Aktualności

Janusz Turowski urodził się 7 lutego 1961 roku w Bydgoszczy. Przygodę z piłką zaczynał w tamtejszej Polonii, od początku występując jako napastnik. Do Pogoni trafił jako 17-latek w 1978 roku. 


W Szczecinie podjął naukę w trzeciej klasie portowej szkoły przyzakładowej. Do naszego miasta, gdzie wkrótce otrzymali przydział mieszkania, przyjechali również jego rodzice. Przejście do Pogoni skomplikował fakt, że po zadeklarowaniu chęci przeniesienia się do naszego klubu Turowski podpisał zgłoszenie do bydgoskiego Zawiszy. 13 listopada 1978 roku na posiedzeniu Wydziału Ligi i Gier Polskiego Związku Piłki Nożnej rozpatrywano sprawę jego przejścia do Pogoni z udziałem przedstawicieli jej oraz Zawiszy. Postanowiono, że ostateczną decyzję wydział podejmie po rozmowie z zawodnikiem i jego rodzicami. 15 stycznia 1979 roku Pogoń otrzymała zwolnienie piłkarza z Zawiszy. Z dniem 16 stycznia 1979 roku w Szczecińskim Okręgowym Związku Piłki Nożnej zarejestrowano Turowskiego w naszym klubie. Jego kartę potwierdzenia wysłano także do PZPN. Swój debiut w najwyższej klasie rozgrywek ligowych młody napastnik zaliczył w pełnym wymiarze czasowym niedługo po osiągnięciu pełnoletności, 4 marca 1979 roku, w domowym meczu 16. kolejki sezonu przeciwko drużynie ŁKS Łódź. Gola grając w ataku wówczas nie zdobył, ale po faulu na nim sędzia podyktował rzut karny, który na bramkę na wagę remisu zamienił Adam Kensy. W pierwszym sezonie gry w Pogoni zakończonym spadkiem "Portowców" do ówczesnej drugiej ligi nie zdołał wywalczyć dla siebie miejsca w podstawowej jedenastce drużyny. Swoją pierwszą ligową bramkę zdobył 11 sierpnia 1979 roku w meczu 2. kolejki grupy zachodniej drugiej ligi przeciwko Chemikowi Bydgoszcz.    

W 1981 roku "Portowcy" z Januszem Turowskim w składzie powrócii do Ekstraklasy i zostali drużyną jej czołówki. Bohater niniejszego tekstu wystąpił w tym samym roku w finale Pucharu Polski przeciwko warszawskiej Legii, wcześniej zdobywając bramkę w ćwierćfinale rozgrywek o to trofeum. W ligowym sezonie 1981/82 będąc zawodnikiem podstawowego składu zdobył 5 bramek, wszystkie w rundzie jesiennej, którą Pogoń zakończyła na pierwszym miejscu w tabeli. Dołożył do tego bramki w 1/32 i decydującą o awansie w 1/16 finału rozgrywek o Puchar Polski. Dobra dyspozycja zaowocowała powołaniem Janusza Turowskiego w skład kadry narodowej reprezentacji przygotowującej się do występu na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii. Niestety, gorsza forma w rundzie wiosennej zarówno samego zmagającego się na początku 1982 roku z problemami zdrowotnymi zawodnika, jak i całej drużyny Pogoni, która ligowe rozgrywki zakończyła ostatecznie na szóstym miejscu, nie dała argumentów za powołaniem naszego napastnika w skład reprezentacyjnej drużyny, która pojechała na hiszpański mundial. Mimo słabszej postawy w lidze "Portowcy" drugi raz z rzędu dotarli do finału Pucharu Polski, w którym ponownie wystąpił też Janusz Turowski. 

