Kellyn Acosta był gościem podcastu “Vamos”, który prowadzi Herculez Gómez. Pomocnik Pogoni Szczecin i były reprezentant USA opowiedział o kulisach przeprowadzki do Szczecina, presji walki o utrzymanie, różnicach między ekstraklasą a MLS oraz o najtrudniejszych chwilach w reprezentacji.
Acosta przez prawie całą karierę grał w MLS: w FC Dallas, Colorado Rapids, LAFC i Chicago Fire. W styczniu, w wieku 30 lat, przeniósł się do Pogoni.
“Czasem trzeba zaryzykować”
Amerykanin przyznał, że chciał spróbować czegoś nowego i przekonać się, jak wygląda piłka w Europie.
- Spakowałem się, przeprowadziłem do Polski i szczerze mówiąc, to była świetna zmiana. Bardzo pozytywnie się zaskoczyłem i naprawdę sprawia mi to dużą frajdę - mówił Acosta.
Temat transferu przedstawił mu agent. Zanim podjął decyzję, rozmawiał z byłymi kolegami z drużyny pochodzącymi z Polski, z władzami klubu i z trenerem.
- Po kilku takich dyskusjach uznałem: “Wiesz co? Spróbujmy”. To była ciekawa okazja, coś zupełnie nowego. Zdecydowanie duża zmiana życiowa, ale czasem w życiu trzeba po prostu zaryzykować i wykonać ten skok - opowiadał.
Rozpoznawany na ulicach Szczecina
Początki nie były łatwe, bo Acosta trafił do drużyny w trakcie sezonu, prosto z przerwy między rozgrywkami w MLS. Szybko jednak poczuł się w Szczecinie swobodnie.
- Koledzy z drużyny, sztab i wszyscy w klubie przyjęli mnie niezwykle ciepło. Samo miasto też jest wspaniałe. Nawet tuż po przylocie ludzie na ulicy od razu mnie rozpoznawali i prosili o zdjęcia, więc od razu poczułem się jak w domu - mówił.
Najtrudniejsza jest dla niego rozłąka z rodziną, która została w Stanach Zjednoczonych. Z powodu siedmiogodzinnej różnicy czasu na rozmowę z synem przed jego wyjściem do szkoły ma tylko około 20 minut.
- Brak rodziny na miejscu to dla mnie najtrudniejsza część tej zmiany. Gdy oni kończą pracę czy szkołę, u mnie jest już 22:00 lub 23:00 - przyznał.
Ekstraklasa jak eliminacje w strefie CONCACAF
Acosta porównał ekstraklasę do meczów reprezentacji w strefie CONCACAF, które słyną z twardej walki.
Mecze są bardzo trudne. Musiałem się szybko zaadaptować, bo zderzyłem się z elementem, którego nie znałem z MLS: ze spadkiem i awansem. Odczucie walki o przetrwanie, gdzie każdy mecz i każdy detal ma znaczenie, to coś zupełnie innego. Dochodzą do tego głęboko zakorzenione od lat rywalizacje klubowe - mówił. - Dla obserwatora z zewnątrz te mecze może nie zawsze są najpiękniejsze, ale jako gracz walczysz i gryziesz trawę. To bardzo fizyczna liga: stałe fragmenty, długie piłki, drugie piłki, szybkie przejścia z obrony do ataku - dodał.
Jego zdaniem w MLS o wynikach częściej decydują indywidualne umiejętności gwiazd, a w Polsce do zwycięstwa potrzebny jest zorganizowany wysiłek całego zespołu. Zaskoczyło go też, jak często mecze rozstrzygają się w doliczonym czasie gry.
“Po porażce lepiej zostać w domu”
Najwięcej miejsca Acosta poświęcił presji, z którą zetknął się w Pogoni w trakcie walki o utrzymanie w poprzednim sezonie.
