Aktualności

  • Deptuła: Chcemy podkreślać i pokazywać, że warto mieć karnet

W środowe popołudnie usiedliśmy z Ziemowitem Deptułą na trybunach stadionu im. Floriana Krygiera w Szczecinie i porozmawialiśmy o Pogoni Szczecin, karnetach i biletach, sferze organizacyjnej klubu, ale i o nim samym. Całą rozmowę możecie przeczytać poniżej.


Pierwszy taki wywiad od momentu, kiedy przyszedłeś do Pogoni Szczecin zimą. Wcześniej pracowałeś w Lechii Gdańsk i Jagiellonii Białystok - to dwa kluby, które mocno się różniły. W Gdańsku była ciągła zawierucha, sporo tematów organizacyjnych, często niezrozumiałych dla mediów i kibiców. W Jagiellonii - ciągły rozwój i taki klub, który wydawał się cały czas na fali wznoszącej. Co skłoniło cię, żeby przyjść tutaj, do Pogoni?

Trzeba po pierwsze powiedzieć, że stricte w piłce nożnej jestem od trzech lat, natomiast doświadczenia biznesowego mam ponad 30. Rzeczywiście dwa różne kluby, w których byłem - każdy dostarczył mi dużo emocji, i pozytywnych, i negatywnych. Lechia Gdańsk to był bardzo ciężki czas dla mnie, ale wiele mnie nauczył. Jagiellonia wydaje się, że to samo pasmo sukcesów i droga usłana różami. Nie, w piłce nie ma czegoś takiego jak droga usłana różami. Też dużo wyzwań i czasami ciężej zarządzać sukcesem niż kolejnymi problemami, tak jak to było w Lechii. Co mnie skłoniło? Myślę, że głównie wizja właściciela klubu, który bardzo chciał - i wielokrotnie powtarzał, również w rozmowie ze mną - żeby ten klub osiągnął sukces. Chciałem być elementem tego sukcesu. Myślę, że świeże spojrzenie, które właściciel ma na polską piłkę i na pewne elementy biznesowe, to są rzeczy, które pozwalają trochę wyżyć się biznesowo.

Gdy odchodziłeś z Jagiellonii, napisałeś, że chciałbyś odcisnąć swoje piętno na tym klubie. Dziś, z perspektywy tych kilku miesięcy, kiedy już cię tam nie ma - widzisz, że to się udało? Czy jest coś, czego nie udało ci się spełnić?

Myślę, że pewne piętno odcisnąłem, tak jak napisałem. „Piętno" może ma lekko pejoratywne zabarwienie, ale swój stempelek na pewno tam zostawiłem. Zresztą to wielokrotnie jest podkreślane przez pracowników i partnerów biznesowych klubu - że to był dobry czas. Uważam, że największym elementem, niewidocznym dla kibiców, jest to, w jaki sposób wpłynąłem na zespół ludzki pracujący w Jagiellonii. Ludzie, którzy często działają w cieniu wielkich widowisk sportowych - to oni decydują o tym, jak klub wygląda. Myślę, że największą rzeczą, którą zapoczątkowałem, jest sposób patrzenia na Jagiellonię jako klub, który jest w tej chwili w czołówce klubów reprezentujących Polskę za granicą. Zresztą Emil Kamiński, osoba do kontaktów z UEFA, jest teraz w ścisłym gronie osób wspierających rozgrywki uefowskie jako reprezentant klubu. To też pokazuje, że te elementy naprawdę udało się fajnie zrobić. Natomiast lista rzeczy, których nie udało się zrobić, była bardzo długa i głęboko wierzę, że moi następcy będą je kontynuowali.

W październiku ubiegłego roku, gdy pracowałeś jeszcze w Jagiellonii, udzieliłeś wywiadu u Tomka Ćwiąkały, który trochę rozsierdził właściciela Pogoni Szczecin, Alexa Haditaghiego. Mówiłeś tam o pozyskiwaniu piłkarzy, wysyłaniu po nich samolotów. Czy to był dość specyficzny zaczątek waszych rozmów o tym, żebyś trafił do Szczecina?

