preloader
Przejdź do głównej treści
_DSC8945
_DSC8945

Tan Kesler udzielił wywiadu stacji Canal+

Tan Kesler udzielił obszernego wywiadu stacji Canal+. W rozmowie z Krzysztofem Marciniakiem poruszył wiele wątków, które mogą zainteresować kibiców. Poniżej możecie obejrzeć cały wywiad w formie wideo, ale i przeczytać najważniejsze kwestie.

W ostatnim czasie niemal każdy tydzień przynosił ciekawe wydarzenia związane z Pogonią Szczecin – próby podkupienia napastnika, uruchomienie klauzuli odstępnego czy spłatę zadłużenia, a wszystko to przy miejscu w tabeli wciąż dalekim od aspiracji właścicieli. Witaj, Tan, świetnie znów cię u nas gościć – minął już rok od naszego ostatniego wywiadu.

– To prawda, ale mam wrażenie, jakby to było wczoraj. Zawsze przyjemnie jest być w studiu Canal+ i znowu z tobą rozmawiać. Gdy patrzę wstecz, wiele się wydarzyło, a jednocześnie naprawdę mam wrażenie, że to było wczoraj. Dzięki, że mnie zaprosiłeś.

Czego nauczyłeś się przez ostatni rok, czego wcześniej jeszcze nie wiedziałeś?

– Świetne pytanie. Nie znałem głębi polskiej kultury piłkarskiej ani polskiej kultury w ogóle. Miałem pewne wcześniejsze wyobrażenia o kraju i futbolu, ale prawdziwe poznanie tej głębi zajęło nam cały miniony rok. Ja i Alex mieliśmy w zeszłym sezonie najlepszą możliwą wycieczkę po polskiej piłce, bo była ona kompletnie nieprzewidywalna i wyjątkowa. Jeśli spojrzeć na ostatnie 30 lat, to był to najbardziej wyrównany, emocjonujący i momentami nerwowy sezon, który pokazał nam twardszą stronę polskiej piłki.

Co zaskoczyło cię najbardziej?

– Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak wyrównana i konkurencyjna była liga. Zakończyliśmy sezon z 45 punktami, a mogliśmy mieć ich 47. Pięciu punktów zabrakło do biletu do Europy, a jednocześnie przez praktycznie cały sezon byliśmy bardzo blisko strefy spadkowej razem z 13 innymi drużynami. Aż 14–15 zespołów prezentowało bardzo zbliżony poziom. Przetrwaliśmy ten sezon i wyszliśmy z niego obronną ręką. Nauczyliśmy się też, że musimy mieć rdzeń zawodników rozumiejących dynamikę tej ligi. Sprowadziliśmy 14 nowych piłkarzy i większość z nich zna dziś ligę oraz potrafi w niej funkcjonować.

Czy w trakcie tego wyjątkowego sezonu był moment, kiedy pomyślałeś: „O rany, my naprawdę możemy spaść"?

– Tak, jestem bardzo otwarty, jeśli chodzi o swoje odczucia. Myślałem o tym kilka razy, zwłaszcza dzień przed meczem z Górnikiem. Zastanawiałem się, czy jesteśmy na dobrej drodze, żeby się utrzymać. Ufałem trenerowi i zawodnikom, ale byliśmy zbyt miękcy na boisku, mimo że skończyliśmy ligę w top 3 pod względem gry ofensywnej. Potem wygraliśmy w Zabrzu 1:0 i wszystko się odwróciło. Miałem też ciekawą rozmowę z prezydentem miasta, który przypomniał mi o nowym stadionie wybudowanym za pieniądze podatników i wyraził nadzieję, że nie spadniemy. Musiałem sobie z tym radzić, nie przenosząc tej presji ani na Alexa, ani na zespół.

A z perspektywy czasu wiesz już, jakie błędy doprowadziły was do tego miejsca?

– Byliśmy bardzo podekscytowani, pełni pasji i zawiesiliśmy poprzeczkę zbyt wysoko. Przejmowaliśmy klub na skraju bankructwa, a Alex włożył ogromne pieniądze, żeby natychmiast spłacić długi. Byliśmy jednak zbyt dumni, żeby mówić publicznie, że jesteśmy dopiero w trakcie budowania – że to nie rewolucja, tylko ewolucja. Przykładem naszego niewinnego podejścia była ambicja od pierwszego dnia oraz to, że część naszych decyzji transferowych była dość romantyczna.

