Aktualności

Emocje po wtorkowym odpadnięciu z Pucharu Polski wciąż są ogromne. W sieci ulało się mocno kibicom i trudno się temu dziwić. Wiele wskazuje na to, że obecny sezon jest najgorszym w najnowszej historii Pogoni Szczecin.


Sytuacja drużyny w lidze jest nam znana. Pogoń przez większą część rundy znajduje się w dolnej połówce stawki i gdy wydaje się, że przychodzi przełomowy moment, przychodzą kolejne porażki. Puchar Polski miał być odtrutką na ligową codzienność. Rozczarowanie tym, co wydarzyło się we wtorek jest więc ogromne. Na całą sytuację trzeba spojrzeć jednak znacznie szerzej, niż na 90 minut w meczu z Widzewem, czy w kilku wcześniejszych spotkaniach ligowych. Pogoń pod względem sportowym ma dużo problemów, które stworzyła sobie w dużej mierze sama.

Od błędu do błędu

Sfera sportowa Pogoni Szczecin przez cały rok jest całkowicie zaniedbana. Nie wiadomo, kto za nią odpowiada i trudno dziś wskazać nawet palcem, kto zawinił. Dlatego obrywa się właścicielowi i jego najbliższemu współpracownikowi. Po przyjściu do klubu Alexa Haditaghiego usłyszeliśmy, że pion sportowy w dalszym ciągu podlegać ma Dariuszowi Adamczukowi. Po niespełna dwóch miesiącach nastąpiła zmiana decyzji i Adamczukowi za współpracę podziękowano. Letnie okienko przygotowywali więc Haditaghi i Kesler, przy udziale swoich zaufanych ludzi. Do zimy miało się to zmienić, miał zostać zatrudniony dyrektor sportowy i miały powstać nowe struktury skautingowe. Do tej pory nic poza planami i informacjami z klubu o toczonych rozmowach z kandydatami nie ujrzało światła dziennego.

Z dzisiejszej perspektywy błędem wydają się też decyzje dotyczące Roberta Kolendowicza. Od samego początku sezonu 2025/2026 czuć było brak chemii w relacjach. Trudno uwierzyć, że wydarzyło się to z dnia na dzień. Jeśli chciano zmian na tym stanowisku, to trzeba było to zrobić po zakończeniu poprzedniego sezonu. Nowy szkoleniowiec miałby więcej czasu na pracę z drużyną, a także na dobór piłkarzy, którzy pasowaliby do preferowanej przez niego taktyki.

I tu dochodzimy do tego, co nie funkcjonuje w ostatnich tygodniach. Pogoń pod wodzą trenera Thomasberga ma grać w ustawieniu 4-4-2, ale obecna kadra drużyny nie daje odpowiedniej jakości na poszczególnych pozycjach i tego nie da się ukryć. Thomasberg na skrzydłach stawia na piłkarzy, którzy mieli stanowić o sile środka pola, czyli na Greenwooda i Przyborka. Temu drugiemu gra na skrzydle pomogła, żeby znów stać się ważną postacią w zespole na ten moment.

W ataku za to grają Kamil Grosicki i Rajmund Molnar. Kapitan Pogoni do tej pory był klasycznym skrzydłowym, a i młody piłkarz z Węgier do momentu transferu do Dumy Pomorza grywał na boku w słabszej lidze, niż Ekstraklasa.

W pojedynczych meczach takie wybory mogą dać wynik, jednak w dłuższym wymiarze czasu drużyna jest zwyczajnie słabsza. I tu dziś można wrzucić kamyczek do ogródka trenera Thomasa Thomasberga. Po dobrym wejściu do drużyny, nie reaguje na regres. Uparcie chce grać tymi samymi kartami, które w danej konfiguracji nie dają tyle, ile faktycznie by mogły.

Transfery bez jakości?

Latem Pogoń Szczecin była bardzo aktywna na rynku transferowym, kontraktowała piłkarzy, a liczba potencjalnych wzmocnień w plotkach medialnych przyprawiała już o mdłości. Dziś jednak trudno wskazać choćby jednego z grupy nowych piłkarzy, o którym moglibyśmy powiedzieć, że jest wzmocnieniem drużyny.

