Coraz bliżej charytatywnego meczu Pogoni Szczecin z włoskim Udinese Calcio, który 26 września o godzinie 18:00 na Stadionie im. Floriana Krygiera ma pomóc Robertowi Dymkowskiemu, zmagającemu się z ciężką, postępującą chorobą. O kulisach organizacji tego wydarzenia, wsparciu ze strony klubów Ekstraklasy i PZPN, a także o roli Kosty Runjaicia w sprowadzeniu włoskiego rywala do Szczecina, opowiedział Jarosław Mroczek, były prezes Pogoni Szczecin, mocno zaangażowany w całą akcję pomocową. Rozmowę poprowadził Dominik Markiewicz.
O spełnieniu marzenia Roberta i budowie domu dla jego rodziny:
- O tym normalnie się nie mówi, ale zrobimy dla nich różne rzeczy. Czy im się to należy? Po prostu tak - tyle, ile Robert dał Szczecinowi, kibicom i wszystkim ludziom, że obojętnie co zrobimy, i tak mu się nie odwdzięczymy.
- Jego marzenie, które w pewnym momencie wybrzmiało, to była rzucona myśl: "Jakby to było fajnie, gdybym jeszcze mógł zagrać tam przez 5 minut". My to marzenie po prostu podchwyciliśmy - ma wiernych kibiców nie tylko w Szczecinie, więc powiedzieliśmy sobie: spróbujemy.
- To dosyć złożona sprawa. Najpierw zbilansowaliśmy się, jeśli chodzi o środki, i zweryfikowaliśmy, na co nas stać. Sporą część kosztów pokrywają oni z własnych pieniędzy, wydają tam dosłownie każdy grosz. Gdy ta idea zaczęła żyć własnym życiem, sam Robert również zaczął o nią mocno walczyć, bo ten pomysł niezwykle go wzmacnia.
- Najpierw trzeba było pozyskać działkę - blisko Szczecina, żeby w razie potrzeby szybkiej pomocy można było łatwo dojechać. Udało się to zrobić, a jeden ze szczecińskich deweloperów, pan Marcin, zaproponował wyjątkowo dobrą cenę. Obniżył ją względem rynkowej i sprzedał grunt poniżej swoich kosztów zakupu - to był pierwszy, najważniejszy krok.
- Rozmawialiśmy potem, jaki ten dom musi być - stosunkowo tani, ale musi powstać szybko. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na dom składany, co przyspieszy budowę. Nie będzie porażał wielkością, bo nie mamy na to aż tylu środków, ale to będzie parterowy domek, odpowiednio zaplanowany, żeby rodzina się w nim zmieściła i poprawiła swoje warunki.
- Obecnie mają maleńkie mieszkanie na dziewiątym piętrze, co właściwie wykluczało możliwość swobodnego przemieszczania się Roberta - stamtąd mógł być zabrany jedynie od wielkiego święta, i to przy pomocy innych osób.
- Szczecińska firma budowlana zdecydowała się zbudować ten dom i stworzyć do tego specjalne warunki - chodzi nie tylko o szybkie projektowanie, ale też o zmiany konstrukcyjne potrzebne przy funkcjonowaniu Roberta w tym domu. Firma obniżyła cenę, umowa jest już podpisana, a teraz toczy się proces uzyskiwania pozwolenia na budowę.
- W przedsięwzięcie zaangażowana jest już spora grupa ludzi. Stowarzyszenie kibiców przygotowuje obecnie działkę do budowy - postawili już ogrodzenie i wykarczowali teren, który był bardzo mocno zarośnięty. Myślę, że gdy tylko firma wejdzie na budowę, prace potoczą się jeszcze szybciej.
O stanie zdrowia Roberta Dymkowskiego:
- To jest bardzo ciężka choroba. Robert wielokrotnie o tym pisał i mówił, jak to dokładnie wygląda. Ja nie chcę opowiadać o tym ze szczegółami, bo nie jestem specjalistą - w tej kwestii powinien wypowiadać się lekarz. Jest to niestety choroba, która zawsze kończy się w jeden sposób.
- Dzisiaj medycyna na tyle się posunęła - i liczymy, że będzie się szybko zmieniać - że może wkrótce naukowcy opracują coś lepszego niż to, co jest dziś do dyspozycji. Na razie są tylko lekarstwa minimalnie spowalniające ten proces, ale one istnieją, i Robert je przyjmuje.
- Choroba jest już w takim stadium, że Robert nie porusza się samodzielnie i właściwie nie wykonuje żadnych czynności. Rozmawia jednak, można się z nim porozumieć. Pod względem umysłowym przy tej chorobie jest się absolutnie w pełni sprawnym - i to jest bardzo dobra informacja, jeśli w tej sytuacji można dostrzec cokolwiek pozytywnego.