To nie był specyficzny początek relacji z Alexem. Poznaliśmy się de facto na koniec rozgrywek, przed ostatnim meczem poprzedniego sezonu, który miał miejsce w Białymstoku. Spotkaliśmy się dzień wcześniej i wtedy rozmawialiśmy po raz pierwszy. Natomiast ten mój wywiad był jakimś zapalnikiem - choć całkowicie bez pokrycia, bo zresztą prezes stwierdził później: „Okej, rzeczywiście w tym wywiadzie nie było nic o Pogoni". Faktem jest, że może nie tyle krytykowałem, co wyrażałem swoją opinię - że niektóre ruchy transferowe innych klubów, wydawanie nadmiernych pieniędzy, nie spotkały się z moją aprobatą. Uważam, że nie można przepłacać za piłkarzy więcej, niż są warci na rynku. Takie działania wpływają na cały rynek negatywnie, bo powodują pewien wyścig zbrojeń - tak to nazywam. Kluby przebijają się ofertami, co jest normalnym elementem rynkowym, ale gdy to zjawisko jest ponadnormatywne, źle wpływa na całą ligę.

Gdy Pogoń zatrudniała cię, w komunikacie można było przeczytać, że brakowało w klubie człowieka do bezpośredniego, pierwszego kontaktu w jego strukturach. Jak rozumiesz tę rolę? To ma być kontakt z biznesem, z urzędem miasta, firmami, kibicami, mediami - czy może wszystko po trochu?

Myślę, że brakowało w zarządzie Pogoni osoby, która byłaby przede wszystkim Polakiem. Ciężko bowiem z jednej strony obcokrajowcowi porozumieć się z osobami lokalnymi - czy to z władzami miasta, czy z partnerami. A z drugiej strony potrzebna była osoba, która rozumie pewne mechanizmy, ma doświadczenie biznesowe i rozumie biznes piłkarski. Jestem tym w trochę wszystkiego po trochu. Natomiast rola, która jest mi przypisana, jest mało sexy dla normalnego kibica, bo nie zajmuję się sportem - zajmuję się rzeczami, które wpływają na codzienne działanie klubu. To często po prostu nudna praca administracyjno-operacyjna, niewidoczna dla kibiców.

Ale mająca ogromną wagę. Brakowało wcześniej kogoś, kto zna schematy, zna polskie prawo, zna polskie zwyczaje. Do tej pory - śmialiśmy się w środowisku dziennikarskim i koleżeńskim - jak gdzieś trzeba było kogoś wysłać: Tan Kesler. Jak gdzieś trzeba wsadzić kogoś na stanowisko: Tan Kesler. Wy dzisiaj dzielicie się obowiązkami.

Mamy bardzo prosty podział. Wszystko, co związane ze sportem - Tan Kesler. Cała reszta - Ziemek Deptuła. To jest jasno określone i dzięki temu nie ma między nami nieporozumień. Oczywiście nie jest tak, że Tan całkowicie nie interesuje się sprawami operacyjnymi - często też prosi mnie o pomoc w sprawach sportowych. Po prostu uzupełniamy się i pomagamy sobie nawzajem. Ja, ze względu na dość duże znajomości zarówno w rynku piłkarskim, jak i biznesowym, służę pomocą Tanowi i prezesowi Alexowi. Myślę, że dobrze się rozumiemy w tych rolach.

Alex Haditaghi i Tan Kesler są w Szczecinie już od blisko półtora roku. To dla całego środowiska nowość - obcokrajowcy w zarządzie. Ty, mając doświadczenie w pracy w klubach piłkarskich, widzisz jakieś duże różnice w kontakcie z nimi, a z polskimi właścicielami?