Nie ma też co wrzucać wszystkich do jednego worka z napisem "niewypał", bo Sam Greenwood czy Rajmund Molnar rokują pozytywnie, że przy odpowiedniej jakości drużyny i ustawieniu na innych pozycjach będą wartością dodaną, a następnie ważnymi postaciami. Benjamin Mendy grą w przegranym meczu w Katowicach też pokazał, że po przepracowaniu zimy z zespołem może być wzmocnieniem wbrew opiniom mediów z czasu, gdy trafiał do klubu. Jest też jednak grupa piłkarzy, którzy zawiedli, a dobre występy, czy wejścia z ławki, mieli raz czy dwa: to Mor Ndiaye, Marian Huja, Jose Pozo czy Paul Mukairu. Osobną kategorią jest Musa Juwara, który rozbudził nadzieje na początku swojej przygody z Pogonią, a następnie z meczu na mecz prezentował się gorzej. W spotkaniu z Widzewem przy wejściu na boisko liczyłem, że to może być zawodnik, który może odmienić oblicze meczu. Nie zauważyłem jednak ani jednego dobrego zagrania piłkarza, który miał swoją nieobliczalnością robić przewagę w trudnych momentach. Jeszcze inna kategoria to Jan Biegański, który moim prywatnym zdaniem zapracował na większą ilość szans do gry.

W moim odczuciu letnie okienko transferowe dziś trzeba uznać za nieudane. Przy takiej ilości ruchów kadrowych, nietrafione decyzje są czymś normalnym, ale tu ich ilość jest porażająca.

Komunikacja, balonik, nieśmiertelność

Dziś na wszystkie ostatnie wydarzenia wielu kibiców patrzyłoby inaczej, gdyby obecny sezon od początku nazywany był nowym otwarciem, możliwym sezonem przejściowym, czasem na przebudowę. Wypowiedzi Alexa Haditaghiego i osób z klubu były jednak inne, pozwalały kibicom marzyć o dużych rzeczach, które zadzieją się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Teraz wszystkie te wpisy i wypowiedzi są wytykane w social mediach.

Na nieszczęście Pogoni piłka nożna jest sportem zespołowym. Na wynik meczu świetnej drużyny może wpłynąć jedno słabsze ogniwo. "Garda pokory" jest tu zawsze bardzo mocno wskazana, bo buńczuczne wypowiedzi wracają jak bumerang, i to często ze zdwojoną siłą. Z jednej strony można cieszyć się, że w naszej piłce pojawiają się osoby barwne, o których można dyskutować, z którymi można się spierać, czy bić im brawo. Jednak wszystkie wydarzenia z ostatnich miesięcy dziś odwracają się przeciwko Pogoni.

Kim jesteśmy i dokąd zmierzamy?

Mój problem z Pogonią dzisiaj to brak tożsamości. Z drużyny, z którą można było się utożsamiać, został zlepek piłkarzy, którzy z pewnością chcą dla klubu dobrze, ale przebudowa jaka nastała latem, była zbyt dużym przedsięwzięciem, aby zespół nie stał się ich ofiarą. Nie można mówić, że Alex Haditaghi chce dla klubu źle, skoro w ciągu roku zainwestował w niego około 50 milionów złotych. Potrzeba jednak wyznaczenia drogi dla całej organizacji, jaką ma podążać. Wydaje się, że niezbędne jest otoczenie się szerszą grupą ludzi, która będzie odpowiadała za różne sfery działalności klubu. 

Kluczową jest oczywiście ta sportowa, bo letnie okienko i jego dzisiejsza weryfikacja budzą w kibicach obawy o przyszłość klubu. Jeśli klub ma środki, a zapewnia, że ma, to należałoby postawić na współpracę z fachowcami i podzielenie się z nimi władzą. Łatwiej wtedy będzie też o odpowiedzialność.

Tak słabej jesieni Pogoń nie zaliczyła od sezonu 2017/2018, czyli od ośmiu lat. To epoka na trybunach. Młodsi kibice, którzy dziś bywają na każdym meczu, mogą tego nawet nie pamiętać. Wtedy Pogoń na nogi postawił Runjaic, który na tamten czas otrzymał odpowiednie możliwości i narzędzia. Dziś to widmo spadku też jest realne i pozostaje liczyć, że Thomasberg otrzyma porównywalne do Runjaica wsparcie, a następnie rozpocznie budowanie swojej autorskiej drużyny.

Hasło ze sztandaru, czy pusty slogan?

Pozostaje jeszcze jedna kwestia, która mnie osobiście uwiera: głównie w sieci kibice Pogoni próbują zarzucać sobie wzajemnie stanie po jednej ze stron barykady. Przecież "Pogoń to My", a sami tworzymy podziały na zwolenników nowej władzy i tych, którzy tęsknią za przeszłością. Dogryzaniu i podziałom nie ma końca. Jest to mocno męczące. Czy nie można dziś być zwyczajnie kibicem Pogoni? Osobą, która dobrze życzy klubowi, gdy robiła to w przeszłości, robi to teraz i będzie robić w przyszłości? Czy my musimy wytykać sobie przynależenie do plemion znanych z polityki? Te pytania pewnie zostaną bez odpowiedzi...

DOŁĄCZ DO NAS NA WHATSAPP! KLIKNIJ TUTAJ!

Autor: Daniel Trzepacz
Żródło: własne
Wyświetleń: 10703

Uwaga!

Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.