Co masz na myśli, mówiąc „romantyczna"?

– Myśleliśmy, że niektórzy zawodnicy z szerokiej kadry rozwiną się i szybko dadzą efekt na boisku, a ich adaptacja trwała całą wieczność. Przykładem jest Sam Greenwood. Podpisaliśmy go na bardzo korzystnych warunkach dzięki naszej relacji i współpracy z Leeds, praktycznie za darmo. Sam się nie zaadaptował i nie grał tak, jak chcieliśmy, ale sprzedaliśmy go do Bristolu za znaczącą kwotę, z zyskiem dla klubu.

Czyli możesz potwierdzić, że nie był waszym rekordowym transferem, jak przedstawiano to w niektórych mediach?

– Tak, nie wprowadziliśmy nikogo w błąd. Gdyby Sam wypalił, Leeds zostałoby bardzo mocno wynagrodzone i wtedy rzeczywiście stałby się naszym rekordowym transferem opartym na wynikach. To była bardzo mocno ustrukturyzowana umowa typu „club-to-club".

Czyli rozumiem z twojej wypowiedzi, że nie byłeś zadowolony z efektywności transferowej w poprzednim sezonie?

– Mamy dział rekrutacji z pięcioma skautami, na czele z Benjaminem Schunkiem, który przyszedł ze Sturm Graz. W procesie decyzyjnym biorę udział ja, Alex oraz trener, który ma najważniejszy głos przy stole. Alex zatwierdza budżet. Czasem prezes bierze na siebie inicjatywę przy tzw. „wisience na torcie". Jeśli trzeba wziąć winę za nieudane ruchy, biorę ją w całości na siebie, a sukces oddaję prezesowi i całej organizacji. Żaden klub nie ma stuprocentowej skuteczności rekrutacji – wynik 70–80 procent trafień jest świetny.

Chcę zapytać o Musę Juwarę – pojawiały się informacje, że był przez was karany za brak koncentracji. Jak to wygląda teraz?

– Teraz wygląda to bardzo dobrze. Ożenił się, co wpłynęło na jego dojrzałość. Kluczową rolę odegrał też trener Oscar Garcia, który dał wszystkim czystą kartę i postawił jasne warunki. Musa w pełni to wykorzystał. Daliśmy mu dużo wsparcia i teraz oczekujemy, że odwdzięczy się dobrą grą.

Kiedy Alex przejmował klub, Pogoń była na krawędzi bankructwa. Jak opisałbyś sytuację klubu teraz, we wrześniu 2026 roku?

– Fantastyczna. Przejęliśmy płonący dom, a teraz obszary naszej działalności przynoszą zyski albo minimalizują straty. Zmieniliśmy system biletowy, pozyskaliśmy STS jako głównego sponsora. Prawa do nazwy stadionu to wciąż temat wymagający wspólnej pracy z miastem. Nasz catering jest jednym z najlepszych w Ekstraklasie, robimy go sami i generuje bardzo wysokie przychody, z których jesteśmy dumni. Najbardziej polecam naszą słynną kiełbasę.

Patrząc wstecz, czy uważasz, że Thomasberg wzniósł Pogoń na wyższy poziom?

– Pod kątem rozwoju drużyny – nie, chociaż dał nam pragmatyczne podejście i poprawił grę w defensywie. Gdy utrzymanie stało się pewne, zdecydowaliśmy się na zmianę, żeby wrócić do ewolucyjnego, progresywnego stylu gry. Zatrudniliśmy Oscara Garcię, którego metryki ofensywne i styl pracy pasują do naszej wizji i modelu transferowego.

Jak opisałbyś obecny rynek transferowy?

– Był męczący, intensywny, bezwzględny i brutalny. Działaliśmy bezwzględnie, ale zawsze etycznie. Krytykuję finansowanie klubów przez samorządy lokalne, jak we Wrocławiu czy Katowicach, bo tworzy to nierównowagę dla prywatnych klubów opartych na własnym kapitale, takich jak Pogoń czy Widzew.