Myślę, że oboje wnoszą trochę inną perspektywę do polskiej piłki - zarówno sportową, jak i wiele elementów, które są dla nas w Polsce czasami niezrozumiałe lub nowe. Patrząc na to, gdy ktoś jest bardzo zaangażowany - a uważam, że prezes Haditaghi jest właśnie taką osobą - to gdy chcesz zrobić dużo fajnych rzeczy, trzeba próbować. Nie wszystkie pomysły oczywiście wypaliły, nie wszystkie przyjęły się w środowisku. Ale czasami pozornie szalone pomysły dają dobre efekty. To są impulsy - tak jak w życiu czy w biznesie: na 10 pomysłów jeden ci wypala i ten jeden powoduje, że jesteś człowiekiem sukcesu. Uważam, że kwestia cateringu na stadionie to jest sukces prezesa i chwała mu za to. Sam, będąc pierwszy raz na stadionie Pogoni, zostałem zaproszony przez prezesa na kiełbasę z grilla i od tego momentu często przed meczem zachodzę, żeby jej spróbować. Wiele elementów zostało przeniesionych z innych stadionów, innych klubów, innych lig - prezes często przywołuje NBA, hokej w Kanadzie. Coś, co nam wydaje się dziwne, jest poza naszymi utartymi ścieżkami - ale warto próbować. Nie wszystko przyjmie się na polskim rynku, ale o tym będziemy wiedzieli dopiero, jak spróbujemy.

Od momentu gdy wchodziłeś do Pogoni, minęło już kilka miesięcy. Były takie rzeczy, które rzuciły ci się w oczy i powiedziałeś sobie: „to natychmiast musimy zmienić"?

Było wiele takich elementów. Jak mówię, nie wszystko jest widoczne dla kibiców. Mam doświadczenie korporacyjne, więc wiele elementów korporacyjnych po prostu wdrożyliśmy i to usprawnia działanie całej organizacji. Uważam też, że bazowanie na liczbach i analizach dużo daje. Dzięki temu można lepiej przygotować się do wielu rzeczy. W każdym aspekcie życia wiedza i zrozumienie pewnych zjawisk pozwala nam lepiej podejmować decyzje.

Tydzień temu pokazaliście cennik karnetów i biletów. Myślę, że wszyscy - i wy, i dziennikarze, i kibice - byliście ciekawi reakcji społeczności skupionej przy Pogoni. Było dość spokojnie, choć myślałem, że będzie bardziej gorąco. Ale główny zarzut, który się pojawia, to ten: po słabszym sezonie podnosimy część cen biletów. Jak to wyjaśnić?

Żeby to było takie proste - w ogóle zmiana cen biletów, to pewnie każdy by to robił szybko. Cieszę się, że było tu spore zrozumienie ze strony kibiców. Nie można jednak patrzeć na to, że cena biletu czy karnetu ma być skorelowana z wynikiem sportowym. Bardzo bym chciał, żeby tak było - po dobrym sezonie powiedzieć kibicom: „Dopłaćcie, bo było dobrze", albo: „Zwrócimy wam część pieniędzy po słabym sezonie". Ale tak to nie działa. Są elementy, które są dla nas bardzo ciężkie - to te elementy związane z kosztami. Stadion, na którym teraz siedzimy rozmawiając, kosztuje nas rocznie około 18 milionów złotych. To poważny koszt. Trzeba pamiętać, że my nie wynajmujemy stadionu tylko na dni meczowe, tak jak to jest w przypadku innych klubów. Klub zajmuje się właściwie całym funkcjonowaniem stadionu - poczynając od przycinki drzew, wysypywania soli zimą, zadbania o ogrzewanie, murawę, czystość. Wszystkie te elementy są niewidoczne dla kibica, który przychodzi i po prostu chce dobrego widowiska. 18 milionów w budżecie Pogoni Szczecin wynoszącym 94 miliony to około 20% - to mega duża pozycja po stronie kosztów. Nie można tego rozpatrywać w ten sposób, że gramy tak czy inaczej i w związku z tym bilety można podnosić lub nie. To jest bardziej kwestia funkcjonowania klubu i musimy patrzeć na to jak na normalny rachunek zysków i strat w biznesie.

Czy nowe władze klubu były świadome, że te koszty będą tak duże, czy dopiero pierwszy pełny rok na stadionie pokazał skalę?

