Patryk Dziczek dołączył wreszcie do treningów Pogoni Szczecin. W pierwszej dłuższej rozmowie nowy pomocnik Portowców opowiada o aklimatyzacji w zespole, pierwszych wrażeniach z pracy pod wodzą Óscara Garcíi, sobotnim sparingu z Dynamem Berlin oraz o kulisach transferu, który udało się utrzymać w tajemnicy. Rozmawiał Dominik Markiewicz.
Trzeba było czekać pół roku, ale w końcu jesteś w Szczecinie. Na dodatek wszedłeś w treningi z jednodniowym opóźnieniem, bo doszło do nieoczekiwanej zmiany trenera. Masz już za sobą kilka jednostek — jak podsumujesz te pierwsze dni i aklimatyzację w nowej drużynie?
- Aklimatyzacja przebiega bardzo dobrze i całkiem szybko. Kontakt z chłopakami z szatni złapałem od razu — każdy po przyjściu pytał, jak się czuję, więc nie miałem problemu, żeby z nimi rozmawiać i dopytywać, jak to wszystko tutaj funkcjonuje. Szatnia naprawdę od razu wyciągnęła do mnie ręce.
Jeśli chodzi o treningi, to chyba dopiero trzecia jednostka przy nowym trenerze. Byłem tu już w czwartek i piątek, w sobotę zaczęliśmy testy, niedziela była wolna, a w poniedziałek przyszła informacja o zmianie trenera i przesunięciu zajęć na wtorek. Potem wtorek, środa — dwie jednostki, więc zaczęliśmy dość mocno. Dziś obciążenie jest już trochę mniejsze, bo jutro czeka nas pierwszy sparing. Na pewno jest intensywnie i myślę, że trenerzy będą nam jeszcze dawać w kość, bo to okres przygotowawczy i trzeba ciężko pracować. Mam nadzieję, że efekty pokażemy w lidze. Mamy jeszcze trochę czasu, żeby się przygotować.
O nowym trenerze mówi się, że poznał wielki futbol — na konferencji powitalnej wspominał, że rozwijał takich zawodników jak Upamecano czy Ekitike. Masz już jakieś własne spostrzeżenia? Widzisz różnicę względem pracy w Gliwicach?
- To dopiero nasz trzeci trening na boisku, więc trudno wyciągać wnioski. Myślę, że trener na razie obserwuje i analizuje zawodników z boku, a kiedy będzie miał konkretne wskazówki, to podejdzie i porozmawia. Dziś mieliśmy małe rozegranie od tyłu i wtedy zwracał uwagę przede wszystkim na obrońców — środkowych oraz bocznych: jak mają się poruszać, jak przesuwać, jak pokazywać się do gry i co robić, kiedy napastnik rywala ich atakuje. Wszystko jest jeszcze przed nami, więc na ten moment nie chciałbym wybiegać za bardzo do przodu.
W sobotę sparing z Dynamem Berlin. Dla piłkarza to dobrze, że już po tygodniu treningów jest okazja do gry, czy wolałbyś najpierw dłużej zgrać się z kolegami, a dopiero potem wejść w warunki meczowe?
- Mamy za sobą zaledwie trzy treningi z drużyną, a ja jestem nowym zawodnikiem, więc trochę czasu będę potrzebował. Mam nadzieję, że to przyjdzie jak najszybciej i że do pierwszego meczu będę już wiedział, jak mam się zachowywać, jak grać i czego trener ode mnie wymaga. Dla piłkarza najlepsze jest granie, a sparingi są właśnie po to, żeby później wyciągać wnioski. Po każdym z nich będzie analiza — zobaczymy, co możemy poprawić, a co było dobre. To ważne, żeby je rozgrywać, bo można się jeszcze uczyć na błędach. W meczu ligowym limit błędów musi już być jak najmniejszy, żeby nie stracić głupio piłki czy bramki.
A sparingi macie mocne — teraz Dynamo Berlin, ale w lipcu na zgrupowaniu w Austrii czekają już Sturm Graz i Fenerbahçe.
- I bardzo dobrze, można się tylko cieszyć, że takie mecze zostały dla nas zorganizowane. Jak się sprawdzać, to z najlepszymi — zobaczyć, jak naprawdę wyglądamy na tle drużyn, które grają o coś poważnego. Ale na razie skupmy się na jutrzejszym spotkaniu i na pracy. Rywali z obozu zaczniemy analizować dopiero na miejscu. Teraz jest czas, żeby jutro dobrze się zaprezentować, wybiegać ten mecz, zagrać na dużej intensywności i realizować to, co narzuci nam sztab.
Cofnijmy się o pół roku. Podpisujesz kontrakt z Pogonią, a wcześniej nie było nawet półplotki, że możesz tu trafić. Jak to wyglądało z twojej perspektywy? Kiedy pojawił się pierwszy kontakt ze Szczecina i kto najmocniej zabiegał o twoje przyjście?
- Rozmawialiśmy o tym z menedżerami. Miałem też rozmowę z trenerem Thomasbergiem, bo to on prowadził wtedy zespół, a z dyrektorem połączyliśmy się na wideorozmowie. Przedstawili mi, jak widzą mnie w klubie i jak budowany jest projekt w Szczecinie. Po tych rozmowach zdecydowałem, że to czas, żeby coś w życiu zmienić. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy działo się to przed świętami, czy po — prawdopodobnie już po nich i po rundzie ligowej.