- To ciągła kolejka górska. Kiedy na początku roku, w lutym, zremisowaliśmy i przegraliśmy mecz, ludzie wpadali w panikę i krzyczeli: “O nie, spadniemy!”, mimo że do końca zostało jeszcze 12 meczów - wspominał. - Po przegranej masz wrażenie, że to nie jest najlepszy dzień na spacer po mieście i lepiej zaszyć się w domu. Nikt ci niczego złego nie robi, ale sam czujesz poczucie winy, że zawiodłeś miasto i musisz to jak najszybciej naprawić.
Amerykanin przyznał, że na początku nie rozumiał wagi każdego meczu. Pomogli mu koledzy z drużyny.
- Wszyscy wiedzieli, że spadek oznacza ogromne kłopoty dla klubu. Mówimy tu nie tylko o piłkarzach, ale o około 300 pracownikach klubu, którzy mogliby stracić pracę. Na początku byłem nieco naiwny. Po porażce myślałem: “Spokojnie, mamy jeszcze 12 meczów”. Ale w rzeczywistości o utrzymaniu decydowały jeden czy dwa mecze, sprawa ważyła się do przedostatniej kolejki - mówił.
Dla porównania w MLS sezon dzieli się na rundę zasadniczą i play-offy. - Łatwiej przełknąć stratę punktów, bo wiesz, że przed tobą jeszcze wiele spotkań - tłumaczył.
Presja mediów
Acosta przyznał, że krytyka mediów w USA kiedyś go denerwowała, ale nauczył się ją akceptować. - Po przyjeździe do Europy widzę, że to, co spotykało mnie w USA, to nic w porównaniu z tutejszą presją! - zauważył.
Odniósł się też do łatki “ligowca z MLS”, którą przypinali mu kibice reprezentacji. - Uważam, że potraktowano mnie dość niesprawiedliwie. Miałem w reprezentacji lepsze i gorsze mecze, ale osiągnąłem z kadrą bardzo dużo: wygrałem trofea i zagrałem na mistrzostwach świata - mówił.
Trynidad i mundial w Katarze
Pomocnik wrócił do najtrudniejszego momentu w swojej karierze: porażki z Trynidadem i Tobago w 2017 roku, po której USA nie awansowały na mundial w Rosji.
- Gdy wybrzmiał ostatni gwizdek, wszystko zamarło. Zapanowała absolutna, wręcz upiorna cisza, jak w horrorze. Nikt nie mógł w to uwierzyć. Byliśmy tak blisko spełnienia marzeń, a wszystko prysło po jednym meczu - wspominał.
Najpiękniejszym przeżyciem był z kolei mundial w Katarze w 2022 roku. - Rozejrzałem się po trybunach i pomyślałem: “Mój Boże, to dzieje się naprawdę. To nie są mecze w parku za moim domem w Teksasie, tylko spełnienie moich dziecięcych marzeń” - opowiadał.
W rozmowie Acosta bronił też Christiana Pulisica przed zarzutami o brak zaangażowania w reprezentacji, chwalił Giovanniego Reynę i wspominał zdobycie MLS Cup z LAFC w 2022 roku, gdzie grał u boku Carlosa Veli, Garetha Bale’a i Giorgio Chielliniego.
Pierogi? “Naprawdę mi smakują”
Na koniec padło pytanie o polską kuchnię. - Pierogi są naprawdę dobre! Choć z tego co widzę, Polacy nie jedzą ich codziennie, raczej traktują jako comfort food. Każdy mnie o nie pyta, ale naprawdę mi smakują! - przyznał Acosta.

* Komentarze w serwisie www.PogonSportNet.pl zamieszczane przez jego użytkowników są ich prywatną opinią. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeśli jednak administratorzy dostrzegą naruszanie dóbr osobistych, zmuszeni będą do usunięcia komentarza, a w przypadku powtarzania się sytuacji, zablokowania konta użytkownika.
Komentarze (1)
Romano69