Jerzy Sokołowski urodził się 3 maja 1961 roku w Szczecinie jako syn Kazimierza Sokołowskiego, byłego piłkarza Pogoni Szczecin. Będąc 18-letnim wychowankiem klubu zadebiutował w pierwszej drużynie "Portowców" na inaugurację drugoligowego sezonu 1979/80 w wyjazdowym meczu przeciwko drużynie Moto Jelcz Oława.
Wystąpił jeszcze w 3 innych spotkaniach rundy jesiennej, jednak nie zdołał wywalczyć dla siebie wówczas miejsca w zespole. Z Pogoni trafił do Chemika Police, z którym w sezonie 1981/82 awansował do ówczesnej trzeciej ligi, a rok później do drugiej. Kolejnym klubem w jego karierze był Zawisza Bydgoszcz, gdzie grał odbywając zasadniczą służbę wojskową. Tam ponownie świętował awans na drugi szczebel rozgrywek ligowych.
25 czerwca 1985 roku Jerzy Sokołowski pojawił się w siedzibie Pogoni oferując swoje usługi po zakończeniu gry w Zawiszy. Koniec odbywania służby wojskowej przypadał na październik, jednak zawodnik starał się na podstawie stosownych przepisów, jak się później okazało bezskutecznie, o jej wcześniejsze zakończenie. Ostatecznie trafił do Pogoni w październiku. W składzie drużyny na rozegrany 27 dnia tego miesiąca wyjazdowy mecz ligowy 15. kolejki sezonu 1985/86 przeciwko Górnikowi Wałbrzych wystawiony został jako rezerwowy. Ekstraklasowy debiut zaliczył 2 marca 1986 roku w inaugurującym drugą część sezonu domowym spotkaniu przeciwko Bałtykowi Gdynia. Do końca rozgrywek nie zdołał wywalczyć sobie miejsca w pierwszym składzie drużyny występując ogółem w 6 meczach ligowych z 12 rozegranych, z tego w 4 w podstawowym składzie. W rundzie jesiennej pamiętnego sezonu 1986/87 w dalszym ciągu nie mógł przebić się na stałe do pierwszej jedenastki "Portowców" zaliczając 8 występów w Ekstraklasie, z tego 4 w podstawowym składzie, a w 2 z nich w pełnym wymiarze czasowym. W kończącym rundę zwycięskim domowym meczu z Widzewem zdobył swoją pierwszą bramkę w najwyższej klasie rozgrywek ligowych. Temu samem rywalowi strzelił również gola w rozegranym dokładnie tydzień później również na Twardowskiego spotkaniu 1/8 finału Pucharu Polski. Szansę na miejsce w wyjściowym składzie Pogoni w rundzie wiosennej sezonu 1986/87 stworzył Jerzemu Sokołowskiemu niespodziewany wyjazd do Republiki Federalnej Niemiec kapitana drużyny i ostoi jej defensywy Janusza Makowskiego. Szansę tę wykorzystał grając jako obrońca w 14 z 15 ligowych spotkań, w tym w 13 od pierwszej do ostatniej minuty. Wśród tych spotkań były tak pamiętne mecze, jak ten przeciwko GKS Katowice wygrany przez "Portowców" 7:2, czy konfrontacja z warszawską Legią zakończona po pasjonującej walce zwycięstwem naszej drużyny 4:3.
Drugiemu z tych spotkań chciałbym poświęcić w tym miejscu chwilę uwagi z racji na oskarżenia, jakie wysunął po latach w związku z występem w nim wobec Jerzego Sokołowskiego i jego młodszego brata Kazimierza będącego wówczas jednym z kluczowych zawodników drużyny w swojej wypowiedzi, która znalazła się w książce pt. "70 niezwykłych historii na 70-lecie Pogoni Szczecin" Andrzej Rynkiewicz pełniący w sezonie 1986/87 funkcję kierownika Sekcji Piłki Nożnej naszego klubu. Wypowiedź ta brzmi następująco:
"1987. Był taki słynny mecz Pogoń – Legia. Wygraliśmy 4:3. Mogę to śmiało opowiedzieć. W drugiej połowie nie wytrzymałem! Zbiegłem na dół do trenera Leszka Jezierskiego.
– Natychmiast wypierdol na ławkę któregoś z Sokołowskich! – wrzeszczałem. – Inaczej przegramy ten mecz! Spodziewałem się niektórych sytuacji, tym bardziej, że byłem obarczony pewną wiedzą. Przed meczem przyszedł do mnie Marek Ostrowski.
– Panie kierowniku, była dzisiaj na osiedlu czarna wołga na warszawskich blachach – powiedział, a akurat na jego osiedlu mieszkało wielu zawodników Pogoni. – Niech pan uważa.
Wróćmy do boiska. Co chwilę dalekie lagi, centry i legioniści wszystko kasują głową. A nam ucieka wicemistrzostwo Polski! Ku mojemu zdziwieniu trener Jezierski nie zareagował nerwowo na mnie i moją wizytę przy ławce.
