Aktualności

  • Szalai: Decyzja o dołączeniu do Pogoni była łatwa i szybka

- Wprawdzie dopiero poznaję miasto, a zawsze na początku jest dużo spraw do załatwienia, jak choćby mieszkanie i inne niezbędne kwestie, ale jestem zadowolony z tego co tu zobaczyłem - powiedział Attila Szalai w rozmowie z Piotrem Koźmińskim dla portalu Goal.pl.


Jakie pierwsze wrażenia, z Pogoni, ze Szczecina, z Polski?

Bardzo dobre. Wprawdzie dopiero poznaję miasto, a zawsze na początku jest dużo spraw do załatwienia, jak choćby mieszkanie i inne niezbędne kwestie, ale jestem zadowolony z tego co tu zobaczyłem. No, może pogoda nas teraz nie rozpieszcza, ale jestem Węgrem, więc mrozy czy śnieg nie są mi straszne. Mam nadzieję na szybką aklimatyzację, chcę od razu pomagać drużynie. Tak naprawdę nie mogę się już doczekać niedzieli i pierwszego meczu.

Przyjście do Pogoni to była trudna, czy łatwa decyzja?

Tak naprawdę łatwa. Łatwa i szybka. Miałem bardzo fajne rozmowy z prezesem, dyrektorem, trenerem. Widziałem od pierwszej sekundy, że oni wszyscy bardzo mnie tu chcą. A to jest dla piłkarza niezwykle istotne. Opowiedziano mi o tym projekcie, o ambicjach klubu. Klubu, za którym stoi bardzo wielu kibiców. Ten plan wydał mi się bardzo interesujący. Oczywiście, sam też zasięgnąłem języka.

Wiem, że rozmawiałeś z Rajmundem Molnarem…

Tak, choć nie tylko z nim. Rozmawiałem też z kolegami, którzy wcześniej grali w Polsce. Praktycznie wszyscy mówili to samo: że polska liga bardzo mocno się rozwija, że idzie do przodu. Że jest tu coraz więcej dużych klubów z ambicjami. Infrastruktura, kibice… To wszystko przyciąga tu coraz więcej dobrych piłkarzy. 

To wyjaśnijmy jedną rzecz: bo krążyły plotki, że Pogoń bierze kontuzjowanego piłkarza. Z tego co wiem to jednak nieprawda.

Nie było kontuzji. Przez kilka dni miałem wirusa. Faktem jest, że czułem się słabo, nic nie mogłem jeść, miałem wszystkie klasyczne dolegliwości związane z tego typu wirusem. Schudłem kilka kilogramów, byłem nawet w szpitalu, żeby sprawdzić, czy wszystko już w porządku. Na szczęście to już poza mną. To był klasyczny, często spotykany wirus. Ale nie ma po nim śladu. Znów jestem w pełnym treningu.

Nie ma wątpliwości, że twój najlepszy czas to 2,5 roku spędzone w Fenerbahce. W internecie jest popularny filmik, na którym widać, że płaczesz żegnając się z tym klubem. Aż tak wielkie były te emocje?

Tak, były wielkie. Przeżyłem tam wspaniałe chwile. OK, nie wygraliśmy mistrzostwa, ale zdobyliśmy na przykład Puchar Turcji, mieliśmy też dobre momenty w europejskich pucharach. Fenerbahce to wielki klub, mówi się, że ma 35-40 mln kibiców na całym świecie. Grać dla tych barw to coś niesamowitego. Tego się nie da wyrazić słowami. 

Pasja kibiców, cała otoczka. Naprawdę, słowa tego nie oddadzą. Jestem wdzięczny losowi, że dane mi to było przeżyć. Wiele osób pytało mnie później, czy nie żałowałem tego odejścia, pójścia do Hoffenheim. Tyle że…

 Po pierwsze to gdybanie. Nigdy nie wiesz, co by było gdyby. Po drugie, gra w jednej z lig top 5 była moim marzeniem od dziecka. A pójście do Bundesligi oznaczało jego spełnienie. Po trzecie wreszcie, Fenerbahce dostało wtedy za mnie bardzo dobre pieniądze.

Do Niemiec jeszcze przejdziemy, ale pozostańmy na chwilę w Stambule. Konsultowałem się  kwestii pytań z Krzysztofem Gerlakiem, polskim  fanem Fenerbahce. Zasugerował proste, a może właśnie trudne pytanie: jak to możliwe, że mające takie możliwości Fenerbahce od dawna nie może zdobyć mistrzowskiego tytułu?

Dobre pytanie. I raczej trudne, nie łatwe. Sam nie wiem, czy da się na nie w pełni odpowiedzieć. Ale prawdą jest, że to na swój sposób niezrozumiałe, że taki klub zdobył swoje ostatnie mistrzostwo w 2014 roku. W tym czasie wygrywało Galatasaray, Besiktas, Trabzonspor, Basakhesir, a Fenerbahce nie. Naprawdę ciężko to wytłumaczyć. 

Co do moich czasów. W pierwszym sezonie byliśmy naprawdę blisko, ale na dwie kolejki przed końcem przegraliśmy z Sivassporem u siebie i było pozamiatane. W drugim sezonie Trabzonspor był naprawdę dobry, wygrał ligę szybko, z dużą przewagą nad nami. 

W trzecim z kolei zawaliliśmy mecze derbowe. A z porażkami w derbach nie da się zdobyć mistrzostwa. Prawdą jest, że brak tytułu boli kibiców niesamowicie. Są przecież dzieci kibicujące Fenerbahce, które nie znają jeszcze smaku wygrania ligi, bo za ich życia nie miało to miejsca. To coś niebywałego.

CAŁĄ ROZMOWĘ ZNAJDZIESZ TUTAJ!

DOŁĄCZ DO NAS NA WHATSAPP! KLIKNIJ TUTAJ!

Autor: Daniel Trzepacz
Żródło: Goal.pl
Wyświetleń: 4910

Uwaga!

Dla lepszego doświadczenia użytkowników komentarze są początkowo niewidoczne. Kliknij „Zobacz komentarze", aby je pokazać i dołączyć do rozmowy.