Już dziś wieczorem reprezentacja Polski powalczy o awans na Mistrzostwa Świata w finale baraży ze Szwecją. O swoich odczuciach dotyczących tej rywalizacji opowiedział Interii Linus Wahlqvist, piłkarz Pogoni Szczecin.
Polacy zagrają na wyjeździe. Czy to duża przewaga reprezentacji Szwecji? Jak wyglądają nastroje w tamtejszym społeczeństwie przed rywalizacją z Lewandowskim i jego kolegami?
- Z jednej strony Szwecja ma przewagę, bo gra u siebie, a w takich meczach jest to bardzo istotna sprawa. Znam ten stadion, grałem na nim. Gdy wypełnia go komplet publiczności, od razu czujesz, że dzieje się coś wielkiego. Ale Polska ma przewagę w postaci momentu budowy zespołu. My dopiero zmieniliśmy trenera i zagraliśmy najlepszy mecz w przeciągu ostatnich 3-4 lat - mówi prawy obrońca Pogoni Szczecin. - Gdybyś zadał to pytanie dwa tygodnie temu, powiedziałbym, że mają dość. Ale mecz przeciwko Ukrainie stworzył coś nowego. Gdy tylko otwieram media społecznościowe, widzę wyłącznie dobre, pozytywne wpisy na temat reprezentacji. Ludzie w końcu się nią cieszą. Mówią o kompaktowej, mocnej defensywie, o niesamowitym napastniku. W ostatnich latach nie było łatwo, ale dziś wiara w narodzie jest ogromna. W szwedzkich mediach dzieje się dokładnie to samo, co w polskich. Wy dużo piszecie o Gyokeresie i dokładnie na tej samej zasadzie nasi dziennikarze piszą o Zielińskim i Lewandowskim. Generalnie w mediach widać napięcie ze względu na to, że to jeden z najważniejszych meczów dla szwedzkiej piłki w ostatnich latach. Nasi najlepsi zawodnicy są czołowymi piłkarzami mocnych klubów w Europie, więc da się wyczuć dużo pozytywnego przekazu.
Linus Wahlqvist od jakiegoś czasu jest pomijany przy powołaniach. Tak było za poprzedniego selekcjonera i za obecnego. Teraz piłkarz i tak jest kontuzjowany, więc nie mógłby wesprzeć reprezentacji. Jakich wskazówek udzieliłby trenerowi Janowi Urbanowi przed wtorkowym meczem?
- Mogę mówić tylko o rzeczach, które rzucają mi się w oczy, jako widzowi. Po pierwsze naprawił obronę. Dziś jest bardzo kompaktowa, piłkarze grają blisko siebie. Obrońcy dobrze współpracują z pozostałymi zawodnikami. Poprzedni trenerzy chcieli bazować też na posiadaniu piłki, a u Grahama Pottera widać, że nie jest to konieczne. Nie gramy też już 4-4-2 - mówi dalej zawodnik Pogoni. - Ja się wstrzymam od odpowiedzi (śmiech). Zależy mi na wygranej Szwecji, nie będę podpowiadał polskiemu sztabowi (śmiech).
Jak Wahlqvist porównuje ligę w Szwecji do PKO BP Ekstraklasy?
- Generalnie szwedzka liga rośnie - tak samo, jak Ekstraklasa. Kluby ze Szwecji pokazały, że potrafią kwalifikować się do głównej fazy europejskich pucharów i z powodzeniem tam występować. Natomiast w Szwecji obowiązuje zasada 51 proc. - w mojej opinii jest ona bardzo fajna. Chodzi o to, że przynajmniej w 51 proc. właścicielami klubów są ich członkowie. To ogranicza rolę inwestorów, więc pieniędzy jest mniej, natomiast dzięki tej zasadzie masz zachowany romantyzm w piłce - możliwość kochania klubu i bycia w nim. A fani są w stanie związać się z klubem na dobre i na złe. Tyle że pieniądze w piłce też są bardzo ważne. Ostatnio udaje się to rekompensować transferami wychodzącymi, bo o ile jeszcze jakiś czas temu zdarzały się sprzedaże po 2 mln, tak teraz są już po 5-7 mln, jednak bez inwestorów trudno zbudować coś naprawdę dużego. Mnie to nie przeszkadza, kocham ligę szwedzką - właśnie za to zaangażowanie fanów, to coś wyjątkowego w skali świata - dodaje Wahlqvist. - Ekstraklasa to prawdopodobnie najbardziej wyrównana liga na świecie. Patrzysz na tabelę, a tam gdzieś na dole Legia Warszawa. W Szwecji to absolutnie niemożliwe, by coś takiego przytrafiło się Malmoe. W Polsce czołówka jest znacznie szersza, ale też jakościowo piłkarze grający w Ekstraklasie stoją na wyższym poziomie, niż w Allsvenskan.
Uwaga!
Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.