Ciężko mi odpowiadać na to, co było znane właścicielom w momencie, gdy wchodzili do klubu. Natomiast samo funkcjonowanie i wiele aspektów, które do tej pory pewnie nie były brane pod uwagę, teraz do nas trafiły. Nawet sama zima, która spowodowała dwa razy wyższe opłaty niż w roku poprzednim - to już jest duże obciążenie, bo to są koszty milionowe. Niedawno rozmawiałem z członkiem zarządu jednego z klubów z południa Polski - oni, będąc również operatorem stadionu, mają dużo niższe koszty chociażby za ogrzewanie. Umówiliśmy się, że spotkamy się i porównamy pewne elementy, gdzie można coś zmienić. Myślę, że wśród osób zarządzających klubami ekstraklasy dobrze jest wymieniać się doświadczeniami, bo ta liga idzie bardzo mocno do góry i dobrze byłoby szukać elementów, które wspólnie pomagają robić ją jeszcze lepszą. Koszty to jedna rzecz, a poza tym - porównując ceny biletów w innych krajach - bilety w Polsce są stosunkowo tanie.

Myślę, że to też efekt tego, że przyzwyczailiśmy się, jako kibice, traktować kluby jako naszą własność, jako coś, co należy do nas i powinny nam coś oddawać.

Dokładnie! 

Mnie to uderzyło gdy spojrzałem na ceny biletów na koncerty i porównamy je z cenami sprzed pięciu lat - niebo, a ziemia. Ostatnio kupowałem bilety, bo żona w dzieciństwie była ogromną fanką pewnego zespołu. Zapłaciłem blisko 400 złotych za dwa bilety, gdzie pewnie pobawimy się ze dwie godziny. To oczywiście coś innego, bo pójdziemy tam raz, a kibic chce być co dwa tygodnie na meczu.

Czy komentowałeś w internecie, że ceny tych biletów są za wysokie?

No nie, po prostu kupiłem.

Właśnie o to chodzi. To jest ta specyfika klubów piłkarskich - kibice bardzo utożsamiają się z klubem, często mówią, że są właścicielami, i to jest godne szacunku. To dzięki kibicom jest ciągłość i szacunek do tradycji. Piłkarze grają nie dla siebie, nie dla właścicieli, tylko dla kibiców - sprawiając im radość i często też łzy. Ale cieszę się, że ten przykład z koncertami został przywołany. Ich Troje - jak sama nazwa wskazuje - są we troje. A piłkarzy łącznie z bramkarzami jest powyżej 20, plus sztab - to razem 40-50 osób samego bezpośredniego zespołu na boisku. To nieporównywalnie wyższe koszty. Mamy świadomość, że przychodzenie na mecze średnio dwa razy w miesiącu to duże obciążenie i w tym roku cała strategia biletowa pozwala kibicom znaleźć swoje miejsce odpowiednie dla nich - czy pod kątem zasobności ekonomicznej, czy pod kątem tego, gdzie chcą być. Każdy znajdzie miejsce dla siebie.

Trzystopniowe skalowanie ceny biletu to kompletna nowość w Pogoni Szczecin. Skąd ten pomysł, żeby aż tak rozgraniczyć?

Zauważyliśmy, że na mecze najwyższej klasy przychodzi bardzo dużo osób, które wybierają sobie takie mecze jak rodzynki. Jeżeli przychodzisz raz na jakiś czas, możesz mieć inaczej skalkulowany koszt. Osoby, które regularnie przychodzą na mecze, płacą mniej - tym bardziej karnetowicze. Bardzo mocno w tym roku podkreślamy, że warto mieć karnet, bo koszt na jeden mecz wychodzi dużo niżej. Wartość karnetu jest skalkulowana na podstawie 17 meczów w podstawowej cenie, a karnetowicze przedłużający lub korzystający z promocji mają ceny zeszłoroczne - więc cena per mecz wychodzi jeszcze dużo niżej. Zależy nam na tym, żeby zbudować silną grupę karnetową. Ideałem dla nas byłoby mieć 10-12 tysięcy karnetowiczów i subskrybentów rocznie. To jest element, nad którym będziemy pracowali przez kolejny czas - żeby pokazać, że benefity dla karnetowiczów i subskrybentów, oprócz wartości ekonomicznych, są też elementem utożsamienia z klubem. Patrząc chociażby na to, jak odbierane były informacje o rezygnacji z karnetów przez Legię Warszawa - uważam, że karnet to element każdego prawdziwego kibica. Mówię o takim, który przychodzi niezależnie od tego, z kim się gra i na jakim miejscu w tabeli jest klub.

