W 2013 roku zarząd klubu zdecydował o zastrzeżeniu numeru 5 dla Ediego Andradiny. Obok 78 zarezerwowanej dla Olgierda Moskalewicza jest to jedyny taki numer w Pogoni i od tamtej pory faktycznie żaden piłkarz ich nie nosił. Z dzisiejszej perspektywy pojawia się jednak pytanie, czy wobec upływu 12 lat i nowego rozdania we władzach Pogoni blokowanie tych numerów ma jeszcze sens?
Na wstępie chciałbym nadmienić, że to nie jest tak, że nie doceniam Ediego i jego kariery w Pogoni. Tego, że jest bardzo sympatycznym gościem i że jego bramki, chociażby tę z rzutu wolnego w meczu Pogoni z Zagłębiem Lubin (4:0) będę pamiętał zawsze. Edi miał swój niemały wkład w powrót Pogoni na boiska Ekstraklasy. Jednak czy to nie za mało, by zasłużyć sobie na zastrzeżony numer? Odpowiedź postaram się znaleźć analizując różne aspekty.
Przypomnijmy szczególnie młodszym kibicom, dlaczego w ogóle zastrzeżono numer 5. Edi po raz pierwszy trafił do Pogoni na początku 2005 roku wraz zaciągiem innych brazylijskich piłkarzy. Mimo że większość z nich nie nadawała się do grania w Idea Ekstraklasie, to Edi jednak szybko stał się ulubieńcem trybun. W sezonie 2005/2006 strzelił najwięcej bramek w drużynie (10) i rozegrał najwięcej meczów (35), podobnie było w następnym, spadkowym sezonie Pogoni 2006/2007, gdy zagrał w 37 meczach i strzelił 7 goli. Po upadku Pogoni Ptaka odszedł do Korony Kielce i wrócił do Szczecina przed sezonem 2011/2012, gdy Pogoń grała w pierwszej lidze. Wydatnie pomógł w wywalczeniu awansu, ponownie będąc zawodnikiem o największej liczbie występów (31) i goli (11) w drużynie. W pierwszym sezonie Pogoni po awansie pomimo 38 lat na karku był podstawowym zawodnikiem naszego klubu. Wielu kibiców nie mogło sobie wtedy wyobrazić Pogoni bez Ediego, myśląc co będzie po tym, gdy sympatyczny Brazylijczyk z nadwagą zawiesi buty na kołku.
Koniec kariery Andradiny w Pogoni nastąpił jednak dużo szybciej niż wszyscy się spodziewali. Na początku sezonu 2013/2014 Edi wypadł z podstawowego składu, a w meczu z Górnikiem Zabrze (1:4) wchodząc z ławki już po 3 minutach ujrzał głupią czerwoną kartkę. To prawdopodobnie przeważyło o decyzji piłkarza. Mecz z Koroną Kielce (3:2) był dla Ediego ostatnim w Pogoni, po czym Andradina ogłosił, że kończy karierę.
Edi rozegrał dla Pogoni łącznie 149 meczów (Ekstraklasa, I liga i Puchar Polski), strzelając w niej 37 goli. W momencie, gdy odchodził na piłkarską emeryturę był obcokrajowcem z największą liczbą występów w Pogoni, obcokrajowcem z największą liczbą goli w Pogoni, obcokrajowcem z największą liczbą występów w Ekstraklasie (181 spotkań, Pogoń+Korona) i obcokrajowcem z największą liczbą goli w Ekstraklasie (45). Z tej perspektywy decyzja zarządu klubu o zastrzeżeniu numeru 5 dla Ediego nie mogła wówczas dziwić i była pewnym uhonorowaniem kariery Andradiny w Polsce.
To był jednak rok 2013, upłynęło sporo wody w Odrze i pojawia się pytanie, czy ta decyzja nadal się broni? Czy jeśli w 2013 roku to miało sens, to czy powinniśmy zastrzegać numer Ediego na zawsze?
Podczas konferencji pożegnalnej Ediego, ówczesny wiceprezes Pogoni Grzegorz Smolny tak umotywował decyzję zarządu: „Myślę, że ciężko byłoby znaleźć nam w kolejnych latach, może nawet kilkunastu, kogoś takiego, kto by reprezentował taką jakość nosząc na plecach numer 5, więc numer 5 jest od dzisiaj numerem Ediego, tak jak numer Ola Moskalewicza [78 – przyp.] jest numerem zastrzeżonym.”
Spójrzmy więc teraz na liczby. Jeśli chodzi o obcokrajowców w Pogoni, to większą liczbę występów od Ediego mają na dzisiaj Benedikt Zech (174), Takafumi Akahoshi (162) oraz Ricardo Nunes (153). Szczególnie Japończyk zapadł kibicom w pamięci wieloma świetnymi meczami, golami i asystami i ciężko go uznać dziś za gorszego od Ediego. Nikt jednak jego numeru 27 nie zastrzegł – i słusznie.
Pod względem jakości piłkarskiej nie można jej odmówić innym zawodnikom, którzy w następnych latach grali w Pogoni. Kariery w Pogoni kończyli Adam Frączczak i Rafał Murawski. Ten pierwszy może się pochwalić 288 występami w Pogoni, czym zamyka listę TOP10 piłkarzy z największą liczbą występów w historii klubu. Spędził w Szczecinie niemal całą swoją karierę. Ponadto zdobył 71 goli, czym nie może się pochwalić żaden inny zawodnik Pogoni w XXI wieku. Z kolei Murawski trafił do Pogoni w już zaawansowanym piłkarsko wieku, ale mimo to uzbierał tutaj 147 występów. Był także zawodnikiem o bardzo bogatej karierze klubowej i reprezentacyjnej. Mimo to zastrzeżonych numerów odpowiednio 9 i 6 nikt im nie proponował – i słusznie.