Latem 1982 roku trafił na 2 sezony do Legii Warszawa, gdzie grał odbywając w tym klubie zasadniczą służbę wojskową. Po odbyciu służby wojskowej zgodnie z obowiązującym go kontraktem wrócił do Pogoni Szczecin. Klub z Warszawy czynił starania, żeby go zatrzymać, a i sam zawodnik początkowo chciał w nim pozostać składając wniosek o przyjęcie go do służby zawodowej w Wojsku Polskim. Pogoń jednak konsekwentnie odmawiała udzielenia zgody na transfer. Turowski wrócił więc do drużyny "Portowców", która w zakończonym sezonie 1983/84 zajęła najwyższe miejsce w historii ligowych występów i miała przed sobą premierowy występ w rozgrywkach europejskich pucharów. Z jego osobą wiązano nadzieję na stworzenie groźnego duetu napastników w parze z podobnie jak on grającym Markiem Leśniakiem. Znakomity początek sezonu ligowego 1984/85 zdawał się te oczekiwanie potwierdzać. W pierwszych pięciu meczach "Portowcy" 4 razy wygrali, remisując jedynie z mistrzem Polski, poznańskim Lechem. Z 9 punktami i bilansem bramkowym 8:2 liderowali wówczas w Ekstraklasie. Turowski był wtedy autorem połowy ze wszystkich zdobytych przez zespół bramek i najlepszym strzelcem drużyny. W 6. kolejce Pogoń uległa u siebie Widzewowi Łódź 0:2. Mecz ten zapoczątkował serię 6 ligowych porażek i 8 meczów bez zwycięstwa. Do końca roku udało się w lidze jeszcze tylko raz wygrać i dwukrotnie zremisować. Ostatecznie nasz zespół zakończył rundę jesienną na 12. miejscu w tabeli z 13 zdobytymi punktami i bilansem bramkowym 15:20. Nad strefą spadkową Pogoń miała zaledwie 1 punkt przewagi, do drużyny zajmującej najniższe miejsce gwarantujące występ w europejskich pucharach traciła 6 "oczek". Fatalny bilans tamtego czasu uzupełniły wyeliminowanie w 1/16 finału z rozgrywek Pucharu Polski przez drugoligową Gwardię Warszawa oraz odpadnięcie w kiepskim stylu po dwóch porażkach z zespołem 1. FC Köln z rozgrywek Pucharu UEFA w wyczekiwanym debiucie "Portowców" w europejskich pucharach. 

Turowski w 10 ostatnich meczach rundy jesiennej zdobył zaledwie 2 bramki. Podobnie jak cały zespół na boisku spisywał się słabo. Nie stracił mimo to miejsca w podstawowej jedenastce drużyny. Ogółem w rundzie jesiennej wystąpił we wszystkich 15 spotkaniach ligowych, w czego w 13 w pełnym wymiarze czasowym. Mimo kiepskiej skuteczności był też najlepszym strzelcem zespołu w rozgrywkach. Tygodnik "Piłka Nożna" w podsumowaniu rundy jesiennej w wykonaniu Pogoni przyczynę słabej gry drużyny upatrywał w postawieniu w jej ataku na parę Leśniak-Turowski: "Ta koncepcja - mimo że w założeniach optymistyczna - okazała się niewłaściwa. Pogoń strzelała więcej bramek mając w ataku Krupę, lub Burchackiego, niż dwóch szybkobiegaczy. Czy trener Ksol potrafi zmienić koncepcję gry w ataku? Czy uwierzy, że większe cwaniactwo Krupy i Burchackiego jest więcej warte niż bezużyteczna szybkość Turowskiego?". W rundzie wiosennej bohater niniejszego tekstu pozostał ostatecznie w większości meczów zawodnikiem pierwszego składu, jednak podobnie jak drużyna grał słabo. Nie zdobył w meczach ligowych żadnej bramki, a Pogoń dopiero dzięki remisowi w budzącym kontrowersje ostatnim meczu sezonu obroniła się przed spadkiem do drugiej ligi.  