- To dla żony, dla rodziny, dla synów niezwykle trudny czas. Trzeba się nim opiekować właściwie jak małym dzieckiem. Ale to są wspaniali ludzie - rzadko widziałem u rodziny tak wielkiego serca.
O grupie wsparcia i zaangażowaniu Pogoni Szczecin:
- Nasza grupa pomocowa jest niewielka. Są to dwie osoby ze Stowarzyszenia Kibiców Pogoni Szczecin "Portowcy" - prezes Maciej Kasprzyk i Filip Strzeboński. Jest Maciek Stolarczyk, jest Piotr Kołacki i jest Daniel Trzepacz, który załatwia dla nas całą stronę marketingową, prasową i medialną, i jest tutaj niezwykle aktywny.
- Wielkim pomocnikiem w całej akcji jest też sama Pogoń Szczecin. To trzeba wyraźnie podkreślić, szczególnie przy tym meczu charytatywnym, który nie mógłby się odbyć bez pełnej akceptacji ze strony właściciela klubu. Spodziewaliśmy się długich rozmów o tym, czy w ogóle można takie wydarzenie zorganizować, tymczasem to raczej propozycje wyszły bezpośrednio od pana Alexa Haditaghiego niż od nas. Powiedział po prostu, że nie ma żadnej dyskusji - trzeba Robertowi pomóc i przeznaczyć pieniądze z tego meczu, żeby miał zapewniony byt na dłuższy czas. Chciałbym mocno podkreślić to wsparcie z jakim spotkaliśmy się z jego strony. Jedność całego środowiska w tym temacie robi ogromne wrażenie.
O solidarności klubów Ekstraklasy i PZPN:
- To nie jest tylko kwestia budowy domu. To stała rehabilitacja, pomoc w domu, ogromna ilość lekarstw i wciąż nowe koszty specjalistycznego sprzętu. Pokój, w którym przebywa Robert, wygląda trochę jak w szpitalu.
- Przed szereg wysforował się Widzew Łódź - a właściwie jego właściciel, pan Robert Dobrzycki, który z własnych środków, poprzez fundację swojej żony, przeznaczył 65 tysięcy złotych na pomoc. To bardzo szlachetny gest, a i kibice Widzewa zachowali się w tej sytuacji bardzo przyzwoicie.
- Chcieliśmy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - pomóc Robertowi finansowo, namawiając kluby Ekstraklasy do wsparcia, ale też pokazać, że piłkarska brać w dramatycznych sytuacjach potrafi być jednością. Od każdego klubu chodziło o kwotę 16 600 złotych. Dzwoniłem do każdego prezesa osobiście i te rozmowy trwały po kilka minut - odpowiedź brzmiała: "Oczywiście, że tak, nie ma o czym dyskutować".
- Był taki moment, że zadzwoniłem do klubów, które jeszcze nie przesłały środków, i powiedziałem, że zaraz opublikuję listę, kto wpłacił, a kto jeszcze nie. To niesamowicie zmobilizowało. Z panem Płatkiem, właścicielem Cracovii, rozmawiałem nawet przez telefon do Stanów Zjednoczonych - odpowiedział od razu, że nie ma dyskusji, oczywiście pomogą.
- Nie wszystkie kluby ostatecznie wpłaciły pieniądze, ale nie chcę ich tutaj wymieniać z nazwy. Część miała po prostu obiektywnie duże problemy proceduralne - dotyczyło to zwłaszcza klubów, których właścicielami są gminy i miasta, gdzie przekazanie środków to skomplikowany proces urzędowy. Z nimi umówiliśmy się inaczej - zadeklarowały wsparcie poprzez sprzedaż gadżetów. Tylko jeden klub wykazał kompletny brak reakcji, ale nie będę wymieniał jego nazwy.
- Bardzo przyzwoicie zachowały się władze Ekstraklasy i sam PZPN. Prezes Ekstraklasy S.A. Marcin Animucki nie miał najmniejszych wątpliwości i sam przygotował oficjalne pismo do wszystkich prezesów klubów. Zadzwoniłem też bezpośrednio do prezesa PZPN Cezarego Kuleszy - negocjacje trwały bardzo krótko, a związek wpłacił kwotę ponad 30 tysięcy złotych.
- Pierwszym klubem, który zareagował, był Lech Poznań, bo przewodniczącym Rady Nadzorczej Ekstraklasy jest obecnie prezes Lecha, Karol Klimczak. Nasza rozmowa w Poznaniu trwała dosłownie chwilę - wszystko było od razu uzgodnione, a razem zadzwoniliśmy do prezesa Animuckiego, żeby błyskawicznie dogadać techniczne szczegóły.
