- Chcemy sprowadzić takich zawodników, by byli częścią Pogoni. Nie dla pieniędzy, wielkich kontraktów. Chcemy, by każdy tu przyszedł, by osiągnąć coś wyjątkowego, czego nie udało się jeszcze zrobić w historii tego klubu - mówi CEO Pogoni Szczecin Tan Kesler w rozmowie z portalem Interia.pl.
Czyli Pogoń nie planuje iść "na grubo".
- Chcemy sprowadzić takich zawodników, by byli częścią Pogoni. Nie dla pieniędzy, wielkich kontraktów. Chcemy, by każdy tu przyszedł, by osiągnąć coś wyjątkowego, czego nie udało się jeszcze zrobić w historii tego klubu. Wierzymy w to nastawienie. Pyta Pan o politykę transferową - ona jest bardzo prosta. Chcemy być w stanie zidentyfikować zawodników, który potencjał będzie zrównoważony z ceną, i którzy jednocześnie przyciągną uwagę również z rynków międzynarodowych. Ekstraklasa jest na niesamowitej ścieżce, świetnie się rozwija. Nie chcemy na transferowym rynku konkurować z klubami, które wydają fortunę, chcemy działać w bardziej inteligentny sposób. Znajdować talenty, rozwijać je i tworzyć skład zdolny do wygrywania przez dłuższy czas.
A bylibyście w stanie wydać - powiedzmy - 4 mln euro na piłkarza, który spełnia te wszystkie kryteria: jest młody, jakościowy, siłą rzeczy z dużym potencjałem sprzedażowym, z adekwatną ceną do umiejętności?
- Proces podejmowania decyzji oraz przygotowania przed podpisaniem kontraktu z jakimkolwiek zawodnikiem obejmuje znacznie więcej elementów niż tylko spełnienie ogólnych kryteriów, o których Pan wspomniał. Są kluby, które prowadzą inną politykę niż my i wydają więcej pieniędzy na zawodników spełniających ich założone kryteria. Oczywiście bierzemy pod uwagę kwestie finansowe, z powodów, o których była mowa wcześniej, oraz budżety, w ramach których funkcjonujemy, jednak naszym głównym i słusznym punktem odniesienia jest wpływ, jaki dany piłkarz będzie miał na zespół.
Dla przykładu, obecnie w kadrze mamy Sama Greenwooda. Wiążemy z nim bardzo duże nadzieje i odrzucamy wiele ofert w przedziale cenowym, o którym Pan mówi, właśnie ze względu na jego wpływ na drużynę oraz ścieżkę rozwoju, którą - naszym zdaniem - podąża. Niech to będzie sygnał, że możemy sobie pozwolić na takiego zawodnika.
Pozyskaliśmy Molnára z Węgier, ale jest on "produktem Benfiki". Gdyby nie kontuzja, byłby jednym z najlepszych napastników w Ekstraklasie. Nie będę wchodził w szczegóły dotyczące budżetów ze względu na prywatność oraz uczciwą rywalizację, jednak klub wielokrotnie pokazał już, że jest gotów działać i inwestować. Znaczenie rynku transferowego oraz korzyści, jakie on przynosi, nie polegają na tym, ile pieniędzy się wydaje, lecz na tym, w jaki sposób się je wydaje i czy buduje się zespół, który rzeczywiście funkcjonuje jako drużyna.
Benjamin Mendy nie pasuje do tego modelu.
- Pod niektórymi względami przeciwnie. Chciał być częścią naszej organizacji, a do szatni dostarczył niezbędną mentalność zwycięzcy, co znalazło odzwierciedlenie w uzgodnionym kontrakcie, a który jednak różni się od tych, na jakie przystawał wcześniej.
Uważa Pan, że ostatnie okienko wpisuje się w ten model? Jest Pan z niego zadowolony?
- Zawsze powtarzaliśmy, że cieszymy się, że mamy kilku zawodników, którzy naprawdę w ofensywie zrobili na nas duże wrażenie. Ale są też zawodnicy, którzy wciąż mają problemy z poziomem na wyższym poziomie. Myślę, że Musa musi poprawić swoją grę. Marian (Huja) też ma swoje wzloty i upadki. Ale potem, wiesz, Pozo miał inne podejście, kiedy go sprowadziliśmy. Znał ligę, ale chcieliśmy wykorzystać jego umiejętności techniczne, aby pomóc zabłysnąć naszym młodym zawodnikom, takim jak Adrian Przyborek. To jest proces z przerwami, ale myślę, że ogólnie poszło nam dobrze. Wybraliśmy dokładnie takich zawodników, jakich chcieliśmy.
Da się zbudować w dzisiejszej Ekstraklasie konkurencyjną drużynę na bazie piłkarzy z kartą na ręku?
- Przede wszystkim nie ma piłkarzy darmowych, bo za klasowego zawodnika z kartą na ręku - wliczając opłaty, kontrakt - trzeba zapłacić jak za transfer. Po drugie podpisaliśmy właśnie wstępny kontrakt z Patrykiem Dziczkiem. Przyjdzie latem, choć próbujemy ściągnąć zimą, ale jeśli nie uda się go już teraz sprowadzić, będzie właśnie piłkarzem z kartą na ręku. Spokojnie może się okazać, że będzie miał wpływ na zespół nie mniejszy, niż piłkarz za 4-5 mln euro, o którym wspomniałeś. Ale woleliśmy jego. Nie dlatego, że nas nie stać, tylko że chcemy mądrze wydawać pieniądze.
Przy okazji - jakie są szanse, że Dziczek trafi do Pogoni już teraz?
- Wszystko zależy od Piasta, bo my wysłaliśmy wyraźny sygnał, że chcemy go już teraz. Szukamy tej wspólnej strefy z Piastem, ale oni nie chcą go puścić, więc szanse są niewielkie. Ale ja zawsze patrzę na to w ten sposób, że póki wynoszą choć 1 proc., trzeba próbować.
Uwaga!
Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.