Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź Alexa Haditaghiego, właściciela Pogoni Szczecin, na słowa Łukasza Masłowskiego, szefa pionu sportowego Widzewa, które padły dziś w trakcie rozmowy z klubowymi mediami. Odpowiedź sternika Dumy Pomorza znajdziecie poniżej.
Nie mam wśród dziennikarzy znajomych z Meczyki.pl, którzy biegaliby wokoło, żeby mnie chronić, budować mój wizerunek, kręcić dla mnie historie czy tworzyć wygodne narracje. Mam coś znacznie bardziej wartościowe: prawdę i fakty. I szczerze mówiąc, właśnie dlatego mam tak mało respektu dla niektórych osób, które z dumą nazywają się dziennikarzami. Widocznie sprawdzanie faktów, zadawanie niewygodnych pytań i weryfikowanie, co faktycznie się wydarzyło, stało się opcjonalne. Dużo łatwiej jest wybrać bohatera, wybrać czarnego charakteru, najpierw napisać narrację, a potem szukać elementów, które da się do niej naciągnąć.
Już wiem, jak to działa. Piszę to, żeby obronić siebie i Pogoń, ale jutro nagłówek pewnie będzie brzmiał: „Haditaghi atakuje Widzew i Łukasza”. Bardzo kreatywne. Bardzo przewidywalne. Po co zawracać sobie głowę kontekstem, kiedy oburzenie generuje więcej kliknięć?
Więc skoro Łukasz i Widzew zdecydowali się utrzymywać tę historię przy życiu, zajmijmy się faktami.
Fakt nr 1: Tak, zaproponowałem Łukaszowi Masłowskiemu pracę w Pogoni Szczecin. Nie mam z tym żadnego problemu. A czemu miałbym mieć? Jako prezes i właściciel, jednym z moich obowiązków jest wzmacnianie Pogoni Szczecin w każdym możliwym obszarze. Uważaliśmy, że Łukasz jest bardzo dobrym dyrektorem sportowym i kimś, kto potencjalnie mógłby wzmocnić nasz dział piłkarski.
Jest jednak jeden dość istotny szczegół, który w tej historii wygodnie przemilczano. Nasza propozycja padła kilka tygodni po tym, jak zostaliśmy poinformowani, że Łukasz odszedł z Jagiellonii (ogłoszono to 29 maja 2026). Jego ludzie poinformowali nas, że jego negocjacje z Robertem i Widzewem się rozpadły, że jest dostępny i że jest zainteresowany rozmową o innej możliwości w naszym klubie (połowa czerwca 2026). Złożyliśmy mu więc poważną, bardzo mocną pisemną propozycję. Ta propozycja nie została przyjęta. Możliwe, że pomogła mu i została wykorzystana jako dodatkowa karta przetargowa w negocjacjach z Widzewem. Jeśli tak, to gratulacje. To się zdarza codziennie w piłce nożnej i w biznesie. Nie mam żadnych złych odczuć z powodu bycia wykorzystanym.
Proszę tylko, żeby teraz nie przepisywać historii na nowo w celu stworzenia jakiejś heroicznej narracji, która po prostu nie odpowiada temu, co się wydarzyło.
Fakt nr 2: Oczywiście, że rozmawiam bezpośrednio z ludźmi, kiedy rozważam ich zatrudnienie. Przeprowadzam rozmowy kwalifikacyjne. Rekrutuję ludzi. Buduję firmy i organizacje. Nie mam absolutnie żadnego problemu z tym, żeby ktoś kontaktował się ze mną w sposób profesjonalny. To nie ma nic wspólnego z tym, co się tutaj wydarzyło.
Jego pierwsza wiadomość do mnie nie zaczęła się od profesjonalnej rozmowy. Zaczął od stwierdzenia: „mam wiele do powiedzenia”. Kim właściwie jesteś, żeby mówić prezesowi i właścicielowi innego klubu piłkarskiego, ile mu wolno powiedzieć? Nie pozwolę nikomu mówić do mnie w ten sposób!
Jeśli Widzew ma zastrzeżenia dotyczące transakcji między dwoma klubami, taka rozmowa powinna toczyć się przede wszystkim między właścicielami i władzami tych organizacji.
Jego właściciel i szef skontaktował się ze mną już kilka godzin wcześniej. Odpowiedziałem mu prywatnie.
On sam formalnie nie zaczął jeszcze nawet pracy, a uznał, że to jego miejsce, żeby wysłać mi obraźliwy wykład o mnie, moim klubie, moich ludziach, honorze, lojalności i o tym, gdzie Pogoń rzekomo będzie za dwa lata. To zupełnie inna sytuacja.
Fakt nr 3: Teraz słyszę, jak dziennikarze i Łukasz mówią o „usuniętej” części wiadomości. Wspaniale. Niech ją opublikują. On ją wysłał. Widocznie wierzy, że coś udowadnia. Więc czemu nie opublikować całości?