W pierwszej dobie sprzedaży sprzedaliście 1000 karnetów - porównywalnie z zeszłym rokiem. Jak wygląda sytuacja dzisiaj?

Myślę, że dzisiaj przekroczymy 2500. Ta dynamika jest oczywiście trudna do porównania rok do roku, bo startowaliśmy w innym momencie - teraz przed długim weekendem czerwcowym. Ale z dynamiki jesteśmy zadowoleni. Bardzo bym chciał przebić zeszłoroczny rekord. Mam nadzieję, że gdy skończy się sprzedaż preferowana dla ubiegłorocznych karnetowiczów i przejdziemy do otwartej sprzedaży, dynamika jeszcze się zwiększy. Natomiast zależy mi na tym, żeby na stadionie była stała grupa kibiców, którzy będą tutaj zawsze.

Czy widzisz w sieci takie komentarze, że wysokimi cenami Pogoń próbuje zbudować sobie budżet na to, żeby być jednym z wiodących klubów w Ekstraklasie? Czy to jest w ogóle realne?

Nie ma szansy. Jeżeli weźmiemy wartość karnetów i biletów w budżecie, wartość merchandisingu czy wartość sponsoringu - to nie są kwoty, które umożliwią zbudowanie silnego klubu. To są elementy bardzo ważne, bo nie gramy dla siebie, tylko gramy dla kibiców. Natomiast z mojej wiedzy wynika, że największym elementem przychodowym klubu są transfery wychodzące. Nie da się osiągnąć podobnych wartości ze sprzedaży biletów. Zresztą nieraz śmiałem się z Łukaszem Masłowskim, dyrektorem sportowym Jagiellonii: „Ile ja muszę tych koszulek sprzedawać, żeby osiągnąć taką wartość jak ty za jeden transfer wychodzący?" I rzeczywiście tak jest.

Jeden z komentarzy, który mi zapadł w pamięć: „Budujemy markę premium, ale zapominamy, że Pogoń wychowywała się na robotniczej części Szczecina". Kibic uważa, że klub zmienia swoją tożsamość, że chce być przede wszystkim klubem światowym, nie patrząc na społeczność. Co odpowiedziałbyś takiemu kibicowi?

Nie mogę się zgodzić z tym stwierdzeniem. Po pierwsze: jeżeli są robotnicze tradycje, to znaczy, że ma być kiepska jakość?

Bardziej podejrzewam, że kibicowi chodziło o to, że tu była robotnicza społeczność, może biedniejsza niż centralna część kraju. A dziś ceny biletów Pogoni są w ścisłym topie ligowym.

Zauważmy jedną rzecz: jako społeczeństwo chcemy mieć lepszą jakość wszystkiego. Dlatego jeździmy lepszymi samochodami, korzystamy z dobrych restauracji, zastanawiamy się kupując ubrania, czy będą dobrej jakości. To naturalne, że każdy chce mieć lepiej. Na naszym stadionie mamy miejsce dla każdego - w każdym przedziale cenowym. Absolutnie nie chcemy zrywać z tradycjami. Nawiązujemy do naszych korzeni związanych z portem i stocznią. Doskonale wiem, jaką rolę Szczecin odegrał w odzyskaniu wolności przez Polskę. Strajki, które działy się w Szczecinie - to są korzenie tego klubu i jego społeczności. Tego się nie da zmienić ceną biletu. Tradycje są mega istotne, tak samo jak ciągłość karnetowiczów i kibiców, którzy przychodzą od lat. Nasz ostatni film promujący karnety - aktorami były osoby, które przyszły na spotkanie dla karnetowiczów i opowiadały swoje prawdziwe historie. To pokazuje, gdzie są tradycje tego klubu. A to, że chcemy mieć lepsze siedzenia na stadionie czy lepszą kiełbasę - to naturalna rzecz, bo wszyscy chcemy mieć lepszy serwis i lepszą możliwość oglądania widowiska.

Ostatnio pojawił się mailing do kibiców. Co dalej planujecie w kwestii kontaktu z kibicami?

