Aktualności

  • Teodor Jabłonowski złożył wizytę przy Twardowskiego

W środę, 15 kwietnia, Stadion im. Floriana Krygiera odwiedził Teodor Jabłonowski. Dla pierwszego wychowanka Dumy Pomorza i naocznego świadka tego, jak rodziła się Pogoń, była to druga wizyta przy Twardowskiego od momentu oddania do użytku naszego nowego obiektu. – Stadion jest bardzo piękny, a przede wszystkim nasz - ocenia Pan Teodor.


Teodor Jabłonowski urodził się 12 maja 1936 roku w Mławie. W 1946 roku przyjechał do Szczecina i został pierwszym w historii wychowankiem Dumy Pomorza. Przez pewien czas był kapitanem pierwszej drużyny. Reprezentował też Arkonię Szczecin, a w juniorskich reprezentacjach Polski pracował pod wodzą trenera Kazimierza Górskiego. Karierę piłkarską w Pogoni zakończył w 1965 roku w wieku 29 lat. Zagrał w 127 meczach w I i II lidze, ale też w wielu spotkaniach przed awansem na szczebel centralny.

Panie Teodorze, po raz drugi mamy okazję gościć Pana na naszym nowym stadionie. Pierwszy raz był Pan na nim obecny podczas spotkania otwarcia stadionu z Lechią Gdańsk. Jak pańskie wrażenia?

- Na meczu otwarcia nie miałem okazji się aż tak dobrze przyjrzeć stadionowi, ponieważ było dużo kibiców, atmosfera meczowa, mnóstwo emocji. Teraz tak naprawdę po raz pierwszy mogę obejrzeć go na spokojnie. Muszę powiedzieć, że jest piękny. Za moich czasów granie na takich stadionach było w ogóle nie do pomyślenia.

Nie ma w Panu żalu, że nie urodził się Pan nieco później i przez to nie mógł doświadczyć gry w takich warunkach?

- Nie. To, co przeżyłem w trakcie kariery sportowej było dla mnie wspaniałe. Dzięki piłce poznałem wielu świetnych ludzi. Mogłem z perspektywy zawodnika obserwować, jak rodził się klub. W 1948 roku miałem 12 lat, gdy doszło do jego oficjalnego powstania. W moich czasach też jeździliśmy na wielkie stadiony, jak na przykład na Stadion Dziesięciolecia w Warszawie czy na Stadion Śląski. To były również duże i ładne obiekty. No ale ten jest bardzo piękny, a przede wszystkim nasz.

Uchodzi Pan za pierwszego wychowanka Dumy Pomorza. Napawa to Pana dumą?

- Rzeczywiście grałem w Pogoni jako pierwszy zawodnik pochodzący ze Szczecina. Pozostali koledzy z drużyny wywodzili się z innych części kraju. Czasy gry w Dumie Pomorza wspominam jak najlepiej. Dziś trudno mi jest to nawet opisać. Wszyscy w zespole byliśmy ze sobą bardzo zżyci, tworzyliśmy kolektyw na boisku i poza nim. Nie mieliśmy takich warunków do pracy jak współcześni zawodnicy, nie zarabialiśmy też takich pieniędzy. W ogóle na to jednak nie narzekaliśmy. Początkowo musieliśmy łączyć grę w piłkę z pracą zawodową. Dopiero gdy awansowaliśmy do drugiej, a potem do pierwszej ligi, to mieliśmy w klubie etaty. Nie było jednak z nich żadnych kokosów – zarabialiśmy mało w porównaniu do dzisiejszych czasów, choć jak na tamte czasy były to pieniądze przyzwoite. Nie mam jednak w sobie żadnej zazdrości. Życzę chłopakom z dzisiejszej Pogoni, by jak najlepiej zarabiali, ale też by jak najlepiej grali.

Obserwuje Pan obecne poczynania naszej drużyny? Jak Pan ocenia postawę Portowców w tym sezonie?

- Cały czas jestem wiernym kibicem. Oglądam nawet powtórki meczów, gdy pojawiają się w telewizji. Podoba mi się, jak klub w ostatnich latach się rozwinął. Chciałbym jeszcze tylko tego, żeby Pogoń pewnego dnia zdobyła mistrzostwo Polski. Warunki są ku temu stworzone bardzo dobre. Trzeba po prostu pracować. W tym sezonie życzę natomiast Portowcom, aby pozostali w Ekstraklasie. Sytuacja jest skomplikowana, bo wiele drużyn jest zaangażowanych w walkę o utrzymanie, ale ja wierzę, że Pogoń pozostanie w lidze, bo to mój klub.