– Cyzio, wchodzisz na stopera! – szkoleniowiec krzyczał do młodego Jacka. – Jurek, za chwilę schodzisz! – tu z kolei wydzierał się do starszego z braci Sokołowskich.
I dziś mogę powiedzieć, że wicemistrzostwo Polski obroniliśmy młodym Jackiem Cyziem, grającym na pozycji stopera.
[…]
Przez cały kolejny rok Jurek Sokołowski, który był kimś w rodzaju szefa związków robotniczych, czy zawodowych, robił na mnie nagonkę. Za to, że – jak twierdził – wyrzuciłem go ze składu. Na koniec sezonu podziękowałem za współpracę i… zostałem reporterem „Przeglądu Sportowego”."
Nie jestem w stanie rozstrzygnąć, na ile prawdziwa jest powyżej opisana historia. Z wiadomych powodów nie mogą się do niej odnieść Marek Ostrowski i Leszek Jezierski. Mogą bracia Sokołowscy, jeżeli byłaby ku temu okazja i mieliby na to ochotę. Natomiast mogę odnieść się do pewnych szczegółów tej historii, które nie odpowiadają rzeczywistości.
Po pierwsze, pomijając kwestię czemu to zmiana któregokolwiek z Sokołowskich, a nie obu z nich miała uratować wynik dla Pogoni, to Jerzy Sokołowski został zmieniony przy stanie 4:3 utrzymującym się od 70. minuty spotkania, wg relacji: "Głosu Szczecińskiego" w 88. minucie, "Kuriera Szczecińskiego" 89., "Przeglądu Sportowego" 87., katowickiego "Sportu" 86., a krakowskiego "Tempa" również 89., a więc przed samym końcem spotkania.
Po drugie, Kazimierz Sokołowski należał według zgodnej opinii zarówno trenera "Portowców" jak i prasowych sprawozdawców tego spotkania do najlepszych zawodników na boisku. I tak od katowickiego "Sportu" otrzymał za występ w tym meczu notę "9" w skali do 10. Była to najwyższa nota dla zawodnika Pogoni. Poza nim otrzymało ją jeszcze 2 piłkarzy naszej drużyny. Wraz z 5 kolegami z zespołu Kazimierz Sokołowski trafił też do jedenastki kolejki tego dziennika. Krakowskie "Tempo" doceniło grę młodszego brata dzisiejszego solenizanta przyznając mu dwie gwiazdki w klasyfikacji "Srebrny Piłkarz". Poza nim to wyróżnienie spotkało dwóch jego kolegów z zespołu i jednego zawodnika warszawskiej Legii.
Po trzecie, bohatera niniejszego okolicznościowego artykułu nie zmienił w tym meczu młody Jacek Cyzio, tylko najstarszy zawodnik zespołu Leszek Wolski.
Po czwarte, trudno mówić, że wicemistrzostwo Polski Pogoni obroniono w sezonie 1986/87 w jakikolwiek sposób młodym Jackiem Cyziem, skoro nie zagrał ani w tym meczu, a w 5 kolejnych decydujących o ostatecznym kształcie ligowej tabeli wystąpił w 3 z tego w 2 w pełnym wymiarze czasowym a w jednym niespełna jedną połowę. Jerzy Sokołowski z kolei, mimo krytycznej opinii trenera na temat jego występu z Legią, zagrał w 4 z nich od pierwszej do ostatniej minuty. Trudno spodziewać się, żeby trener uznając podejrzenia o nieczystą grę za uzasadnione nie odsunął go od występów w tak ważnych dla ostatecznego miejsca drużyny w końcowej klasyfikacji ligowej spotkaniach.
Po piąte wreszcie, według zgodnych świadectw, to nie Andrzej Rynkiewicz podziękował za współpracę na koniec sezonu 1987/88, tylko jemu podziękowano i to jeszcze w trakcie trwania sezonu. Wg książki Floriana Krygiera "55 lat piłki nożnej w Pogoni Szczecin 1948-2003", funkcję kierownika Sekcji Piłki Nożnej pełnił do kwietnia 1988 roku.
Z perspektywy 20 lat od zdobycia wicemistrzostwa w wypowiedzi dla szczecińskiego dodatku do "Gazety Wyborczej" zamieszczonej w artykule pt. "Napoleon i 20 wiceMistrzów" trener Jezierski ocenił dzisiejszego solenizanta następująco: "Waleczny i ambitny, tak jak jego brat. Od Kazika odstawał jednak pod względem techniki".
