Kellyn Acosta nie pojechał na mundial we własnym kraju, ale uważnie śledzi rewelacyjny start reprezentacji USA. Defensywny pomocnik Pogoni Szczecin, 58-krotny reprezentant Stanów Zjednoczonych, w rozmowie z talkSPORT ocenił formę kadry Mauricio Pochettino, atmosferę turnieju i… własną przyszłość po zakończeniu kariery. Amerykanie po dwóch kolejkach są na szczycie grupy D.
Reprezentacja USA otworzyła domowy mundial z przytupem - najpierw rozbiła Paragwaj 4:1, a następnie pokonała Australię 2:0, zapewniając sobie pierwsze miejsce w grupie i awans do fazy pucharowej jeszcze przed ostatnim meczem z Turcją. Acosta, który tym razem ogląda kadrę z boku, nie kryje dumy.
- To był świetny ogólny występ całego zespołu. Chłopaki od początku do końca wykonali swoje zadanie, a ja jestem dumny z ich wysiłku i postawy - ocenił mecz z Australią pomocnik Portowców. - Jesteśmy na szczycie grupy D, co jest kluczowe.
„Jako kraj chcemy widzieć zwycięską drużynę"
Zdaniem Acosty siłą tej reprezentacji jest połączenie wyników z atmosferą turnieju rozgrywanego u siebie.
- Czuć energię mistrzostw świata. Widok pełnych stadionów, kibiców przyjeżdżających z całego świata i wyniki na boisku - to robi różnicę - mówił. - Zaczęliśmy bardzo dobrze, grając dynamiczny futbol i strzelając dużo goli. Mam nadzieję, że to potrwa w meczu z Turcją.
Pomocnik Pogoni szczególnie chwalił linię środkową kadry, w której występują Weston McKennie, Tyler Adams i Malik Tillman.
- Są silnikiem tego zespołu i świetnie się uzupełniają. Nie tylko przy piłce, ale i bez niej - nie dają rywalom odetchnąć - tłumaczył. - Kiedy odzyskujesz piłkę w dobrych sektorach i podajesz do graczy takich jak Balogun czy Pulisic, stwarzasz mnóstwo szans.
Osobny akapit Acosta poświęcił selekcjonerowi. - „Poach" świetnie wyciąga z drużyny to, co najlepsze. Od gradu goli z Paragwajem po taktyczne podejście do trudnej Australii widać różnicę, ale przede wszystkim pewność siebie i kontrolę - ocenił pracę Pochettino.
Duma narodu
Reprezentant USA, dla którego gra w kadrze była jednym z marzeń wiążących się z wyjazdem do Europy, podkreślał też wymiar wykraczający poza sport.
- Grają tak, że każdy może być z nich dumny. Cały kraj jednoczy się wokół nich - mówił. - USA to tygiel narodów i to piękne widzieć ludzi z różnych stron świata jednoczących się pod jednym godłem.
Zapytany, jak daleko zajdą Amerykanie, zachował ostrożność. - Chcę, żeby wygrali wszystko, ale przed nami jeszcze wiele meczów, zwłaszcza przy 48 drużynach. Trzeba brać to mecz po meczu - stwierdził. - Pierwszy cel, czyli wyjście z grupy, osiągnęliśmy. Liczę na ćwierćfinały, półfinały i finał. Zobaczymy.
W sprawie ostatniego meczu grupowego z Turcją Acosta spodziewa się jedynie kosmetycznych zmian. - Można dać odpocząć kilku graczom, ale nie liczyłbym na wielką rewolucję. Chcesz utrzymać impet - przewidywał.
Myśli o przyszłości: telewizja albo biuro
Na koniec pomocnik Pogoni uchylił rąbka planów na życie po karierze. - Chcę nadal być głosem tego sportu. Myślę o pracy w telewizji jako analityk albo o roli w klubie - jako dyrektor generalny, dyrektor techniczny, a nawet właściciel - wyliczał. - Nie wiem, czy trenerka jest dla mnie. Na razie wolę biuro lub pracę przed kamerą.
Zanim jednak przyjdzie czas na takie decyzje, 30-letni Amerykanin skupia się na grze w granatowo-bordowych barwach. A domowy mundial reprezentacji, do której wciąż ma nadzieję kiedyś wrócić, ogląda z Pomorza Zachodniego - z dumą i z nadzieją, że marsz „The Stars and Stripes" potrwa jeszcze długo.
Uwaga!
Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.