To też element, który chciałbym poprawić, a którego nie było - ale to wymaga czasu i oczywiście pieniędzy. Chciałbym, żeby kontakt z kibicem był bardziej regularny, żeby karnetowicze pierwsi odczuli, że są traktowani inaczej - żeby dostawali informacje wcześniej i z bardziej wiarygodnego źródła. Nie chcę, żeby informacje o Pogoni były brane tylko z internetu, bo doskonale wiemy, jak internet bywa kreowany - sporo plotek, domysłów i nieprawdziwych teorii. Chcę, żeby to były rzetelne informacje wysyłane z klubu. Musimy też pamiętać, że mamy na razie ograniczenia techniczne i musimy popracować nad budowaniem bazy danych kibiców. Mamy grupę kibiców, którzy wyrazili zgodę na otrzymywanie komunikatów drogą elektroniczną, dużo mniejszą niż faktyczna liczba kibiców Pogoni. Będziemy starali się zachęcać kibiców do wyrażania takich zgód - nie po to, żeby to wykorzystywać w celach komercyjnych, ale żeby rzeczywiście przekazywać im dobre treści na bieżąco.

Wrócę jeszcze na moment do karnetów. Zrobiliście taką promocję, że nowi kibice będą mogli nabyć karnety w tej samej cenie co przedłużający. Część obecnych karnetowiczów może czuć się niedoceniona. Czy macie w głowie jakiś pomysł, jak ich w przyszłości bardziej doceniać?

Każdy kto kupi karnet, jest karnetowiczem - niezależnie od tego, czy przedłuża, czy kupuje po raz pierwszy. Natomiast to, co przede wszystkim mają przedłużający, to prawo do swojego miejsca, które mają od lat - i to jest pierwsza i najważniejsza rzecz. Jeśli chodzi o program lojalnościowy - doskonale znam te programy, zresztą wyrosłem trochę z branży takich programów lojalnościowych. Wiem, jak takie rzeczy można zrobić. Mam też świadomość, że to wymaga dużych inwestycji - trzeba zbudować platformę. Oprócz samego pomysłu trzeba wyłożyć spore środki pieniężne, żeby taki program zbudować porządnie, a nie tylko na zasadzie zbierania stempelków.

Teraz prym wiodą aplikacje, punkty i tak dalej.

Dokładnie tak. Kwestia jest tego, żeby taki program pewnie zbudować, ale to pomysły na kolejne miesiące czy lata, bo wymaga to dość dużych inwestycji finansowych.

Jeszcze jedno pytanie organizacyjne, które podesłał mi zaangażowany kibic. Restauracja i muzeum - czy coś się tu dzieje?

Kwestia muzeum to temat, który został mi zasygnalizowany jeszcze przed przyjściem do Pogoni. Mamy jeszcze jeden brak proceduralny, ale myślę, że to wszystko jest na dobrej drodze. Uważam, że muzeum jest ważnym elementem budowania tożsamości klubu i powinno powstać. Mamy kustosza od dłuższego czasu. W Lechii jest muzeum prowadzone przez zapaleńca, który zbiera informacje i szuka eksponatów - to naprawdę dobry duch tego miejsca. W Jagiellonii starałem się, żeby takie muzeum powstało - wprawdzie nie będzie to muzeum stricte Jagiellonii, lecz galeria sław podlaskiego sportu. Zapoczątkowałem też współpracę z Muzeum Wojska Polskiego, które będzie operatorem tej galerii. Byłem w muzeach innych klubów piłkarskich i naprawdę jest to ważny element budowania tożsamości - miejsce, gdzie młodzi kibice powinni przychodzić i pochylić się nad historią, nad ludźmi i piłkarzami, którzy ją tworzyli. Jeśli chodzi o restaurację - to też kwestia, która jest cały czas żywa. Od kilku ostatnich meczów otworzyliśmy strefę grillową, którą chcemy rozwijać. Restauracja lub pub będzie kolejnym krokiem, ale najpierw chcemy poprawić to, co już istnieje, żeby nie uruchamiać nowych rzeczy przed naprawieniem starych. To jest na liście tematów od właściciela Pogoni. Mam teraz kilkanaście takich tematów na cito.

I podejrzewam, że jednym z nich jest ten zielony plac, na który patrzymy - murawa. Czy będzie wymieniana?