Pod wodzą kolejnego szkoleniowca "Portowców" Jana Juchy, który objął drużynę po sezonie 1986/87, Jerzy Sokołowski pozostał zawodnikiem
podstawowego składu Pogoni. Wystąpił od pierwszej do ostatniej minuty gry we wszystkich meczach ligowych rundy jesiennej zdobywając jedną bramkę, a nadto w 2 zwycięskich spotkaniach Pucharu Polski i przegranym dwumeczu 1/32 finału Pucharu UEFA przeciwko drużynie Hellas Verona. Pogoń po rundzie jesiennej prezentując przeciętną formę zajmowała 5. pozycję z bilansem 8 zwycięstw, 3 remisów i 4 porażek. Potem było jeszcze gorzej. Fatalny początek rundy wiosennej doprowadził do zmiany trenera drużyny. Nie przyczyniło się to jednak do poprawy gry zespołu. Sam Jerzy Sokołowski również nie zachwycał. Strzelił co prawda gola w zwycięskim meczu przeciwko Bałtykowi Gdynia, ale później trafił do własnej bramki w domowym spotkaniu z Zagłębiem Lubin. Porażka w tym meczu przekreśliła szansę drużyny włączenia się do walki o górne pozycje w tabeli, a kolejne jej słabe występy sprawiły, że Pogoń musiała do końca sezonu walczyć o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywek. Słaby występ przeciwko lubinianom skutkował dla bohatera niniejszego tekstu utratą miejsca w podstawowym składzie zespołu. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" wiosną 1988 roku ówczesny szkoleniowiec Pogoni Jerzy Jatczak poinformował, że Jerzy Sokołowski poprosił o wpisanie na listę transferową. Przyczyną tej prośby miało być nieotrzymanie od klubu talonu na samochód. Po zakończeniu sezonu 1987/88 dzisiejszy solenizant wraz z 3 innymi zawodnikami Pogoni, swoim bratem Kazimierzem, Jackiem Krzystolikiem oraz Piotrem Żelazowskim odwiedzili redakcję "Głosu Szczecińskiego". Efektem tej wizyty była nieco szokująca otwartością wypowiedzi rozmowa z nimi, jaka ukazała się na łamach tego dziennika. Jerzy Sokołowski powiedział m.in.: "Właściwie nie chciałem wiosną wychodzić na boisko. I taka była umowa z klubem. Po meczu z Zagłębiem Lubin zostałem natomiast odsunięty od drużyny. Oczerniano mnie, że sprzedałem mecz. Takie były nastroje w Pogoni. (…) Po przyjściu do Pogoni podpisałem kontrakt. Traktowałem to jako podstawę. Tymczasem klub nie wywiązał się z warunków. (…) Miałem obietnicę, że jako pierwszy dostanę talon na samochód. Potem ni stąd ni zowąd znalazłem się na czwartym miejscu. Nie mam pretensji do - dajmy na to - Mariusza Kurasa, że on dostał auto a ja nie. Chodzi mi tylko o wywiązywanie się klubu z obietnic wobec zawodników. Inaczej wyobrażałem sobie grę w Pogoni. Wydaje mi się, że w klubie nie ma rządzącego. Właściwie od grudnia nikt ze mną nie chciał rozmawiać.".
Po sezonie 1987/88 Jerzy Sokołowski został sprzedany do czołowej drużyny II ligi Piasta Nowa Ruda za kwotę ówczesnych 26 milionów złotych. Dla porównania przeciętne miesięczne wynagrodzenie wg danych podawanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych w 1988 roku wynosiło 53090 złotych. Należy przy tym dodać, że inflacja w Polsce w tym samym roku osiągnęła wysokość 60,2%. W nowym klubie bohater niniejszego tekstu grał z innym byłym piłkarzem Pogoni napastnikiem Robertem Prokopowiczem, który trafił do Piasta w tym samym czasie. Transfer na Dolny Śląsk rozwiązał problem pozyskania upragnionego przez Jerzego Sokołowskiego samochodu. Jak poinformował mnie noworudzianin Sebastian Piątkowski zajmujący się m.in. badaniem i popularyzowaniem historii Piasta (KLIK) dzisiejszy solenizant grając w tym klubie jeździł czerwonym Polonezem. Niespodziewanie jednak występując w Piaście doświadczył po raz pierwszy w swojej karierze spadku do trzeciej ligi po przegranym barażu ze Stalą Stocznia Szczecin. Jesienią 1989 roku wystąpił w 9 meczach ligowych w barwach ekstraklasowego Zagłębia Sosnowiec. Później powrócił do rodzinnego miasta trafiając do szczecińskiego Pioniera. Po zakończeniu kariery piłkarskiej pozostał przy piłce nożnej jako trener i prezes Osiedlowego Klubu Sportowego Vielgovia Szczecin. W październiku 2024 roku był obecny na zorganizowanym przez Stowarzyszenie Oldbojów i Sympatyków Pogoni Szczecin im. Floriana Krygiera miniturnieju piłkarskim, którego celem była zbiórka funduszy na lekarstwa dla Andrzeja Miązka. (KLIK i KLIK). Miał też swój udział w powstaniu na stadionie Pogoni Szczecin tablic historycznych odsłoniętych 18 kwietnia ubiegłego roku.
Uwaga!
Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.