Przed sezonem 1985/86 drużynę Pogoni objął nowy trener Leszek Jezierski. Pytany w rozmowach o Turowskiego przed sezonem, jak i krótko po jego rozpoczęciu, na łamach prasy mówił, że liczy na swojego podopiecznego i uważa, że może być on jednym z filarów zespołu. Wg szkoleniowca, Turowski był ambitny i zależało mu na dobrej grze, ale gubił się w najmniej odpowiednim momencie. Runda jesienna sezonu 1985/86 nie przyniosła jednak poprawy dyspozycji naszego napastnika. Zespół grał przeciętnie - w 18 rozegranych kolejkach zaledwie czterokrotnie zwyciężając, pięciokrotnie przegrywając i aż 9 razy remisując. Turowski w 16 meczach ligowych, w jakich wystąpił zdobył 4 bramki. 4 grudnia 1985 roku rozegrał ostatnie spotkanie i zdobył ostatnią bramkę w barwach Pogoni w przegranym 1:3 rewanżu półfinału Pucharu Polski przeciwko GKS Katowice. W tym samym miesiącu, podobnie jak jego kolega z drużyny Jarosław Biernat, wraz z rodziną prywatnie i bez uzgodnienia z kierownictwem naszego klubu wyjechał do Republiki Federalnej Niemiec. Kilka dni po wyjeździe do klubu przyszedł telegram, że wraz z Biernatem wróci do kraju 3 stycznia 1986 roku, a dzień później stawią się na zajęciach treningowych. W kolejnym telegramie, który klub otrzymał 2 stycznia 1986 roku, piłkarze oświadczyli, że w związku z decyzją ich żon pozostania na stałe w RFN zmuszeni są pozostać tam z nimi dla dobra swoich rodzin. Konsekwencją tego było zawieszenie przez Pogoń Biernata i Turowskiego w prawach zawodnika naszego klubu. 7 stycznia 1986 roku do klubu wpłynął teleks z Eintrachtu Frankfurt z prośbą o kontakt w sprawie dwójki uciekinierów. 23 stycznia 1986 roku Wydział Dyscypliny Polskiego Związku Piłki Nożnej po zapoznaniu się z materiałami nadesłanymi przez Pogoń i z wnioskiem Okręgowego Związku Piłki Nożnej Szczecin postanowił na podstawie § 13 ust. 2 Regulaminu Dyscypliny PZPN ukarać Biernata i Turowskiego dwuletnią dyskwalifikacją za rażące naruszenie podstawowych obowiązków wobec Pogoni, wyrażające się tym, że wbrew treści łączących ich z klubem umów od 2 stycznia 1986 roku nie uczestniczyli w zajęciach sportowych przebywając na terenie RFN z zamiarem stałego tam pobytu. Leszek Jezierski w wypowiedzi dla tygodnika "Piłka Nożna" powiedział o ich ucieczce: "Mówi się o znacznym osłabieniu zespołu. Ja uważam, że to wielki ubytek nie jest. Wystarczy zliczyć nie wykorzystane przez Turowskiego podbramkowe sytuacje. Zachowali się jednak obaj po szczeniacku. Zabrali klubowe, skórzane torby, "meczowe" koszulki i w ten sposób zdekompletowali nam sprzęt". Andrzej Rynkiewicz, ówczesny kierownik Sekcji Piłki Nożnej i Stanisław Nizio, prezes Okręgowego Związku Piłki Nożnej w wypowiedziach dla katowickiego "Sportu", które ukazały się w krótkim reportażu Jacka Janika pt. "Dolar w stogu "siana"", decydujący wpływ na pozostanie przez Biernata i Turowskiego w RFN przypisywali obaj żonie dzisiejszego solenizanta, Jolancie i jej matce. 

Jako piłkarz Eintrachtu Frankfurt Janusz Turowski zadebiutował w Bundeslidze ponad rok od ucieczki z Polski, 21 lutego 1987 roku, w wyjazdowym meczu 18. kolejki sezonu 1986/87 przeciwko drużynie Fortuny Düsseldorf. Swoją pierwszą bramkę zdobył 7 marca 1987 roku w przegranym z drugoligowym zespołem Stuttgarter Kickers 1:3 ćwierćfinale Pucharu Niemiec.

Premierowego gola w Bundeslidze strzelił trzy tygodnie później w wyjazdowym spotkaniu przeciwko drużynie 1. FC Kaiserslautern. W swoim pierwszym sezonie w Eintrachcie wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie drużyny występując we wszystkich meczach ligowych, z tego tylko w 4 z 17 nie w pełnym wymiarze czasowym. Zdobył w nich ogółem 7 bramek w tym jedną w przegranym wyjazdowym spotkaniu z przyszłym triumfatorem rozgrywek, Bayernem Monachium

oraz 2 w zwycięskim domowym meczu przeciwko zespołowi FC Homburg.

Jego drużyna zajęła ostatecznie w Bundeslidze dopiero 15. miejsce z niewielką przewagą punktową nad strefą spadkową.

W sezonie 1987/88 grał mniej. W lidze zdobył w nim 5 bramek, z tego 4 w rundzie wiosennej, a Eintracht zakończył rozgrywki Bundesligi w środku tabeli. 2 kolejne gole strzelił w rozgrywkach edycji 1987/88 o Puchar Niemiec, których jego zespół został zwycięzcą. W meczu finałowym wszedł na boisko w ostatnich minutach spotkania i miał w tym czasie szansę na podwyższenie prowadzenia swojej drużyny. Tym samym zdobył swoje pierwsze i zarazem jedyne klubowe trofeum w karierze piłkarskiej. 