To jest kwestia związana z kosztami. Była rozmowa na ten temat z miastem, ponieważ zgodnie z umową, którą mamy, murawa powinna zostać wymieniona przez miasto. Mieliśmy spotkanie w urzędzie miejskim - było to bardzo dobre spotkanie, przedstawiliśmy listę potrzeb i udogodnień do wprowadzenia. Rozmawialiśmy też o kosztach funkcjonowania stadionu, bo to niebagatelny procent naszego budżetu, i o różnych modelach użytkowania stadionów miejskich. To będzie elementem kolejnych spotkań, bo tego się nie da załatwić jednym pstryknięciem palców - nawet gdy wola jest, to są jeszcze budżety, plany i tak dalej. Wymaga to dłuższego okresu rozmów. Natomiast wola jest z dwóch stron. A murawa - trzeba sobie jasno powiedzieć - nadaje się do wymiany. To niebagatelny koszt: w Białymstoku wymiana murawy kosztowała 3 miliony 400 tysięcy. U nas, bez wymiany elementów pod ziemią, to pewnie 1,5 mln zł do 1,8 mln zł. Niemała suma, a mamy przecież kilka boisk.

Z tego co mówisz, wnioskuję, że można powoli myśleć pozytywnie, że coś się w tej materii dobrego będzie działo.

Musimy to zrobić. Dobra murawa po pierwsze dobrze wpływa na grę. Byłem świadkiem w Białymstoku, jak podczas ważnego meczu piłka podskoczyła na nierówności murawy i bramka nie padła. To jeden element. Drugi - i mega istotny - dotyczy zdrowia zawodników obu drużyn: kiepska murawa powoduje kontuzje. Trzeba dbać o zdrowie zawodników, bo to z jednej strony czysto ludzka sprawa, a z drugiej - finansowy cios dla klubu, gdy zawodnik wypada z drużyny. Trenerzy też bardzo mocno zwracają na to uwagę. Dobrą murawę chce każdy. Mamy szczęście, że mamy świetną obsługę - naszych groundsmanów i cały zespół. Zresztą Pogoń wielokrotnie była w rankingach numerem jeden jeśli chodzi o jakość muraw. Chcemy, żeby dalej tak było. Marzeniem prezesa, które wielokrotnie wyraża wprost, jest to, żeby Pogoń była numerem jeden we wszystkim - katetering, murawa, a przede wszystkim wyniki na boisku.

Wracam do tematu karnetów, bo zbliżamy się do końca naszej rozmowy. Kibic zastanawia się: kupić karnet czy nie? Jak chciałbyś przekonać kogoś, kto do 6 lipca się wciąż waha?

Oprócz elementów czysto ekonomicznych - bo to ważny element w budżecie każdego kibica - trzeba sobie odpowiedzieć na dwa pytania. Po pierwsze: czy jestem kibicem na dobre i złe? Po drugie: czy w telewizji można poczuć atmosferę taką jak na stadionie?

Nie, nie można.

Uważam, że oglądanie meczu na stadionie i oglądanie go w telewizji to dwa różne widowiska. Na stadionie mamy świadomość, że to jest chwila, która umyka. Tego, co widzę i czuję, nie da się cofnąć z nagrania - to jest ten konkretny moment, te emocje, żywe i niepowtarzalne. I to nie jest tylko kwestia samej gry na boisku. To cała atmosfera, ludzie, którzy tu przychodzą, znajomi z sąsiedniego siedzenia, ta kiełbasa przed meczem, oprawa meczu, to co robią ultrasi. Tych elementów nie można poczuć oglądając mecz w telewizji. Po prostu warto tu być.

Kończąc - jeżdżąc po stadionach w Polsce od ponad 20 lat, zawsze spotykałem ludzi z danego miasta. Pracownicy z danego miasta, właściciele czy prezes z danego miasta. Dziś ty jesteś jednym z przykładów osoby specjalizującej się w pracy w piłce nożnej, niezależnie od miejsca. Innym przykładem jest Krzysztof Ufland, dobrze znany w Szczecinie, który dziś jest w Widzewie. Rośnie nam pokolenie takich ludzi.

