Aktualności

  • Przegląd Sportowy: Wielka nadzieja Pogoni. Jej herb nosi na piersi od zawsze

Bardzo ciekawy i obszerny artykuł o Natanie Ławie, wychowanku Pogoni Szczecin, znaleźć można na stronach Przeglądu Sportowego. To materiał o wychowanku Pogoni w którym opowiada o nim jego ojciec - były zawodnik Pogoni. Spora część poświęcona jest też samemu Bartkowi, który pomimo upływających lat jest uzależniony od rywalizacji, a sportem żyje cała rodzina.


— Tak naprawdę liczyłem na debiut od jakiegoś czasu — mówi jego ojciec, Bartosz Ława, który w barwach Portowców rozegrał ponad 170 spotkań. — Natan trenuje z pierwszą drużyną od jesieni, pojechał z pierwszą drużyną na obóz, zagrał trzy sparingi (pierwszy mecz z GKS Katowice, jeszcze w czasach Roberta Kolendowicza) i wyglądało to bardzo obiecująco. Nie miał wtedy jeszcze 16 lat. Trenerzy zdecydowali, że zostanie z pierwszym zespołem. Potem w pierwszym meczu ligowym usiadł na ławce rezerwowych i czekaliśmy — dodaje.

Potem przyszła zima, zawodnik pojechał z drużyną na obóz i tam też dobrze wyglądał.

— Chodziłem więc na mecze i czekałem. I w końcu to serce mocniej zabiło. A wchodził przy 1:1, z niewygodną Koroną, miałem obawy czy coś się złego nie wydarzy, czy czegoś nie zawali. On na wciąż 16 lat, waży 62 kilo… ale swój czas wykorzystał naprawdę dobrze. Stereotypu, że trzeba czekać, że nie ma warunków to bzdury. Jeśli ktoś gra dobrze w piłkę, szybko myśli, szybko działa, to warunki fizyczne nie są przeszkodą — cieszy się Bartosz Ława.

Sam Bartek był zawsze zawodnikiem technicznie zaawansowanym, więc wie, o czym mówi. Jednak sam zaznacza, że syn jest o poziom wyżej. — Trzeba znać proporcje. Ja debiutowałem mając 19,5 roku, Natan ma dopiero 16. Więc on jest ode mnie lepszy o 3,5 roku — mówi z dumą.

Choć to dopiero początek drogi, spełniło się marzenie numer 1.

— Na pewno wielu ojców marzy o tym, żeby mieć syna piłkarza. Jak Natan się urodził, ja jeszcze grałem. Więc on był zawsze blisko piłki, dorastał z nią. Zaczął trenować w Pogoni, gdy miał trzy lata, z dwa lata starszymi — wspomina.

Zapewnia, że nigdy nie był członkiem tzw. KOR-u, czyli Komitetu Oszalałych Rodziców.

— Ja jako rodzic dałem Natanowi samemu się rozwijać, starałem się aż tak bardzo nie ingerować, często nawet nie chodziłem na mecze, bo nie oszukujmy się, nikt nie umie zapanować nad emocjami jak gra jego syn — zaznacza.

— Wiadomo, że spędzaliśmy dużo czasu razem na boisku, jak był mały, ale nie nazwałbym tego treningiem, to raczej była zabawa. Jeśli chodzi o takie treningi dodatkowe, to od 1,5 roku Natan miał treningi motoryczne z Małgorzatą Otworowską, która na co dzień jest moją trenerką triathlonu. Do tego czasem Natan trenował z Łukaszem Szczotem, trenerem od treningu indywidualnego w mojej akademii — dodaje. Bartosz Ława od 10 lat uprawiał triathlon amatorsko, a od 2,5 roku trudno nazwać to zabawą, raczej stylem życia.

— Natan zawsze był uznawany za talent, ale myślę, że było kilka takich przełomów. Na pewno obóz u Bartka Kubicy w Comt Coaching Club w Lizbonie, a potem też Iber Cup, gdzie oni wygrali turniej. I Natan rzucił się w oczy skautom ze Sportingu, Benfiki. Potem był na turnieju w Brazylii, gdzie rywalizowali z Palmeiras. W końcu rok temu drużyna 16-latków Pogoni pojechała na Lazio Cup, turniej z okazji obchodów zdobycia Monte Cassino. Byli tam rok młodsi, ale wygrali, a Natan dostał nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju. A tam naprawdę była solidna obsada, bo graliśmy z Parmą, Nordsjaelland, Partizanem Belgrad. To był już wyraźny sygnał, że idzie w dobrą stronę — zaznacza ojciec. Od tej pory wszystko potoczyło się szybko. Robert Kolendowicz, trener pierwszej drużyny, uznał, że nie można dłużej ignorować takiego talentu. Zaprosił Natana na treningi do "jedynki" i tak już zostało.

Debiut to jedno, ale w kolejnym spotkaniu, na wyjeździe z Lechią Gdańsk, Natan wyszedł już w pierwszym składzie i nawet miał świetny moment, gdy zszedł do środka niczym Arjen Robben i uderzył z kilkunastu metrów. Na jego nieszczęście bramkarz Lechii, Alex Paulsen, popisał się świetną interwencją.

Ale to nie koniec. Natan zagrał naprawdę znakomite zawody, był cały czas "pod grą", nie chował się, wychodził do piłki, grał szybko i zdecydowanie, nie unikał starć, pchał grę do przodu. Aż trudno uwierzyć, że ten chłopak grał po raz pierwszy w wyjściowym składzie.

— Miałem znacznie większy stres niż przy debiucie syna. To był bardzo ciężki mecz gatunkowo i bałem się, że się spali. Niepotrzebnie, udźwignął to, zagrał świetny mecz, myślę, że był jedną z najjaśniejszych postaci w drużynie — cieszy się ojciec młodego piłkarza.

Natan ma więc już dwa mecze w Ekstraklasie. Do ojca, który jest jedną z ikon Pogoni, ale też Arki Gdynia, brakuje mu 216 meczów.

WIĘCEJ MOŻESZ PRZECZYTAĆ TUTAJ!

DOŁĄCZ DO NAS NA WHATSAPP! KLIKNIJ TUTAJ!

Autor: Daniel Trzepacz
Żródło: Przegląd Sportowy
Wyświetleń: 2545

Uwaga!

Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.