- Porozmawiałem z Rajmundem Molnarem o klubie i zdecydowałem się przystać na ofertę. A teraz potrafię wyobrazić sobie pozostanie w Szczecinie dłużej niż do końca bieżącego sezonu - mówi Attila Szalai w rozmowie z tygodnikiem Piłka Nożna.
Jakie masz pierwsze wrażenia z pobytu w Polsce?
Bardzo pozytywne. Po pierwsze, w klubie niczego nam nie brakuje. Podoba mi się miasto i to, że jest niedaleko nad morze. W mieście wszystko, czego potrzebuję, mam w odległości piętnastu minut jazdy autem. Na razie nie było jeszcze na to zbyt wiele czasu, ale dwa razy wyszliśmy już z dziewczyną do miasta, gdy mieliśmy dzień wolny. Bartek Witkowski, nasz rzecznik prasowy, dał mi listę miejsc, które warto odwiedzić. Z czasem pewnie będę odhaczał kolejne. Musimy wygrywać mecze, żeby negocjować z trenerem jeszcze jeden dodatkowy dzień wolny!
Żałujesz trochę transferu do Hoffenheim, gdzie się nie odnalazłeś?
Nie, drugi raz podjąłbym taką samą decyzję. Wiesz, nikt nie wie, co by było, gdybym został w Fenerbahce. Możemy sobie jedynie gdybać. Byłem łączony też z innymi dużymi klubami w tamtym czasie, ale w większości plotki, które się pojawiały, nie miały zbyt wiele wspólnego z prawdą. Nie chcę wypowiadać się o tym, dlaczego wyszło, jak wyszło, ponieważ nadal mam ważny kontrakt z Hoffenheim. Na razie zagrałem siedem meczów w Bundeslidze, ale jestem jeszcze w stanie wrócić na ten poziom.
Masz na koncie 53 występy w narodowych barwach. Niewielu piłkarzy w Ekstraklasie może pochwalić się takim wpisem w CV.
Wierzę, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa w tym temacie. Nie ma dla sportowca lepszego uczucia niż móc reprezentować swój kraj. Dwa razy brałem udział w mistrzostwach Europy. Na moim pierwszym turnieju byliśmy w grupie śmierci z Niemcami, Francją i Portugalią. Daliśmy radę urwać im punkty. Mimo tego, że rywalizowaliśmy z najlepszymi zespołami w Europie, czuliśmy po odpadnięciu niedosyt, bo było blisko, abyśmy pokonali Niemców i wyszli z grupy. Z kolei dwa lata temu mierzyliśmy się znów z Niemcami, a także Szwajcarią i Szkocją. Przegraliśmy dwa mecze, ale na koniec rzutem na taśmę pokonaliśmy Szkotów. Węgierski futbol się rozwija. Mamy zawodników w Premier League czy Bundeslidze. Potrafiliśmy w ostatnich latach ograć Anglików i Niemców, czy zagrać dobre mecze z Włochami oraz Portugalią. Przeciwko tej ostatniej zdobyłem zresztą bramkę.
W ostatnim czasie zmieniałeś kluby jak rękawiczki.
Aby odpowiednio wytłumaczyć, dlaczego tak jest, musimy cofnąć się do 2023 roku, gdy zamieniłem Fenerbahce na Hoffenheim. Po pół roku spędzonym w nowym klubie udałem się na wypożyczenie do Freiburga, bo nie byłem zadowolony z mojej sytuacji. Po powrocie z niego sytuacja się nie zmieniła i ponownie zdecydowałem się na wypożyczenie. Tym razem przeniosłem się do Standardu Liege. Trochę pograłem, tyle że nabawiłem się kontuzji. Znów wróciłem do Hoffenheim, a że miałem poczucie, że nie wiążą ze mną przyszłości – a na pewno nie w takim stopniu, w jakim chciałbym – zdecydowałem się na przenosiny do Kasimpasy. Byłem tam nawet kapitanem, myślałem, że wreszcie wszystko idzie zgodnie z planem, ale zmienił się trener. Nowy szkoleniowiec posadził mnie na ławce. Do tej pory nie wiem dlaczego, bo nawet ze mną nie porozmawiał. Zimą pojawiła się propozycja z Pogoni. Porozmawiałem z Rajmundem Molnarem o klubie i zdecydowałem się przystać na ofertę. A teraz potrafię wyobrazić sobie pozostanie w Szczecinie dłużej niż do końca bieżącego sezonu.
Uwaga!
Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.