Na testy do Szczecina przyjechałem chyba dwa, trzy dni przed wznowieniem treningów z Piastem. Wszystko było dobrze zatajone, nie było żadnych pogłosek — i chyba o to nam chodziło, żeby temat wyszedł dopiero po testach i podpisaniu kontraktu. Następnego dnia po podpisaniu wracałem już do Gliwic na trening. Tak naprawdę o tym, że zmieniam klub, wiedziałem jakiś tydzień, dwa przed ogłoszeniem.
Muszę o to zapytać. Te „gierki" z Piastem — jak to było odbierane w Gliwicach? Czy to była twoja i menedżera strategia: słynne zdjęcie żony z paprykarzem na Instagramie albo wizyta u boku właściciela Pogoni Alexa Haditaghiego w loży podczas meczu w Zabrzu?
- Nie, to można tak odebrać, ale ja widzę to inaczej. Wiadomo, że tym zdjęciem z żoną trochę podpaliliśmy Instagram, ale wynikało to bardziej z tego, że w Gliwicach chodziły różne pogłoski, jakobym był już „głową w Szczecinie". To była więc lekka szpileczka.
Zawsze powtarzam, że Piast wyciągnął do mnie rękę, gdy wracałem z Włoch po perypetiach zdrowotnych. Dlatego zostawiłem decyzję klubom: jeśli się dogadają, w styczniu przechodzę do Szczecina; jeśli nie — zostawiam serce i gram dla Piasta. Tym bardziej że byliśmy w trudnej sytuacji i o utrzymanie walczyliśmy do ostatniego meczu. Nie byłbym sobą, gdybym olał klub, który mi pomógł — to działało w dwie strony, ja też coś dla Piasta zrobiłem. Z szacunku do klubu i do chłopaków, z którymi spędziłem w szatni cztery lata, nie mógłbym potem patrzeć w lustro, gdybym odpuścił, tłumacząc się kontuzją czy niechęcią do treningu.
To była więc kwestia dogadania się Piasta z Pogonią — do czego nie doszło. Rozmawiałem też z trenerem Myśliwcem o tym, jak obaj to widzimy, jeśli zostanę: że daję z siebie maksa i nie będę robił złej roboty w drużynie, bo zależało mi, żeby Piast się utrzymał. Kiedy już wiedziałem, że zostaję, podszedłem do tego profesjonalnie — zawsze tak robiłem i zawsze walczyłem za ten klub. Cieszę się, że udało się utrzymać w Ekstraklasie. A te małe szpileczki kierowałem do osób, które mówiły, że odpuszczę i nie będę się starał. Było dokładnie odwrotnie.
Jako defensywny pomocnik kiedy oceniasz swój występ jako bardzo dobry — gdy drużyna zagra na zero z tyłu, czy raczej po indywidualnych liczbach, jak asysta czy bramka? Na co patrzysz najbardziej?
- Różnie można na to spojrzeć, bo defensywny pomocnik jest od tego, żeby dobrze rozgrywać i dobrze bronić — a wiele zależy od tego, jak podchodzi do ciebie rywal. Jeśli przez cały mecz jesteś kryty, ale robisz miejsce koledze z drużyny, to automatycznie może stworzyć się jakaś sytuacja. Liczby pomagają, żeby oceny były wyższe, ale jeśli zrobisz coś innego i kolega dzięki temu zdobędzie gola, to też jest ważne. Defensywny pomocnik jest rozliczany z tego, jak rozgrywa, jak odbiera piłki i jakie sytuacje kreuje.
Dla mnie zawsze najważniejsze było dobro drużyny i to, żeby wygrywać. W piłce zdarzają się błędy, ale trzeba o nich jak najszybciej zapomnieć, grać swoje i mieć pewność siebie na boisku. Chciałbym być zawodnikiem, który daje drużynie spokój, a jednocześnie jest jej ważnym ogniwem. O to trzeba teraz powalczyć w okresie przygotowawczym — żeby wywalczyć sobie miejsce w pierwszej jedenastce.
Pierwszy ligowy mecz zagracie przy pełnych trybunach z Legią Warszawa, z której trafił do was Jean-Pierre Nsame. Były już jakieś żarty, że podpowie wam, jak sobie z Legią poradzić?
- Myślę, że każdy, kto ogląda Ekstraklasę, zdaje sobie sprawę, jak Legia gra od czasu przyjścia trenera Marka Papszuna — bardziej defensywnie i prostą piłką. Ale na analizę rywala przyjdzie jeszcze czas. Teraz najważniejsze jest to, żebyśmy my, nowi zawodnicy, jak najszybciej się zaaklimatyzowali i żeby drużyna zaczęła się zgrywać — bo jest nas kilku nowych, jak ja czy Nsame, i chcemy jak najszybciej pomóc zespołowi. Legię zaczniemy rozkładać na czynniki pierwsze bliżej meczu, jakiś tydzień przed — od tego jest trener i jego sztab. Na razie trzeba się skupić na sobie i na pracy.

* Komentarze w serwisie www.PogonSportNet.pl zamieszczane przez jego użytkowników są ich prywatną opinią. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeśli jednak administratorzy dostrzegą naruszanie dóbr osobistych, zmuszeni będą do usunięcia komentarza, a w przypadku powtarzania się sytuacji, zablokowania konta użytkownika.
Komentarze (10)
GBF
czolq
Landsberg
darecki73
darecki73
Landsberg
andrzej123x
Landsberg
Spokojny
Sympatyk-klubu