Popatrzmy na kolejnych zawodników, którzy długo grali w klubie i notowali świetne liczby. Kamil Drygas, numer 14. 193 występy, 39 goli. Mózg środka pola Pogoni, ważny zawodnik, lubiany przez kibiców. Radek Janukiewicz, numer 84. 175 występów, pamiętany wybroniony w kapitalny sposób półfinał Pucharu Polski z Ruchem Chorzów w 2010 roku, awans do Ekstraklasy, potem ważna podpora defensywy w pierwszych sezonach po awansie i ulubieniec trybun. Największe sukcesy klubu w ostatnich latach, czyli dwa brązowe medale i dwa finały Pucharu Polski, to też wydatne dzieło takich zawodników jak Michał Kucharczyk, Alexander Gorgon, Luka Zahovič, Sebastian Kowalczyk, Rafał Kurzawa, Kostas Triantafyllopoulos, Damian Dąbrowski, Dante Stipica czy Mariusz Malec, a nie wymieniłem wszystkich, którzy w tym okresie grali pierwsze skrzypce. Natomiast Pogoń z Edim na pokładzie max na co było ją stać to 9. miejsce w Ekstraklasie i ćwierćfinał Pucharu Polski w sezonie 2004/2005, czyli w jego pierwszym sezonie w klubie, gdy spędził tutaj tylko rundę wiosenną.
Nawet współcześnie mamy w drużynie piłkarzy, którzy zbierają świetne liczby i o ile zostaną z nami na dłużej, mogą stać się legendami klubu. Mowa tu przede wszystkim o bijącym wszelkie rekordy Efthýmisie Kouloúrisie, czyli zawodniku z największą liczbą zdobytych goli w jednym sezonie (32) czy w liczbie zdobytych hat-tricków (5). Legendą za to już na pewno jest kapitan Portowców, Kamil Grosicki, który już teraz ma na koncie 177 występów i 51 goli, a do tego ma za sobą świetną karierę reprezentacyjną.
Można więc powiedzieć, że proroctwo Grzegorza Smolnego się nie sprawdziło.
Ponadto, gdy spojrzymy historycznie, to na liście zawodników z największą liczbą występów w Pogoni Edi zajmuje odległe 59 miejsce. A nikt nigdy nie pomyślał, by zastrzegać numery takim piłkarzom jak Mariusz Kuras, Leszek Wolski, Marian Kielec czy Robert Dymkowski – po prostu w tamtych czasach numery na plecach nie grały jeszcze tak ważnej roli i piłkarz nierzadko w każdym meczu wychodził na boisko z innym numerem.
Na koniec jeszcze spójrzmy, celem porównania, jak to wygląda w innych klubach poziomu centralnego (pominąłem tutaj wszelkie zastrzeżenia w stylu „12 zawodnik”). Legia zastrzegła u siebie numer 10 dla Kazimierza Deyny, absolutnej legendy klubu i reprezentacji Polski, którą zna każdy w Polsce. Podobnie GieKsa zastrzegła 9 dla Jana Furtoka, a Widzew 11 dla Włodzimierza Smolarka. Zagłębie Lubin zarezerwowało 10 dla Pawła Piotrowskiego, który wprawdzie legendą klubu nie był, ale zginął w wypadku samochodowym jako aktywny piłkarz. Natomiast Cracovia zastrzegła numer 1 dla papieża Jana Pawła II, który rzekomo im kibicował. Wygląda więc na to, że wśród klubów trzech najwyższych klas rozgrywkowych w Polsce tylko Pogoń podchodzi do nadawania numerów zastrzeżonych tak swobodnie. Jest też jedynym klubem, który zastrzegł aż trzy numery (oprócz 5 Ediego, 12 dla kibiców i wspomniana 78 dla Olgierda Moskalewicza).
Jak pokazałem więc, moim zdaniem decyzja o zastrzeżeniu numeru 5 już się nie broni. Wtedy, w 2013 roku mogła mieć sens i być miłym gestem w stronę lubianego powszechnie Brazylijczyka. Jednak nie powinna to być decyzja wieczna, a po prawie 12 latach klub powinien patrzeć w przyszłość, a co za tym idzie umożliwić wybór piątki zawodnikom, którzy wyrażą na to chęć. Czy należy natomiast nadawać numery zastrzeżone w przyszłości? Moim zdaniem nie. Patrząc na pozostałe kluby w Polsce, jest to bardzo rzadka praktyka i dotyczy wyłącznie absolutnych legend. Absolutną legendą Pogoni mógłby zostać jedynie Grosicki, jeśli zakończy tutaj karierę i jako kapitan zdąży sięgnąć po pierwsze klubowe trofeum. Nie chciałbym tutaj wywierać presji na Grosika, bo zegar tyka, ale w żadnym innym przypadku takiej opcji nie widzę.
Komentarze w serwisie www.PogonSportNet.pl zamieszczane przez jego użytkowników są ich prywatną opinią. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeśli jednak administratorzy dostrzegą naruszanie dóbr osobistych, zmuszeni będą do usunięcia komentarza, a w przypadku powtarzania się sytuacji, zablokowania konta użytkownika.
Trwa ładowanie komentarzy...