Jak przekonaliście Darko Churlinowa do wyboru Pogoni zamiast Widzewa?

– Przekonaliśmy go projektem i jasną wizją jego roli na boisku, przedstawioną przez Oscara Garcię. To nie było żadne porwanie – śledziliśmy go od dawna.

A jak wygląda sprawa Jordiego Sancheza? Czy mieliście prawo kontaktować się z zawodnikiem bez poinformowania Wisły o chęci aktywacji klauzuli?

– Nie kontaktowaliśmy się z zawodnikiem przed kontaktem z klubem. O klauzuli dowiedzieliśmy się z publicznych wypowiedzi Jarosława Królewskiego oraz z wcześniejszych negocjacji z Jagiellonią. Próbowaliśmy skontaktować się z Wisłą i zrobiliśmy wszystko po dżentelmeńsku, zgodnie z zasadami.

W trakcie dyskusji padło zdanie: „Żaden piłkarz Pogoni nie ma klauzuli odejścia". Czy to prawda?

– 90 procent naszych piłkarzy nie ma klauzul, bo opieramy się na opcjach przedłużenia po stronie klubu. Wyjątkiem był na przykład Attila, który zrezygnował z ogromnych pieniędzy w Hoffenheim. Jeśli chodzi o próbę pozyskania Nsame przez Wieczystą – zgłosili się oni z pomysłem rozwiązania kontraktu, co było dziwne, i sprawa trafiła do PZPN.

Czy naprawdę potrzebujecie tylu napastników, jak Jordi Sanchez, Nsame, Cuic i Molnar?

– Potrzebujemy mobilności i różnych profili. Cuic przynosi ogromną intensywność w pressingu, Nsame to król pola karnego, a Jordi idealnie pasuje do koncepcji Oscara Garcii. Nie chcemy też nakładać presji na wracającego po kontuzji Molnara.

Jak wygląda sytuacja na lewej obronie po odejściu Borgesa i Koutrisa? Czy Benjamin Mendy może grać co tydzień po 90 minut?

– Lukas Willen i nasz wychowanek Zawadzki mogą dać nam głębię składu. Mendy przyniósł do szatni pewność siebie i mentalność mistrza, podobnie jak Attila. Dajemy też szansę młodym wychowankom, takim jak Wojciechowski, Natan czy Czapliński, którzy przez lata budują lokalną kulturę klubu.

Jak wygląda sytuacja finansowa i budżetowa klubu na ten sezon?

– Przychody wzrosły z 68 mln zł w poprzednim sezonie do planowanego budżetu na poziomie 70–80 mln zł w tym sezonie. Nasz model tradingowy działa – sprzedaliśmy Koulourisa i Borgesa za znaczące kwoty. Utrzymanie stadionu kosztuje nas 17–18 mln zł rocznie. Dla Alexa sukcesem będą europejskie puchary i finał Pucharu Polski, dla mnie – także zbilansowany budżet.

Czy jesteś zadowolony z działań komercyjnych na stadionie?

– Tak, podwójne ekrany LED przyniosły znaczące przychody, a catering podczas meczu z Legią przyniósł rekordowe ponad 600 tysięcy złotych.

Gratulacje ukończenia kursu FIFA Executive Diploma in Club Management. Co ta wiedza wnosi do Pogoni?

– Przynosi ogromną sieć kontaktów w ponad 200–250 klubach na świecie, co pomaga w due diligence i szybkiej weryfikacji zawodników.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia w reprezentowaniu Pogoni na europejskim rynku!

– Dziękuję bardzo, starałem się być jak najbardziej otwarty i mam nadzieję, że kibice to docenią.

STSxPogonSportNet

profil-jpg

Źródło: Własne Wyświetlenia: 63

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.

* Komentarze w serwisie www.PogonSportNet.pl zamieszczane przez jego użytkowników są ich prywatną opinią. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeśli jednak administratorzy dostrzegą naruszanie dóbr osobistych, zmuszeni będą do usunięcia komentarza, a w przypadku powtarzania się sytuacji, zablokowania konta użytkownika.

Komentarze (0)

Brak komentarzy.