Także w 1988 roku był jednym z bohaterów świetnego artykułu Pawła Zarzecznego w tygodniku "Piłka Nożna" pt. "Bundesliga mówi po polsku". Na pytanie tego dziennikarza, czy miał tak źle w Polsce, odpowiedział: "W Polsce miałem dobre życie, pod wieloma względami nawet lepsze niż teraz. Wyjeżdżałem nie tylko dla pieniędzy. Moja żona nie chciała mieszkać w Szczecinie, ani w żadnym innym polskim mieście, cały czas tęskniła do matki przebywającej w RFN, namawiała mnie, przekonywała... W końcu uległem.". Zarzeczny w tym samym tekście pozytywnie wypowiedział się o sportowej formie dzisiejszego solenizanta wiosną 1988 roku, kiedy jego grę mógł na żywo obserwować: "Ogromna dynamika i spory instynkt strzelecki. Znaliśmy go z tej strony jeszcze w Polsce - dziś jest dużo lepszy.". W sezonie 1988/89 Turowski był podstawowym graczem Eintrachtu. Wystąpił w 27 meczach ligowych z tego w 22 w pełnym wymiarze czasowym. Zdobył w nich 7 bramek. Jego meczem życia było niewątpliwie spotkanie wyjazdowe 26 kolejki przeciwko Karlsruher SC, wygrane przez Eintracht 3:1, w którym popisał się hat-trickiem. Niestety, nie znalazłem w Internecie żadnego nagrania filmowego z tym meczem.

W sezonie 1988/89 wystąpił również w 5 meczach rozgrywek o Puchar Zdobywców Pucharów, w których jego drużyna dotarła do ćwierćfinału. W lidze za to Eintracht zajął dopiero 16. miejsce i utrzymanie w Bundeslidze grając z Turowskim w podstawowym składzie zapewnił sobie dzięki zwycięstwu w barażowym dwumeczu. Sezon 1989/90 był dla drużyny z Frankfurtu znacznie lepszy. Zajęła w lidze trzecie miejsce dające prawo do występu w rozgrywkach o Puchar UEFA. Turowski grał wówczas mniej, tracąc miejsce w podstawowej jedenastce i strzelając W Bundeslidze zaledwie 3 gole. W swoim kolejnym a zarazem ostatnim sezonie w Eintrachcie wystąpił w 22 meczach ligowych, z tego w 7 w pełnym wymiarze czasowym, zdobywając w nich 6 bramek. 2 z nich padły w spotkaniu 32. kolejki przeciwko drużynie Bayeru Leverkusen, w której wystąpił były partner Turowskiego z ataku Pogoni Szczecin, Marek Leśniak.

W sezonie 1991/92 i kolejnym dzisiejszy solenizant grał w drugoligowym wówczas zespole VfB Leipzig zdobywając dla niego łącznie 11 bramek w lidze i dwie w Pucharze Niemiec. Jedna z nich dostępna jest do obejrzenia w materiale poniżej.

Po zakończeniu długiej kariery na niemieckich boiskach Janusz Turowski pozostał przez lata na uboczu zainteresowań polskich mediów. Godnym uwagi wyjątkiem były artykuły

redaktora Wojciecha Parady z 2019 i 2020 roku poświęcone osobie bohatera niniejszego tekstu: KLIK i KLIK. Dużo wcześniej, w 2008 roku wspomniał o nim z racji uczestnictwa w rozgrywanym cyklicznie w Bydgoszczy Międzynarodowym Turnieju Oldbojów imienia Andrzeja Brończyka zamieszczając jego fotografię tamtejszy "Express Bydgoski" - KLIK. Dopiero w ubiegłym roku w związku z meczem finału Pucharu Polski Pogoń Szczecin - Legia Warszawa okolicznościowy wywiad dla "Głosu Szczecińskiego" przeprowadził z Turowskim redaktor Jakub Lisowski - KLIK. Godne wspomnienia i uznania jest, że przez lata o urodzinach swojego byłego piłkarza pamiętał w klubowych mediach społecznościowych Eintracht Frankfurt. Na podobną pamięć w społecznościowych mediach klubowych Pogoni, czy Legii Janusz Turowski niestety nie mógł w tym samym czasie liczyć.

DOŁĄCZ DO NAS NA WHATSAPP! KLIKNIJ TUTAJ!

Autor: @Mial1986_87
Żródło: własne
Wyświetleń: 1871

Uwaga!

Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.