- Zależy nam na tym, żeby 26 września stadion pękał w szwach - nie tylko ze względu na pieniądze z biletów, ale żeby swoją obecnością dać Robertowi wyraz wsparcia. Mam z nim regularny kontakt i widzę, jak budująco działają na niego informacje, że kibice się interesują. Gdy mówiłem mu, że możemy zorganizować, żeby oglądał mecz leżąc w domu, odpowiedział: "Chyba żartujesz! Pojadę na stadion i będę tam osobiście. Chyba że 26 września spadnie śnieg - tylko wtedy mnie tam zabraknie".
O kulisach meczu z Udinese Calcio i roli Kosty Runjaicia:
- Przyjeżdża do nas włoskie Udinese Calcio - dziś klub wagi ciężkiej w Europie, marka pnąca się w górę. A dzięki komu to się stało? Dzięki Koscie Runjaiciowi, który na dobre zaczynał u nas, w Pogoni. Wyciągnęliśmy go z Niemiec, kiedy nie miał pracy, a on zaczął od podstaw zmieniać nie tylko drużynę, ale i cały klub. Był ewidentnie jednym z najlepszych trenerów w historii Pogoni Szczecin.
- Awansowaliśmy wtedy do Ekstraklasy, byliśmy szczęśliwi, ale drużyna potrzebowała mocnego pchnięcia jakościowego. Kosta tę pracę wykonał perfekcyjnie - zespół zyskał charakterystyczny styl gry, który przyciągał ludzi na trybuny, a dziś komplet blisko 20 tysięcy kibiców to w Szczecinie norma.
- Próbowałem się z nim skontaktować przez kilka dni, aż w końcu zadzwonił do mnie w środku nocy. Nie dał mi nawet dokończyć zdania - od razu powiedział, że to genialny pomysł, bo akurat wypada przerwa na mecze reprezentacyjne, więc i tak musieliby rozegrać wartościowy sparing. Zapowiedział, że idzie rozmawiać z zarządem Udinese, zaznaczając, że klub na pewno będzie chciał, byśmy pokryli koszty logistyczne i przyjazd drużyny.
- Koszty są gigantyczne - sam czarter samolotu w obie strony to około 400 tysięcy złotych, do tego dochodzą hotele, wyżywienie i przejazdy dla całej delegacji. Sfinansujemy to bezpośrednio z wpływów ze sprzedaży biletów.
- Był taki nerwowy okres, gdy z Włoch długo nie przychodziła żadna wiadomość, bo w klubie trwało gorące okienko transferowe. Kosta zapewniał: "Powiedziałem ci, że ten mecz się odbędzie, zaufaj mi. Muszę wyczuć idealny moment, żeby oficjalnie przedstawić nasz projekt zarządowi". Skonsultowaliśmy to też z właścicielem Pogoni, panem Alexem Haditaghim, który dał nam zielone światło i radził się nie spieszyć.
- To nie będzie żaden sparing rezerw - Udinese przyjeżdża do Szczecina w swoim pełnym, najsilniejszym składzie. Przedstawiciele klubu otwarcie mówili, że cel charytatywny i pomoc dla Roberta były dla nich kluczowym argumentem, tym bardziej że w Udinese gra dziś Jakub Piotrowski, a wcześniej barwy tego klubu reprezentował Adam Buksa. Cała strona organizacyjna jest już dopięta, a między klubami podpisano oficjalną umowę.
- To niepowtarzalna okazja, żeby zobaczyć europejski futbol w najlepszym wydaniu. Dlatego jeszcze raz gorąco apeluję do wszystkich: przyjdźcie na stadion dla Roberta Dymkowskiego, dla Kosty Runjaicia, dla wspaniałych piłkarzy, których zobaczymy na murawie, i przede wszystkim dla naszej ukochanej Pogoni Szczecin.
------
Mecz charytatywny Pogoń Szczecin - Udinese Calcio odbędzie się 26 września o godzinie 18:00 na Stadionie im. Floriana Krygiera. Organizatorzy zapowiadają dodatkowe atrakcje, w tym licytacje pamiątek, a cały dochód z wydarzenia zostanie przeznaczony na pomoc Robertowi Dymkowskiemu.

* Komentarze w serwisie www.PogonSportNet.pl zamieszczane przez jego użytkowników są ich prywatną opinią. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeśli jednak administratorzy dostrzegą naruszanie dóbr osobistych, zmuszeni będą do usunięcia komentarza, a w przypadku powtarzania się sytuacji, zablokowania konta użytkownika.
Komentarze (5)
Czad
ZaWa
Grosik za trolla
Vmax
exKaliny