 Uważam, że to jest naturalne, że taka grupa ludzi powstaje. Pamiętam TikToka Tomka Ćwiąkały, który mówił o jednym z klubów: „Dlaczego nie weźmie osoby na stanowisko prezesa, która już była w kilku klubach?" - i wymieniał między innymi mnie, Wojtka Pertkiewicza czy Mateusza Dróżdża. Branża piłkarska jest specyficzna. Pamiętam, że w jednej z pierwszych wypowiedzi w Lechii powiedziałem: „Klub sportowy to firma, tylko inna". I rzeczywiście tak jest - nie da się wprost przełożyć reguł biznesowych na to, co się dzieje w piłce, bo liczba zmiennych jest ogromna. Ostatni sezon pokazał, że niezależnie od tego, ile wyda się pieniędzy, nie gwarantuje to dobrego wyniku sportowego - czasami drobna rzecz na boisku, gol w ostatnich sekundach, wywraca układ tabeli. Dobrze, że taka grupa ludzi powstaje. Natomiast nie chciałbym, żeby to było odbierane jako „grupa najemników". Myślę, że to jest kwestia tego, żeby być osobą, która rozumie i czuje dane miejsce. Nie chodzi o to, że przyjadę do Szczecina i będę robił tylko to samo co w innych klubach. To też kwestia poczucia tego miejsca, tych ludzi, miasta i regionu. Pogoń jest szczególna, bo jest jedynym znaczącym klubem w promieniu ponad 250 kilometrów. Ludzie lubią utożsamiać się z drużyną, lubią poczuć wspólnotę. Kibice, którzy przeżyli wielu właścicieli, prezesów i działaczy - a oni dalej są na tych samych miejscach od wielu lat - mają prawo czuć się częścią tego domu. Jak przyjechałem do Szczecina, od razu kupiłem kilka książek o mieście z ciekawostkami historycznymi, bo bardzo lubię historię. Później miałem przyjemność być oprowadzanym przez jednego z zapalonych szczecinian - był zaskoczony moją wiedzą o rzeczach, których nawet normalni szczecianie nie znają. Do Szczecina przyjeżdżałem już wiele lat wcześniej podczas pracy - raz w miesiącu. Miasto nie jest mi całkowicie obce.

No to jak to w Szczecinie jest - żyć na co dzień? I czy widzisz siebie w Pogoni za dwa-trzy lata?

Dwa-trzy lata to zależy od tego, jak zdecydują właściciele - to nie ma nic wspólnego z moimi planami, bo zawsze to szef decyduje. Natomiast Szczecin jest fajnym miejscem do życia. Przez pierwsze dwa-trzy tygodnie mieszkałem w hotelu na starówce i poznałem ten kawałek miasta. Pierwsze tygodnie były ciężkie - zimno, ślisko na chodnikach, nie zachęcało do wycieczek. Ale w tej chwili zwiedziłem właściwie większość muzeów - jestem ich fanem, bo pokazują korzenie danego miejsca i pozwalają poczuć atmosferę historii. Chodząc po niektórych dzielnicach widzę przepiękne kamienice i żal, że starówka została tak zniszczona w czasie wojny i stała się nowym miastem zamiast starego. Lubię też pytać ludzi, których tu spotykam, skąd pochodzą. Tak jak w Gdańsku - Szczecin, Wrocław, Gdańsk to miasta, gdzie ludzie przybyli po wojnie. Fajnie wiedzieć, jakie są ich historie, dlaczego wybrali właśnie Szczecin. Czy był tu wagon, który po prostu stanął i ktoś wysiadł? Ludzie z kresów wschodnich, którzy tu przyjechali i osiedlili się, są bardzo gościnni i serdeczni - naprawdę podoba mi się to w tym mieście. To miasto dopiero teraz buduje swoją tożsamość - drugie, trzecie pokolenie ludzi urodzonych tutaj dochodzi do głosu. A tożsamość tę buduje też historia sprzed wojny: przedsiębiorczość, stocznia, zakłady samochodowe, bogata oferta kulturalna, bliskość Berlina.

DOŁĄCZ DO NAS NA WHATSAPP! KLIKNIJ TUTAJ!

Autor: Daniel Trzepacz
Żródło: własne
Wyświetleń: 3836

Uwaga!

Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.