Czy może dlatego, że cała rozmowa rodzi kolejne pytanie? Czy usunięty zrzut ekranu był zapisem rozmów dotyczących negocjacji i rekrutacji Darka dla Widzewa, prowadzonych na kilka tygodni przed tym, jak miał formalnie zacząć pracę w Widzewie, podczas gdy wciąż był oficjalnie zatrudniony w Jagiellonii?
Skoro w tamtym czasie wciąż pracował dla Jagiellonii, to dlaczego, nawiasem mówiąc, nie próbował zwerbować Darka dla Jagiellonii?
Czy przyszło mu do głowy, że powodem, dla którego nie opublikowałem wszystkiego, nie było to, że nie miałem nic więcej do pokazania, ale to, że rozmowa dotyczyła osoby trzeciej, i że zdecydowałem się nie ujawniać prywatnych rozmów, które mogłyby stworzyć poważne problemy dla niego i dla Jagiellonii?
Może zamiast zastanawiać się, czemu nie opublikowałem więcej, powinien zadać sobie pytanie, czemu w ogóle wykazałem powściągliwość.
Bo gdybym był kibicem, działaczem czy właścicielem Jagiellonii i dowiedziałbym się, że osoba wciąż formalnie zatrudniona w moim klubie już prowadzi rozmowy i rekrutuje zawodnika dla swojego przyszłego pracodawcy, na kilka tygodni przed formalnym odejściem, miałbym bardzo poważne pytania.
Nie można jednocześnie narzekać, że coś nie zostało opublikowane, a samemu odmawiać podania kontekstu. Jeśli wierzysz, że pełna rozmowa potwierdza twoją wersję, opublikuj ją w całości.
Fakt nr 4: Oczekiwałem znacznie więcej dojrzałości i pokory zarówno od Roberta, Łukasza, jak i od Widzewa! Pochodzę z biednej rodziny. W życiu, biznesie i piłce spotkałem wielu ludzi o nadmiernym poczuciu przywileju, ale brak pokory i reakcja na ten transfer osiągnęły nadzwyczajny poziom.
Przegrali walkę o podpisanie wolnego zawodnika. Tyle! Nikt nie ukradł wam kontraktowego zawodnika. Nikt nie wtargnął na wasz obiekt treningowy. Nikt nie wysłał dronów, żeby filmować wasze treningi. Nikt nikogo nie porwał. Wolny zawodnik wysłuchał dwóch propozycji i wybrał Pogoń Szczecin. Przebolejcie to.
Transfery upadają każdego tygodnia. Zobaczcie, co właśnie stało się z Mo Salahem i Trabzonsporem! W tym okienku Pogoń straciła dwóch zawodników, których próbowaliśmy podpisać. Nie widzieliście, żebym organizował wywiady telewizyjne, atakował klub, który wygrał, domagał się zwrotu kosztów przelotów, badań medycznych i hoteli, czy podważał czyjś honor. Przyjęliśmy to, bo jesteśmy dorosłymi ludźmi działającymi w profesjonalnej piłce nożnej.
Ta sprawa powinna się zakończyć wiele tygodni temu. A jednak Widzew wciąż na nowo ją wskrzesza, jakby utrata jednego wolnego zawodnika była narodową tragedią.
Granica między pasją a niemożnością zaakceptowania porażki jest bardzo tonka. W pewnym momencie trzeba po prostu wykazać odrobinę pokory, zaakceptować, że w tych konkretnych negocjacjach wygrał inny klub, i iść dalej.
I na koniec, Łukasz rzucił wyzwanie dotyczące tego, gdzie za dwa lata będą Widzew i Pogoń. Już je przyjąłem.
Ale może, zamiast przewidywać, gdzie za 24 miesiące będzie Pogoń Szczecin, Łukasz powinien postawić inny zakład: czy sam Łukasz Masłowski za 24 miesiące wciąż będzie zatrudniony w Widzewie Łódź? To mogłoby być ciekawsze wyzwanie.
Z mojej perspektywy ten rozdział jest zamknięty. Lepiej dla Pogoni, lepiej dla Widzewa, lepiej dla kibiców obu klubów i lepiej dla Ekstraklasy będzie, jeśli wszyscy pójdą dalej. Jesteśmy konkurentami. Czasem się wygrywa, czasem się przegrywa. Zachowujcie się jak profesjonaliści. Zaakceptujcie wynik. Dorośnijcie i idźcie dalej.

* Komentarze w serwisie www.PogonSportNet.pl zamieszczane przez jego użytkowników są ich prywatną opinią. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeśli jednak administratorzy dostrzegą naruszanie dóbr osobistych, zmuszeni będą do usunięcia komentarza, a w przypadku powtarzania się sytuacji, zablokowania konta użytkownika.
Komentarze (36)
kranzmann1982
Hajcior
rusnak
El Profesor
Kan Tesler
1962
marcinnn
ingin
kecajtablet@gmail.com
Landsberg
marcinnn
lero
lero
rusnak
El Profesor
Kan Tesler
1962
Parzynias
wojtek079
jotelbe
seba1
Kingbruslikaratemiszcz
Hieronim
1962
Pogodniak
1962
Swarożyc
pojke
pawel
kęsik
Luke2000
kibol
Bzyku
marcinnn
lestarg
James