Na pomeczowej konferencji prasowej po niedzielnym remisie 2:2 z Wisłą Kraków sporo pytań dotyczyło nieobecności Attili Szalaia. Oscar Garcia został zapytany, na ile brak węgierskiego stopera wpłynął na grę defensywną Pogoni przy obu straconych bramkach.
- Gdy spojrzymy na stracone bramki, przy pierwszej mieliśmy do czynienia z rykoszetem, przy którym niewiele dało się zrobić. Druga padła natomiast po stałym fragmencie gry - tłumaczył trener Pogoni. - Analizując poprzednie mecze, z nim w składzie również traciliśmy bramki po stałych fragmentach. Tak to po prostu wygląda.
Dopytywany, czy to oznacza, że nieobecność Szalaia nie miała większego wpływu na końcowy wynik, Hiszpan przyznał, że trudno o jednoznaczną ocenę.
- Tego nigdy do końca nie wiadomo. Pierwsza bramka była praktycznie nie do uniknięcia - to nie był ewidentny błąd defensywy, tylko pechowy rykoszet - ocenił Garcia. - Z kolei przy rzucie rożnym nigdy nie przewidzimy, jak potoczyłaby się sytuacja, gdyby on był na boisku. Bramka została stracona, ale nie wynikało to bezpośrednio z jego braku. Trudno to jednoznacznie i sprawiedliwie ocenić.
Trener odniósł się też do samego stanu zdrowia obrońcy i szans na jego powrót przed sobotnim wyjazdowym meczem z Zagłębiem Lubin.
- Zobaczymy, jak sytuacja będzie się rozwijać. To nie jest kontuzja, którą łatwo zdiagnozować pod kątem dokładnego powrotu, ponieważ zawodnik po prostu odczuwa silny ból w plecach - powiedział Garcia. - Nie potrafimy teraz określić, czy potrwa to tydzień, czy dwa. Liczymy jednak na to, że jak najszybciej będzie gotowy do gry.

* Komentarze w serwisie www.PogonSportNet.pl zamieszczane przez jego użytkowników są ich prywatną opinią. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeśli jednak administratorzy dostrzegą naruszanie dóbr osobistych, zmuszeni będą do usunięcia komentarza, a w przypadku powtarzania się sytuacji, zablokowania konta użytkownika.
Komentarze (7)
Diego Amando
długi
krokodylbambi
mark
ratajczak366
długi
+++++++++++++++++++++++
Ciekawe czy to prawda, zobaczymy. Jak to jest, że wchodzi do Lechii kto chce, największe przekrętasy niby bez pojęcia, a są w stanie sprzedawać zagranicznych grajków za taką kasę. U nas tylko Kulu odszedł za jakieś pieniądze, a i tak nie przebije pewnie Bobka. Przez tyle lat. A teraz mamy nowego rekina futbolowego biznesu z Iranu, czy z innego tam trzeciego świata i szpanuje nam tu Angielskim, czy innym Nsame. Sorzedał Kulu wziętym w spadku po Mroczku, cztery bańki wziął, euro i nie stać golasa na podpisanie tego syna marnotrawnego powracającego do jedynego słusznego kraju w Europie z kartą na ręku, a jakiegoś bezdomnego stadionowo aptekarzynę stać, by tego Greczynę wystawić za ladą w Aptece Słoneczna do wydawania maści na ból plecków. Jeny. Gdzie my jesteśmy w tym cały ekstraklasowym universum?
krokodylbambi