygrywając trzy mecze z rzędu. Ogłoszono to wtedy cudem i wygląda na to, że w tym roku również byłby on potrzebny.
Dwa lata temu efekt zmiany trenera pomógł. Przydał się dobry motywator, który potrafił obudzić piłkarzy, którzy jak ciągle powtarzają ‘’wszystko siedzi w głowach’’. Zwoliński usłyszał, że ma naśladować ruchy Bergkampa i skończyło się to 6 bramkami w 5 meczach - piłkarsko nic nie straciliśmy. Zaczęliśmy dobrze tę rundę, a później było już coraz gorzej. Takie mówienie, że jedna wygrana może nad odblokować, ale według mnie jest w tym dużo prawdy. Często takie jedno zwycięstwo daje dużo pewności siebie - mówił po ostatnim spotkaniu z Jagiellonią Mateusz Matras i trudno się z nim nie zgodzić. Można się jednak zastanowić jak wygląda praca nowo zatrudnionego trenera mentalnego - Arkadiusza Matyi, który w takiej sytuacji powinien odciążać trenera jeśli ten nie potrafi dotrzeć do zawodników.
Dwa lata temu wiosna zaczęła się dla Pogoni jednak zupełnie odmiennie. Prowadzony wówczas zespół przez Jana Kociana w pierwszym spotkaniu stracił bramkę w doliczonym czasie gry, co na pewno podłamało trochę piłkarzy. W tym roku udało się wygrać z Piastem, mimo że do przerwy to goście prowadzili. Takie zwycięstwo powinno jak najbardziej zmotywować. Później udało się zapunktować w Krakowie, a Portowców na ziemię dopiero dwukrotnie sprowadził Lech Poznań, czyli drużyna, która od początku roku jest w niesamowitym gazie. Potem trzy zremisowane mecze, gdzie chociaż w jednym można było się postarać o komplet punktów. Ostatecznie wyszło tak, że przez 3 tygodnie udało się podopiecznym Kazimierza Moskala stracić praktycznie szansę na awans do finału Pucharu Polski i znacząco zmniejszyć swoje szanse na grupę mistrzowską.
Oczywiście jest to trochę przesadzone, ponieważ Pogoń gra przeciętnie od początku sezonu. Brak zapasu punktowego z jesieni spowodował, że teraz każdy remis wywoływał nerwowe spojrzenia na ligową tabelę. Skończyło się tak, że aby uniknąć walki o utrzymanie w następnych spotkaniach Portowcy musieliby wygrać dwa lub nawet trzy mecze. Zostaje więc nam tylko czekać na cud.

* Komentarze w serwisie www.PogonSportNet.pl zamieszczane przez jego użytkowników są ich prywatną opinią. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeśli jednak administratorzy dostrzegą naruszanie dóbr osobistych, zmuszeni będą do usunięcia komentarza, a w przypadku powtarzania się sytuacji, zablokowania konta użytkownika.
Komentarze (0)
Brak komentarzy.