W pańskich czasach w Pogoni i w klubach z Ekstraklasy grali wyłącznie Polacy. Teraz szatnia Dumy Pomorza i innych ligowych zespołów jest bardzo międzynarodowa. Jak Pan na to spogląda?

- W moich czasach także w Pogoni grali przyjezdni chłopcy, jednak jak Pan zauważył byli to wyłącznie Polacy. Mieliśmy w drużynie zawodników z Bydgoszczy, Torunia, ze Śląska. Teraz zdarza się tak, że w pierwszym składzie na mecz ekstraklasowego zespołu wybiega czasem jeden Polak. Trochę nad tym ubolewam. Według mnie Polaków powinno być w Pogoni i innych ekstraklasowych zespołach więcej, jednak to właściciele klubu i trenerzy o tym decydują. Osobiście przykre jest dla mnie również to, że nasi najbardziej utalentowani, młodzi zawodnicy tak szybko wyjeżdżają za granicę, zamiast budować swoje nazwisko w macierzystym klubie. Wiem, że spowodowane jest to względami finansowymi, ale Ci chłopcy na zachodzie później często giną. Przed rozpoczęciem dużej kariery powinni dłużej cieszyć swoją grą naszych kibiców. Jestem zadowolony natomiast, że od czasu do czasu w Pogoni debiutują tacy młodzi i zdolni piłkarze jak syn Bartka Ławy, Natan Ława. Trzymam za niego kciuki.

Był Pan naocznym świadkiem narodzin naszego klubu. Gdy był Pan piłkarzem Dumy Pomorza, to nie nazywała się ona jeszcze "Pogonią Szczecin", prawda?

- Gdy zaczynałem, to klub nazywał się "Kolejarz numer 195 przy Zarządzie Portu Szczecin". A wcześniej był "Sztorm". Trochę wtedy się wszyscy błąkaliśmy, zastanawialiśmy się, pod czyją egidą będziemy w stanie grać i rozwijać klub.

Pamięta Pan, jak doszło do tego, że nasz klub zaczął być nazywany "Pogonią Szczecin"?

- To inicjatywa szczecińskich Lwowiaków. Należy w tym gronie wymienić trenerów Zygmunta "Muchę" Czyżewskiego, Zbigniewa Ryziewicza, a także Stanisława Osełkę. Pan Czyżewski pochodził ze Lwowa, z którego przeniósł się do Wrocławia, a następnie osiadł w Szczecinie. On wraz z trenerem Ryziewiczem i trenerem Osełką, który pracował wówczas w Arkonii Szczecin, mocno zabiegał o to, by szczeciński klub stał się Pogonią. Wcześniej we Lwowie funkcjonowała Pogoń Lwów. 

Czy prawdą jest, że swój duży udział w powstaniu Pogoni Szczecin mieli też zawodnicy z sekcji bokserskiej?

- Miałem w swoim gronie wielu kolegów bokserów. Mówiąc szczerze, sportowcom to w zasadzie było obojętne, pod jaką egidą będą grać. Na nadaniu klubowi odpowiedniej tożsamości zależało przede wszystkim pracującym w nim wówczas trenerom. Przed wojną polskim, silnym klubem była Pogoń Lwów. Po wojnie zamieszkali tutaj Lwowiacy chcieli przenieść jego tradycje na nasze zachodnie rubieże. Byli w tym gronie też trenerzy z sekcji bokserskiej, jak chociażby trener Tadeusz Jagodziński. W późniejszym czasie na rzecz powstania klubu działali również Bronisław Skobel i Lucjan Kosobucki. No i fajnie, że to się tak potoczyło. Klub funkcjonuje już od wielu lat, za dwa lata będzie obchodził 80. urodziny. Liczę, że mnie Państwo na nie zaproszą.

Zawsze może się Pan czuć u nas mile widziany. Czego życzy Pan kibicom Pogoni?

- Życzę wszystkim, żeby trzymali się sportowych zasad. Życie w sportowym duchu sprawia, że człowiek jest zdrowy i szczęśliwy. Poza tym oczywiście życzę nam wszystkim upragnionego mistrzostwa Polski.

DOŁĄCZ DO NAS NA WHATSAPP! KLIKNIJ TUTAJ!

Autor: Pogoń Szczecin SA
Żródło: Pogoń Szczecin SA
Wyświetleń: 1489

Uwaga!

Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.